Rolnicy: w marketach powinno być sprzedawane tylko polskie mleko
lowickie_mleko
Rolnicy chcą, aby każdy konsument wiedział, z jakiego kraju pochodzi kupowane mleko. Foto_Krzysztof Zacharuk
Przedłużający się kryzys na rynku mleka staje się coraz większym zagrożeniem dla istnienia tysięcy polskich gospodarstw. Właśnie dlatego producenci mleka domagają się, aby zatrzymać napływający na masową skalę z zagranicy surowiec.
Zdaniem Bogdana Michalskiego, który prowadzi 62-hektarowe gospodarstwo w powiecie płońskim na Mazowszu konieczna jest interwencja państwa, by w sklepach oferowano przede wszystkim polskie produkty.
Rolnik, którego gospodarstwo jest nastawione na hodowlę bydła mlecznego obawia się, że zarówno on, jak i wielu rolników z regionu nie poradzi sobie ze spiralą zadłużenia. Okoliczni hodowcy drżą o przyszłość, bo sytuacja na rynku jest coraz trudniejsza.
– Do tej pory bydło mleczne było chyba najstabilniejszym finansowo rodzajem gospodarowania. Stąd też w naszej okolicy gdzie rolnicza zagroda, tam hodowla krów. Ale coraz trudniej mleko sprzedawać, ceny spadają. Każdy z nas ma jakieś kredyty, bo trzeba było zainwestować w obory, w sprzęt – narzeka Michalski.
Jak zaznacza, państwo niewystarczająco broni się przed importem z zagranicy.
– Byliśmy niedawno z kolegami na spotkaniu u prezesa spółdzielni mleczarskiej. Rozmawialiśmy o przyszłości. Opowiadał nam, że do Polski poprzez sieci super- i hipermarketów wwożone są z Holandii czy Niemiec produkty mleczne w cenach poniżej kosztów produkcji. Te przetwory są sprzedawane pod marką tych sieci, a kupujący nawet nie orientuje się, że ma do czynienia z zagranicznym wyrobem – twierdzi rolnik.
Jego zdaniem, produkty w sklepach powinny być wyraźniej oznakowane jeśli chodzi o kraj pochodzenia. Poza tym sieci powinny zostać zobowiązane, najlepiej w drodze ustawy, do przestrzegania określonego poziomu marż na rodzime produkty mleczne.
– Najlepiej byłoby też prawnie zobowiązać takie sieci handlowe, żeby w swoich marketach miały obowiązek umieszczania polskich produktów. Jeśli nie w całości, to w przytłaczającej większości. Można by to określać procentowo, a sprawdzaniem niech się zajmie któraś z inspekcji. Jest ich dużo, my rolnicy coś o tym wiemy – podsumowuje Bogdan Michalski.
