Copy LinkXFacebookShare

Pozamiatał w „Jednym z dziesięciu” i podbił internet. Mieszka i pomaga rodzicom w gospodarstwie

W finale popularnego teleturnieju w TVP sam odpowiedział na wszystkie pytania i zdobył rekordową liczbę punktów, imponując wszechstronną wiedzą. Z miejsca stał się też przez to bohaterem internetu. Dziennikarze ruszyli do gospodarstwa rolnego, gdzie mieszka wraz z rodzicami.

Artur Baranowski, bo o nim mowa, to uczestnik wyemitowanego w minioną środę odcinka programu telewizyjnego „Jeden z dziesięciu”. Prowadzone przez Tadeusza Sznuka zmagania towarzyszą widzom od niemal 30 lat i cieszą się niesłabnącą popularnością.

„Jestem ekonomistą, interesuję się grami logicznymi i jazdą na rowerze” – określił się sam Baranowski.

Z rodzicami w gospodarstwie

Szybko okazało się, że jego zainteresowania są dużo szersze, bo wykazał się wiedzą z przeróżnych dziedzin. Odpowiedział prawidłowo na wszystkie pytania w teleturnieju, w tym na wszystkie 40 w finale, gdzie nie dał rywalom dojść do głosu (biorąc pytania „na siebie”). Łącznie zebrał rekordowe 803 punkty. Taki wynik raczej długo nie zostanie przebity.

Ten występ odbił się szerokim echem w mediach, w szczególności w internecie. Zachwyceni internauci sięgali po takie określenia, jak „geniusz” czy „mistrz”. A dziennikarze ruszyli tym tropem, chcąc przedstawić szerszy obraz bohatera programu.

Wiadomo, że jest on mieszkańcem małej wsi Śliwniki w województwie łódzkim. Żyje tam od urodzenia wraz z rodzicami, którzy prowadzą nastawione na produkcję mleka gospodarstwo rolne i którym ma on pomagać w tej działalności.

Ojciec dumny z syna, ale…

– Nieśmiały, spokojny, skromniutki. W jego wieku czasem chłopaki jeszcze rozrabiają, a on ma 28 lat, a jest z niego bardzo dojrzały facet – opisał zwycięzcę programu sołtys wsi w rozmowie z dziennikarzami „Wirtualnej Polski”.

– Studiował, pewnie siedzi non stop w książkach. Ile razy przejeżdżam koło jego domu, widzę, jak się światło świeci. Pewnie siedzi i coś googluje – dodał szef wioski.

Sam Baranowski unikał kontaktu z mediami.

– Mieszkamy tu spokojnie, cicho. A tu nagle wszyscy chcą rozmawiać z synem. On nie ma na to siły, nie jest przygotowany. Nikt by tego nie wytrzymał, człowiek by zwariował – stwierdził w rozmowie z „WP” jego ojciec.

I zapewnił, że jest dumny z syna, ale nie spodziewał się, że tak wiele osób będzie zainteresowanych, by z nim rozmawiać.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!