Copy LinkXFacebookShare

Gdzie sprzedawać jabłka? Ciężka zima przed sadownikami

Z powodu embarga i wzrostu konkurencji na rynku jabłka są dziś o ponad 30 procent tańsze niż przed rokiem. A skutki nadwyżek owoców będą odczuwalne przede wszystkim zimą.  
 
Zdobywanie nowych rynków zbytu, np. Skandynawii, Afryki Północnej czy Emiratów Arabskich jest dla polskich producentów bardzo kosztowne – nie tylko ze względu na koszty transportu, lecz także konieczność zainwestowania w nowe odmiany owoców.
 
– Rosyjskie embargo dla wszystkich sadowników i firm z naszej branży to poważny kłopot – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Jendrzejczak, współwłaściciel przedsiębiorstwa Agroserw z okolic Grójca. 
 
– Problem dotyczy całego sektora, od producentów nawozów, środków ochrony roślin, aż po firmy transportowe. Wszyscy mają mniejsze obroty, a co za tym idzie mniej wydają. Embargo dotyka więc praktycznie całego sektora branży ogrodniczej – dodaje.
 
Najbardziej skutki restrykcji odczuwają producenci odmiany Idared, która w większości trafiała na rynek rosyjski. Rosja przed embargiem była głównym odbiorcą polskich jabłek i w ubiegłym roku wysłano tam owoce o wartości 1,3 mld euro (prawie 5,5 mld zł). 
 
Import z Polski pokrywał około 55 proc. całego tamtejszego zapotrzebowania. Zdaniem Jendrzejczaka trudno będzie sprzedać nadwyżkę odmiany Idared na krajowym rynku.
 
– Gdyby ten towar opuścił kraj, to cena byłaby lepsza, a popyt byłby większy. Dzisiaj sadownicy uzyskują ok. 30 proc. tego, co otrzymywali w ubiegłym roku. Ten sezon jeszcze jakoś przetrzymają. Prawdziwe problemy zaczną się w przyszłym roku. Największe będą mieli ci, którzy zainwestowali środki z kredytów. Będą musieli je spłacać, a cena zapewne pozwoli tylko na przeżycie. Inwestycje są raczej wykluczone – mówi Paweł Jendrzejczak.
 
Agroserw prawie całą produkcję przeznacza na krajowy rynek, dlatego odczuwa skutki embarga tylko pośrednio – przez zwiększoną konkurencję. Zwiększona sprzedaż jabłek w Polsce i promowanie innego ich wykorzystywania, np. na soki lub cydr, pomaga branży, choć – zdaniem Jendrzejczaka – to kropla w morzu.
 
– Pomaga również reklama za granicą. Myślę, że ważniejszy dla nas jest rynek południowy i skandynawski, tam gdzie tego towaru nie ma. Popularne robią się teraz Afryka Północna czy Emiraty Arabskie. Właśnie tam widzę rynki zbytu, a nie w Europie, gdzie jest nadprodukcja owoców – podkreśla współwłaściciel przedsiębiorstwa Agroserw.
 
Związek Sadowników RP intensywnie promował w br. polskie jabłka w Indiach, które miały podpisać kontrakt na dostawę 100 tys. ton tego owocu. Jego przedstawiciele uważają, że w ciągu najbliższych dwóch lat polskie jabłka trafią także do Chin. Nowe rynki zbytu oznaczają jednak dla sadowników dodatkowe koszty.
 
– Musimy zainwestować w nowe odmiany, których te kraje potrzebują, a które u nas były do tej pory mało znane i uprawiane. Są one droższe w sprzedaży, owoc jest twardszy, lepiej znosi transport i odbiorcy południowi go znają. Mamy już możliwości przechowania, przesortowania i konfekcjonowania tych owoców, tak jak sobie odbiorca życzy. Myślę, że nie mamy się czego wstydzić – kończy Jendrzejczak.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Odzyskany ciągnik wrócił do właścicielki. Wskazała na syna

Turbulencje na rynku mleka, rynek mleka, mleczarstwo, ceny mleka, ceny, eksport mleczarski, Global Dairy Trade, Polska Izba Mleka
Bydło

Turbulencje na rynku mleka w UE. Przed nami trudne miesiące