Przejście na produkcję ekologiczną może być strzałem w „10”
przepisy_warzywa_6b92312d
Nowe przepisy regulują m.in. kwestie dotyczące kontroli sprzedających owoce i warzywa, którzy nie prowadzą działalności gospodarczej. Fot. Dariusz Kucman
Rolnicy, którzy zdecydowali się przejść na ekologiczną produkcję, raczej nie żałują podjętej decyzji. Kolejni gospodarze są przekonywani do takiego kroku, bo rośnie zapotrzebowanie na zdrową żywność.
O sprawie mówiono podczas łódzkiej konferencji "Rolnictwo ekologiczne w województwie łódzkim – perspektywy rozwoju”. Organizatorem spotkania był Sekretariat Regionalny Krajowej Sieci Obszarów Wiejskich Województwa Łódzkiego przy współpracy z Izbą Rolniczą Województwa Łódzkiego. W dyskusji wzięło udział 150 rolników prowadzących gospodarstwa ekologiczne, bądź zainteresowanych przestawieniem się na ten rodzaj produkcji.
Specjaliści przedstawiali potencjał innowacji w sektorze rolnictwa ekologicznego i przetwórstwa, źródła finansowania i sposoby pozyskania środków na taką działalność, a także praktyczne aspekty prowadzenia gospodarstw "od produkcji do sprzedaży".
"Przejdź na ekologię i sięgnij po dopłaty" – tak z kolei zachęca rolników samorząd województwa podlaskiego. W swoim serwisie informacyjnym przypomina, że wsparcie ma zrekompensować m.in. mniejsze plony i większe nakłady pracy, które są nieodłączne przy wytwarzaniu produktów spełniających określone wymogi.
"Podstawową zasadą rolnictwa ekologicznego jest zaniechanie stosowania w procesie produkcji żywności środków chemii rolnej, weterynaryjnej i spożywczej. Zasada ta dotyczy wszystkich rodzajów i etapów produkcji – zarówno uprawy roślin, chowu i hodowli zwierząt, jak i przetwórstwa. Rolnik, który zdecyduje się na ekologię, musi spełnić szereg wymogów. System kontroli i certyfikacji gwarantuje, iż produkty oznakowane jako ekologiczne, zostały wytworzone zgodnie z obowiązującymi przepisami" – podkreśla podlaski samorząd.
Rolnik czy też grupa gospodarzy podejmujących zobowiązania ekologiczne, może je realizować w ramach różnych pakietów, a płatności są przyznawane corocznie przez 5 lat. Ich wysokość jest uzależniona od powierzchni upraw i wynosi:
- 100 proc. stawki podstawowej za powierzchnię 0,10-50 ha
- 75 proc. stawki podstawowej za powierzchnię 50-100 ha
- 60 proc. stawki podstawowej za powierzchnię powyżej 100 ha
Stawki podstawowe w okresie konwersji (czyli przestawiania gospodarstwa) wynoszą: uprawy rolnicze – 966 zł/ha, uprawy warzywne – 1557 zł/ha, uprawy zielarskie – 1325 zł/ha, uprawy sadownicze (podstawowe) – 1882 zł/ha, uprawy sadownicze (ekstensywne) – 790 zł/ha, uprawy paszowe na gruntach ornych – 787 zł/ha, trwałe użytki zielone – 428 zł/ha.
Po okresie konwersji dopłaty wynoszą natomiast: uprawy rolnicze – 792 zł/ha, uprawy warzywne – 1310 zł/ha, uprawy zielarskie – 1325 zł/ha, uprawy sadownicze (podstawowe) – 1501 zł/ha, uprawy sadownicze (ekstensywne) – 660 zł/ha, uprawy paszowe na gruntach ornych – 559 zł/ha, trwałe użytki zielone – 428 zł/ha.
Samorząd woj. podlaskiego podaje, że w regionie funkcjonuje 3296 gospodarstw ekologicznych, która zajmują powierzchnię 48 553 hektarów. A jeżeli dodać do tego grunty będące w okresie przestawiania się (trwa dwa lata), będzie to 56 528 hektarów.
Gospodarz z Wojszek (pow. białostocki) przestawił się na ten model produkcji kilkanaście lat temu i nie żałuje podjętej decyzji. W 150-hektarowym gospodarstwie (część to dzierżawy) uprawia m.in. orkisz, grykę, owies, żyto i ziemniaki. Poza tym hoduje też bydło mięsne rasy limousine.
Rolnik w wypowiedzi dla serwisu informacyjnego województwa podkreśla, że ekologiczny sposób uprawy ziemi nie jest trudny, ale pod warunkiem prawdziwego zamiłowania do produkcji dobrej i zdrowej żywności. Traktowanie ziemi wyłącznie zarobkowo wyklucza – jego zdaniem – bycie dobrym rolnikiem ekologicznym.
Zapotrzebowanie na ekologiczną żywność rośnie, ale nie wszędzie moda na "eko" już dotarła. W Białymstoku ziemniaki z takiej produkcji sprzedać jest dość trudno, a w Warszawie idą jak świeże bułeczki.
Przejścia na ekologię nie żałuje też rolnik, który na 14 hektarach ma plantację aronii czarnoowocowej. Jej założenie i zakup potrzebnego sprzętu było możliwe dzięki wsparciu z unijnych funduszy.
– Owoce aronii były bardzo tanie, więc od razu postanowiłem robić z nich sok. Nie mam swego zakładu, więc wożę owoce do tradycyjnej, ekologicznej tłoczni oddalonej o 500 km – opowiada gospodarz.
Soki sprzedaje w kraju (choć nie jest to takie proste ze względu na spore marże pośredników) oraz eksportuje m.in. na Węgry, do Słowacji, Czech, Chorwacji, Czarnogóry, Grecji, a nawet do USA czy Japonii.
