Copy LinkXFacebookShare

Nie chcą budowy nowych kurników, dlatego zablokowali drogę

"Ich zysk, nasz smród", "Dla was to biznes, nam chodzi o życie", "Zdrowie ludzi ważniejsze niż kury" – takie hasła pojawiły się na transparentach uczestników protestu przeciwko ekspansji kurzych ferm. Odbył się on w piątek na krajowej drodze nr 7 pod Mławą na Mazowszu.

Pikieta została przeprowadzona w dwóch miejscowościach – Uniszkach Zawadzkich i Wiśniewie. W obu wioskach przeciwnicy kurników blokowali czasowo ruch na "siódemce", chodząc po przejściach dla pieszych. Wszystko zabezpieczała powiadomiona wcześniej policja.

Jak podkreślał w rozmowie z dziennikarzami Robert Maciej Jankowski, główny organizator protestu, była to forma sprzeciwu wobec nadmiernej koncentracji wielkich kurników na terenie północnego Mazowsza.

– W powiecie jest ponad 500 kurników, planuje się 140 kolejnych – mówił Jankowski o sytuacji na ziemi mławskiej, wymieniając miejsca kolejnych planowanych inwestycji tego typu. Przypomniał, że kurniki mają zostać zbudowane m.in. w pobliżu Krajowego Ośrodka Mieszkalno-Rehabilitacyjnego dla Osób Chorych na Stwardnienie Rozsiane (SM) w Dąbku (reprezentacja tej znanej nie tylko w kraju placówki brała udział w pikiecie w Wiśniewie). [Pisaliśmy o tym]

– Przecież tam się ludzie chorzy leczą. To jeszcze im dołożyć smrodu, tak? A takie ośrodki zdaje się są tylko dwa w Europie. Przyjeżdżają tu ludzie z zagranicy się leczyć. Świetna wizytówka dla Polski – mówił z przekąsem Jankowski.

Twierdził, że średnia produkcja zwierzęca na powiat w Polsce nie przekracza 10 tysięcy DJP (dużych jednostek przeliczeniowych). A jedna taka duża ferma może mieć 6 tys. DJP. Takich ma powstać w okolicach jeszcze kilka. – To znaczy że ile mamy przyjąć tych DJP: 30,40, 50 tysięcy? – pytał retorycznie organizator protestu.

Jak zaznaczał, takie fermy to nie jest rolnictwo. – A jeżeli tak, to niech ich właścicieli obowiązują takie same przepisy jak rolników. Bo rolnik, który ma 100 krów, obornik od nich musi w 70 proc. zagospodarować na własnym areale, czyli musi mieć te kilkadziesiąt hektarów ziemi ornej. Oni ("kurnikarze" – red.) przy dużej fermie, gdyby obowiązywała ich taka ustawa, musieliby mieć chyba 2,5 tys. hektarów – tłumaczył Robert Maciej Jankowski.

Według niego i innych protestujących, ustawodawca musi dostrzec problem, bo póki co jest on zamiatany pod dywan.

– Będziemy żądali, żeby pani premier nas przyjęła. Nie będziemy rozmawiać "na dole", bo to nic nie daje. Fermy drobiu muszą oczywiście być, ale 3 czy 5, a nie 20-30. Powinny być osłaniane lasami i tworzone w zgodzie i porozumieniu z mieszkańcami okolicy – mówiono podczas pikiety.

Zarówno w Uniszkach, jak i w Wiśniewie, miały jednak miejsce także kontrmanifestacje, które tworzyli przede wszystkim pracownicy ferm. Przynieśli transparenty z hasłami typu "Chcemy pracować, nie emigrować", "Kocham mój kraj, chcę tu zostać" czy "Nowoczesne polskie rolnictwo – kto jest temu przeciwny?".

– Walczymy o miejsca pracy, są to firmy z polskim kapitałem. Chcemy pokazać, że na fermach można godnie pracować, dobrze zarobić. I protestujemy przeciwko takim akcjom, które niszczą polską gospodarkę – podkreślano po stronie kontrprotestu.

Padały głosy, ze wieś jest od tego, by odbywała się tam m.in. produkcja zwierzęca. A uciążliwości zapachowe są tylko od czasu do czasu, gdy z kurników wywożony jest obornik, który zresztą chętnie jako nawóz wykorzystują okoliczni rolnicy. Poza tym, by drób był później relatywnie tani, musi być produkowany na dużą skalę.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Odzyskany ciągnik wrócił do właścicielki. Wskazała na syna

Turbulencje na rynku mleka, rynek mleka, mleczarstwo, ceny mleka, ceny, eksport mleczarski, Global Dairy Trade, Polska Izba Mleka
Bydło

Turbulencje na rynku mleka w UE. Przed nami trudne miesiące

Aktualności

Zderzenie na „krajówce”. Ciągnik rozbity, kierowca w szpitalu