To nie był chuligański wybryk. Ule zniszczył zawodowiec

Poleć
Udostępnij
Skomentuj
Autor tekstu: (em) | redakcja@agropolska.pl
18-07-2018,13:50 Aktualizacja: 18-07-2018,14:09
A A A

W Nowej Wsi w gminie Harasiuki (woj. podkarpackie) nieznany sprawca zniszczył kilkanaście uli. Łukasz Michałowski, właściciel pasieki podejrzewa, że sprawcą była osoba doskonale znająca się na pszczelarstwie.

- Ktoś je wywrócił. Wykluczam chuligana, bo skończyłoby się na pierwszym lub drugim ulu, bo pszczoły w końcu użądliłyby sprawcę. To musiał być ktoś, kto zna się na rzeczy. Prawdopodobnie miał na sobie kombinezon pszczelarski, kapelusz, musiał też wiedzieć, jak odpowiednio stanąć przy ulach - mówi pszczelarz w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

pszczelarstwo, rodziny pszczele, pasieki, oprysk pól, rychliki, powiat elbląski

Straty w pasiekach po oprysku pola. Kolejny dramat pszczelarzy

Pszczelarze z Rychlik (pow. elbląski, woj. warmińsko-mazurskie) stracili 20 proc. populacji pszczół w swoich pasiekach. Owady zatruły się środkiem chemicznym, stosowanym do oprysków upraw. - Kiedy zobaczyliśmy martwe pszczoły...

Dodaje, że postawił swoje ule około dwóch kilometrów od najbliższej pasieki, więc nie wszedł nikomu w drogę. - Zrobiłem to z etyką pszczelarską. Zasięg zbierania nektaru przez pszczoły to właśnie dwa kilometry - podkreśla.

Gdy Michałowski przybył na miejsce zdarzenia okazało się, że kilka procent pszczół było pogniecionych.

Zdecydował, że zawiezie owady w rejon Mielca, gdzie ma stacjonarną pasiekę. Po trzech godzinach jazdy okazało się, że nie żyje jedna z pszczelich rodzin.

Pszczelarz szacuje straty na ok. tysiąc złotych. Kolejne dwa tysiące stracił na miodzie, który zebrałby i sprzedał, gdyby pszczoły stały dalej przy polu z gryką.
 

źródło: "Gazeta Wyborcza"

Poleć
Udostępnij
Skomentuj