Copy LinkXFacebookShare

Konflikt o słupy. Policja potraktowała rolnika paralizatorem

Byłem potraktowany jak śmieć najgorszy. Tego się nie da opowiedzieć. Nawet nie wiedziałem, że człowiek może się tak poczuć – podsumował swoją "przygodę" z firmą energetyczną i policją rolnik ze wsi w woj. warmińsko-mazurskim.

Wielu gospodarzy ma problemy związane z ulokowanymi na polach słupami energetycznymi. Takie zastrzeżenia ma też pan Mirosław, którego historię przedstawiono w programie "Interwencja" w telewizji Polsat.

Nigdy nie udało mu się porozumieć z firmą energetyczną w sprawie słupów na areale. Kiedy przyszło pismo z przedsiębiorstwa informujące o zamiarze modernizacji linii odpisał, że nie wyraża na to zgody.

Energetycy w towarzystwie policjantów pojawili się jednak na polu. Wówczas gospodarz wjechał tam ciągnikiem.

– Weszli w asyście policji, rozebrali ogrodzenie i mówią, że mają prawo, bo słupy są. Powołali się na jakąś ustawę covidową. Nikogo nie wyzywałem, jedynie co (zarzucano – red.), to że się śmiałem. Nie wiem, czy śmiech jest już przestępstwem jakimś – zaznaczył pan Mirosław.

Gdy wrócił do domu, gdzie przebywała też jego 74-letnia matka, zjawili się tam policjanci. Jak twierdzi gospodarz, został napadnięty w korytarzu.

– Nic nie mówili, tylko się rzucili, ręce wykręcili i skuli. Nie mogli mnie przewalić, to wtedy paralizatorem, skuli mnie. Oddychać nie mogłem, bo mi siedział na plecach i jeszcze tym paralizatorem… To już wyłem z bólu – relacjonował gospodarz.


Z kolei seniorka stwierdziła, że otrzymała m.in. kopniaka, a stróże prawa uniemożliwili jej dostanie się do syna.

Według prawniczki pomagającej zatrzymanemu mężczyźnie są wątpliwości w tej sprawie. Nie został bowiem ujęty, gdy poruszał się maszyną rolniczą i ewentualnie funkcjonariusze mogli czuć się zagrożeni, lecz w domu. A co na to policja?

– Mężczyzna zabarykadował się w kabinie ciągnika i gwałtownie hamując oraz ruszając, stwarzał realne zagrożenie dla innych osób, w tym interweniujących policjantów, których próbował potrącić. Następnie odjechał do domu, gdzie się schował. Tam jego zachowanie nie zmieniło się. Stawiał nadal czynny opór – przekazał "Interwencji" podkom. Rafał Prokopczyk z policji w Olsztynie.

Jak dodał, pan Mirosław "wielokrotnie był wzywany do zachowania zgodnego z prawem i uprzedzany o możliwości użycia wobec niego urządzenia służącego do obezwładniania za pomocą energii energetycznej, do czego ostatecznie doszło". Oboje domownicy mają zarzuty, a sprawę rozstrzygnie sąd.

– Własność prywatna to jest żart, prawa człowieka może i są, ale chyba nie dotyczą rolnika. Z rolnikiem można robić co się chce – podsumował gorzko bohater reportażu.
 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!