Ekolodzy: projekt nowelizacji to zamach na energetykę obywatelską

Poleć
Udostępnij
Skomentuj
Autor tekstu: k.perkowska | perkowska@apra.pl
15-05-2015,15:30 Aktualizacja: 15-05-2015,16:18
A A A

Ministerstwo Gospodarki przedstawiło dziś zapowiadany od dwóch miesięcy projekt nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii. Organizacje ekologiczne uważają, że resort próbuje zastąpić przejrzysty system taryf gwarantowanych skomplikowanymi metodami rozliczeń i rygorów, które bardziej będą odstraszać niż zachęcać do inwestowania w mikroinstalacje OZE.

Wprowadzenie przez Sejm poprawki prosumenckiej ponad politycznymi podziałami było ogromnym sukcesem społeczeństwa obywatelskiego. Otwierało bowiem drzwi do zdemonopolizowania rynku energii w kraju i umożliwienia Polakom sprawiedliwego udziału w produkcji energii.

Tymczasem Greenpeace i WWF ostrzegają, że nowelizacja ustawy o OZE może odebrać obywatelom wywalczony sukces.

Pietrewicz: nowelizacja ustawy o OZE dobra dla wszystkich

Zapisy projektu nowelizacji ustawy o OZE mają m.in. pozwolić na kontrolę energetyki prosumenckiej i wprowadzają przedziały taryf gwarantowanych dla niektórych mikroinstalacji OZE. Jak powiedział w piątek Jerzy Pietrewicz, wiceminister...
- Nowelizacja wydaje się być kolejnym etapem nagonki na właścicieli przydomowych mikroelektrowni OZE. Stawki taryf gwarantowanych zostały, co prawda, utrzymane, ale tylko teoretycznie - twierdzi Anna Ogniewska, ekspertka ds. energii odnawialnej Greenpeace Polska.

Podkreśla, że pojawiły się ponadto dodatkowe elementy wymagające dokładnej analizy. - Mogą one uniemożliwić lub znacząco zniechęcić obywateli do inwestowania w OZE. Nie wiadomo, na jakiej podstawie dla jednej z bardziej obiecujących technologii, jaką jest fotowoltaika, zaproponowano kwoty w przedziałach cenowych.

Ustalone stawki przegłosowane wcześniej w Sejmie dawały najniższą możliwą opłacalność inwestycji w mikroelektrownie. Wprowadzenie przedziałów cenowych to pułapka zastawiona na tych, którym miałoby się opłacać inwestować w OZE. Istnieje zagrożenie, że proponowane zmiany spowodują, że zabraknie chętnych do zostania prosumentami - przestrzega.

Ogrzewska podkreśla, że zamiast doprecyzować poprawkę od strony technicznej, tak by była ona przyjazna dla obywatela, ministerstwo dodało szeroko zakrojony system kontroli i kar, jakby każdy Polak miał na celu wyłącznie okradanie państwa.

- Właściciel mikroinstalacji będzie musiał dokonywać skomplikowanych wyliczeń należnego mu poziomu wsparcia. Ma być też kontrolowany, niczym potencjalny złodziej, przez „organ administracji państwowej wyspecjalizowany w kontroli”, któremu przysługuje możliwość szerokiej inwigilacji i inspekcji prawidłowości wykonania obliczeń ze stanem faktycznym, żądania wyjaśnień oraz dokumentów zawartych na wszelkich możliwych nośnikach, niemalże jak w orwellowskim "Roku 1984" - komentuje Anna Ogniewska.

Ekolodzy tłumaczą, że jeżeli podczas kontroli znajdzie się jakaś nieścisłość, cena zakupu energii spadnie do wartości średniej ceny sprzedaży energii elektrycznej na rynku konkurencyjnym (obecnie ok. 16 gr/kWh). W takim przypadku osoba, która zainwestowała w mikroinstalację, może nie mieć możliwości spłaty kredytu według zaplanowanego harmonogramu.

Na Podlasiu dopłacą do mikroinstalacji OZE

Podlaskie gminy mogą się starać o dotacje z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013 na budowę mikroinstalacji z wykorzystaniem odnawialnych źródeł energii na własne potrzeby. W poniedziałek ruszył nabór wniosków....
- Rodzi się pytanie, ilu urzędników będzie zaangażowanych w kontrolę, ile to będzie kosztowało budżet państwa i czy warto wysyłać armię ludzi po to, by zweryfikować, czy Kowalski się o kilka groszy nie pomylił? Dużo korzystniejsze byłoby przeprowadzenie kilku kontroli w dużych spółkach, które były beneficjentami miliardów złotych nadmiernego wsparcia przez współspalanie - przekonuje Tobiasz Adamczewski ekspert ds. klimatu i energii w WWF Polska.

- Prosumenta resort gospodarki chce nękać za pomocą organów kontroli o kilka groszy, tymczasem ustawowo pozwolił spółkom energetycznym zarobić kolejne setki milionów złotych przez pozostawienie im pełnych dopłat do spalania węgla z biomasą aż do 1 stycznia 2016 roku - mówi wprost Tobiasz Adamczewski.

Organizacje ekologiczne podkreślają, że system nie jest jasny, przejrzysty i przyjazny. Trudno też nazwać go systemem taryf gwarantowanych. - Jedyne co gwarantuje, to inwigilację i strach przed urzędnikiem. Niepewność ceny odbioru może też prowadzić do utrudnienia dostępu do kredytów i niskooprocentowanych pożyczek bankowych, co znów może spowodować, że mikroinstalacje dostępne będą tylko dla zamożnych Polaków - zaznaczają.

System ten nie został też zdefiniowany w rozporządzeniu Komisji Europejskiej w sprawie wyłączeń blokowych, na które wcześniej powoływało się ministerstwo, uzasadniając konieczność nowelizacji ustawy, dlatego wydaje się, że w takim brzmieniu jedynym właściwym rozwiązaniem, by uwierzytelnić system pomocy publicznej akceptowanej przez Komisję, konieczna będzie notyfikacja całej ustawy o OZE.

Greenpeace i WWF Polska punktują Ministerstwo Gospodarki także za brak doprecyzowania kwestii podatkowych, czy podniesienia wysokości opłaty OZE (która jest dopisywana do naszych rachunków za energię) z ćwierć grosza do czterech dziesiątych grosza za kilowatogodzinę.

- Nie pokazano, jak będzie kształtowała się opłata OZE w kolejnych latach i jakie rzeczywiście elementy systemu będą na nią wpływać, np. współspalanie, którego będzie dużo więcej niż mikro-instalacji. Wzrost opłaty w najmniejszym stopniu nie jest spowodowany wprowadzeniem taryf gwarantowanych. Wystarczy rzut oka na liczby, aby dojść do wniosku, że nie zostały przygotowane rzetelne analizy ekonomiczne dla poparcia nowelizacji - wyjaśnia Adamczewski.

Projekt trafi teraz do konsultacji. Greenpeace i WWF już zapowiadają, że zgłoszą propozycje zmiany przepisów.

Poleć
Udostępnij
Skomentuj
Redakcja działu
"Zielona energia"
Kontakt
Kontakt
Reklama
Reklama