Copy LinkXFacebookShare

Tucz kontraktowy jedyną szansą na przetrwanie?

Prosięta zza granicy zalewają polski rynek. W ubiegłym roku było to ponad 5 mln sztuk. – Z niepokojem obserwujemy niekorzystne zmiany zachodzące od kilkudziesięciu lat w sektorze produkcji trzody chlewnej w Polsce. Z jednej strony spada w kraju liczba macior, z drugiej niedobór prosiąt rekompensowany jest poprzez import głównie z Danii – czytamy w komunikacie zawierającym stanowisko zarządu KZP-PTCH w sprawie tuczu kontraktowego.

Liczba macior w stadzie produkującym prosięta powinna wynosić minimum 1000 sztuk, a najlepiej 1500 sztuk. To przeszkoda, która dla wielu hodowców jest nie do przejścia. I nie chodzi wyłącznie o koszty, ale o sprawy organizacyjne związane z uzyskaniem wszelkich pozwoleń.


Hodowcy i producenci trzody chlewnej zrzeszeni w Krajowym Związku Pracodawców-Producentów Trzody Chlewnej uważają, że aby uruchomić produkcję prosiąt w Polsce trzeba wybudować około 100 ferm, z których każda powinna liczyć po 2 tys. sztuk macior. Z uwagi na negatywne nastawienie społeczności lokalnych oraz obowiązujące przepisy jest to praktycznie niewykonalne.

Temat odbudowy produkcji prosiąt i warchlaków w Polsce trwa od ponad 5 lat. Niestety w tym czasie import tych zwierząt dodatkowo wzrósł. KZP-PTCH pyta zatem co jest bardziej korzystne dla Polski w obecnej sytuacji? Czy może jest to import mięsa i gotowych wyrobów, czy import tuczników do uboju czy może w końcu import prosiąt i warchlaków do tuczu?

– Sądzimy, że każdy rozsądny człowiek myślący po gospodarsku zna odpowiedź na to pytanie. Bardziej korzystny jest import prosiąt, gdyż wtedy w Polsce powstają miejsca pracy i nasze rzeźnie zarabiają na uboju, a nie te zlokalizowane za granicą – czytamy w stanowisku związku.



Pogłowie trzody chlewnej w Polsce jest coraz niższe. W momencie wejścia do Unii Europejskiej świnie w naszym kraju utrzymywało około 740 tys. gospodarstw. Ich średnia efektywności produkcji wynosiła 15 tuczników na lochę na rok.

Produkcją świń pod koniec 2015 r. jak wynika z danych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, zajmowało się 165 tys. gospodarstw. Oznacza to, że przez 12 lat zlikwidowano produkcję trzody chlewnej w 575 tys. małych gospodarstw.

Tucz kontaktronowy w obliczu obecnej sytuacji na polskim rynku trzody chlewnej wydaje się być nie najlepszym, ale optymalnym rozwiązaniem. Coraz silniejszą pozycję uzyskują na nim firmy, w tym również paszowe, które zapewniają rolnikom prosięta, paszę, opiekę weterynaryjną, wiedzę oraz odbiór tuczników.

Tucz kontraktowy jest również z konieczności najlepszym i wydaje się być jedynym rozwiązaniem dla tych zakładów mięsnych, które chcą przetwarzać tuczniki wyprodukowane w Polsce.

– Ubolewamy, że przekreślono szansę na rozwój produkcji prosiąt w Polsce w oparciu o profesjonalnie zarządzane fermy. Z naszych szacunków wynika, że poprzez zaniechania w rozwoju produkcji prosiąt w kraju sfinansowaliśmy powstanie 3000 miejsc pracy w Danii, a firmy paszowe straciły rynek wart 370 milionów złotych – czytamy w oświadczeniu zarządu KZP-PTCH.

Stanowisko zarządu KZP-PTCH na temat tuczu kontraktowego można znaleźć tutaj

Zobacz nas w Google News

owiur, eliminacje, olimpiada
Olimpiada

Szczegóły eliminacji okręgowych XLIX edycji OWiUR

PFHBiPM podała wyniki, krowy mleczne, produkcja mleka, PFHBiPM, wydajność krów, ocena użytkowości, hodowla bydła,
Hodowla

PFHBiPM podała wyniki oceny za 2025 rok. Co ze strukturą stad?