Rolnicy maszerowali razem z leśnikami. Narzekali na działania rządu
marsz_huberta_b8813f90
Marsz, który przeszedł przez centrum stolicy był znacznie mniej liczny od zapowiedzi. Foto_PAP/Radek Pietruszka
Ponad 200 osób manifestowało w sobotę, 12 maja w Warszawie poparcie dla rolnictwa, leśnictwa i łowiectwa. W I Marszu św. Huberta, zorganizowanym z okazji stulecia niepodległości, nie wzięli udziału politycy PiS. Po marszu doszło do utarczek narodowców z kontrdemonstrantami.
– Wraz z myśliwymi, leśnikami, rolnikami, hodowcami zwierząt futerkowych i wszystkimi, którym zależy na Polsce, chcemy uczcić i podziękować za dar wolności w stulcie jej odzyskania – powiedziała Marcelina Puchalska z organizującego marsz Ekologicznego Forum Młodzieży.
Marsz miał – jak dodała – pokazać, "że są w Polsce ludzie, którzy kochają Polskę i jej przyrodę, potrafią w sposób odpowiedzialny dbać o ziemię i ją użytkować". – Jesteśmy apolityczni, a marsz nie jest skierowany przeciw komukolwiek – zapewniła. Apelowała o uszanowanie pokojowego charakteru marszu.
Jak podawały ostatnio media, rzeczniczka PiS Beata Mazurek potwierdziła, że politykom tej partii wydano zakaz udziału w marszu.
Wśród demonstrantów było widać zielone stroje rolników i myśliwych, byli także ubrani na czarno mężczyźni z opaskami z falangą – emblematem Ruchu Narodowego.
"Hołd naszym ojcom i dziadom" za wkład w odzyskanie niepodległości złożył Adam Gąsiorowski z Ekologicznego Forum Młodzieży. – Wielką rolę w tym wydarzeniu odegrali mieszkańcy polskiej wsi. Dzięki polskiemu rolnikowi, leśnikowi, myśliwemu oraz wyśmienitej kadrze naukowej z zakresu ekologii teoretycznej i stosowanej nawet w okresie zaborów użytkowano polskie zasoby przyrodnicze tak, że zamieszkują w nich wszystkie dziko żyjące gatunki tej strefy geograficznej – mówił.
Ocenił, że "istnienie narodu polskiego i niezależnego państwa polskiego, jak też wyjątkowy stan środowiska przyrodniczego Polski, to zasługa polskiej tradycyjnej wsi i współdziałającego z nią polskiego leśnictwa i polskiego łowiectwa, gdzie zasługę spajająca odegrał Kościół".
Dodał, że Kościół zapłacił za to wysoką cenę w czasach okupacji i płaci ją nadal, "gdyż jest bezpardonowo atakowany, czego najlepszym przykładem jest lewacki nurt filozoficzny określony jako animalizacja człowieka i humanizacja drzew". Chwalił system zarządzania lasami państwowymi.
Według Gąsiorowskiego "polskie łowiectwo to wzorcowy przykład racjonalnego gospodarowania populacjami zwierząt łownych", a myśliwi "dobrze rozumieją istotę funkcjonowania przyrody".
– Dzięki natarczywej propagandzie rozpowszechnianej przez lewicowo-liberalne środki masowego przekazu rozpoczęto proces zmiany mentalności Polaków. Zakaz wycinania drzew i zabijania zwierząt zaczął urastać do formy najwyższej i praktycznie jedynej formy ochrony przyrody – mówił.
Według niego "przykładem tego rodzaju działań stał się skandal wokół Rospudy i obecnie Białowieży". Apelował o uznanie wyższości "prawa naturalnego nad prawem stanowionym". Ocenił, że "brak rozumienia prawa naturalnego może prowadzić do deformacji prawnej, czego najlepszym przykładem jest uchwalone w tym roku prawo łowieckie czy prawo ochrony zwierząt".
Zasługi leśników dla odbudowy polskiej państwowości podkreślał prezes Stowarzyszenia Leśników i Właścicieli Lasów Stefan Traczyk z nadleśnictwa Jabłonna.
Zawołaniem "darz bór" przywitał zebranych prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki, który wystąpił z dzieckiem na ręku.
– Dlaczego jestem z synem? Nie jestem niestety myśliwym, ale gdybym był, to zabierałbym syna na polowania, bo uważam, że to jest piękna tradycja, która powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie i nie wolno jej niszczyć – powiedział.
– To nie jest marsz polityczny, nie będą takich wątków poruszał – powiedział. Dodał zarazem, że "wokół takich inicjatyw powinny stać całe elity, cała klasa polityczna powinna wokół tego się gromadzić". "Dlaczego dzisiaj nie ma jej z nami, nie wiem, nie będę tego komentował". Zaapelował o odśpiewanie roty, a wystąpienie zakończył hasłem "chwała wielkiej Polsce".
Rolnik Dominik Paterek z powiatu krotoszyńskiego (woj. wielkopolskie) przytaczał wypowiedź ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela o wzroście dochodów rolników w ostatnich latach o 30 procent.
– Przecież spadły, a dopłaty – które uważamy za rekompensaty – nie zostały jeszcze wypłacone, mimo zapewnień pana ministra – zaznaczył. Paterek mówił, że "rolnictwo upada, polska wieś niszczeje, młodzi odchodzą do innych zawodów". – Panie ministrze, czy pan tego nie dostrzega? Kto panu podsuwa takie dane? – pytał.
Zarzucił rządowi brak rzetelnych, fachowych wyliczeń dochodowości rolnictwa.
– Niech wreszcie pan prezes Kaczyński spojrzy, jakich ludzi ma, kim się posługuje, czy to są profesjonalne osoby, autorytety, fachowcy w branży. Panie prezesie Kaczyński, proszę się rozejrzeć wokół, proszę korzystać z fachowych, mądrych ludzi, którzy są patriotami tak jak i pan i którzy powinni panu podpowiadać uczciwie, rzeczowo, a nie wprowadzać antagonizmy w społeczeństwie, tak jak to zrobił pan minister Jurgiel, który poróżnił społeczeństwo miejskie i wiejskie – apelował do prezesa PiS.
Po marszu, który przeszedł spod Belwederu przed Sejm, do zgromadzonych wyszedł poseł PiS Jan Szyszko, b, minister środowiska. Pytany o zakaz udziału polityków PiS w marszu odpowiedział: "Ja nic nie słyszałem na ten temat". Swoją nieobecność tłumaczył udziałem w konferencji "Jeszcze Polska nie zginęła – wieś – rok później".
Przemówieniom przed Sejmem towarzyszyły – zza kordonu policjantów – okrzyki uczestników wcześniejszej manifestacji solidarności z protestującymi w budynku Sejmu niepełnosprawnymi i ich opiekunami oraz przeciwników polowań. "Warszawa wolna od faszyzmu", "ONR to zbiór zer", "nie pomylcie nas z wilkami", "nie zabijaj – piąte przykazanie", "bób, hummus i włoszczyzna" – skandowali.
Kiedy Szyszko wracał do Sejmu, kilku kontrmanifestantów przedostało się przez bariery, ściganych przez policjantów w mundurach i po cywilnemu. "Sejm jest nasz" – wołali pozostali.
Gdy marsz został rozwiązany i jego uczestnicy się rozchodzili, doszło do rękoczynów. Jeden z kontrdemonstrantów został pociągnięty za włosy i przewrócony; inny uskarżał się, że został kopnięty i rzucony na samochód. Zarzucał policji opieszałość. Funkcjonariusze otoczyli i wylegitymowali trzech młodych mężczyzn w czarnych koszulach z odznakami Ruchu Narodowego i zabrali ich do policyjnego furgonu. Do poszkodowanego kontrdemonstranta wezwali karetkę.
Jak powiedzieli PAP przedstawiciele ratusza, organizatorzy zgłosili manifestację do 5 tys. osób; w marszu, którego uczestnicy złożyli kwiaty pod pomnikami Józefa Piłsudskiego, Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego, wzięło udział ok. 240 osób.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
