Copy LinkXFacebookShare

Akwakultura chce rekompensat. Hodowcy mają argumenty

Jeżeli nie będzie wsparcia finansowego dla działalności rybaków akwakulturowych, państwo straci możliwość zatrzymania sporych ilości wody. A jest to bardzo ważne choćby w kontekście coraz częściej występujących  deszczy nawalnych, czy suszy.

Podczas obrad sejmowej komisji gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej wrócił po raz kolejny temat planowanego przesunięcia środków unijnych na rzecz rybactwa morskiego kosztem śródlądowego. Gospodarstwa karpiowe miałyby stracić otrzymywane dotychczas tzw. rekompensaty wodno-środowiskowe.

– Mówienie o tym, że pieniądze wodno-środowiskowe zaniżają cenę karpia, jest nieprawdą. Fundusze, które mieliśmy skierować na obiekty, które 30-40 lat nie były odnawiane, musieliśmy przenieść w miejsce, gdzie miały iść środki wodno-środowiskowe. I nie mamy pieniędzy na inwestycje – narzekał Marek Ferlin, prezes zarządu Polskiego Towarzystwa Rybackiego.

Katarzyna Stachowicz z zarządu Związku Producentów Ryb wyliczała, że produkcja ryb stawowych i bałtyckich w Polsce warta jest 590 mln zł – odpowiednio 370 mln zł (63 proc.) i 220 mln zł (37 proc.). Mimo to na tę mniejsza ma trafić znacznie większe wsparcie. Jak przekonywała ryby są pewnym dodatkiem do kultury retencjonowania wody.

– Karp pojawił się w Polsce tysiąc lat temu w związku z innowacją technologiczną, jaką było zatrzymywanie wody na najniżej położonych terenach. Kilka do kilkunastu procent wody jest retencjonowanych przez stawy śródlądowe. Jeżeli państwo wycofa się z tej działalności, to proszę sobie wyobrazić, że przez sekwencję naturalnego wypłycania się niezalanego stawu po roku jest on zakrzaczony, po dwóch latach średnio zadrzewiony, a po dziesięciu latach wyrwanie karpi jest niemożliwe. Są to miliardowe inwestycje w skali państwa – wskazywała przedstawicielka ZPR.


Swoje wywody poparła przykładem z własnego gospodarstwa rybackiego. – Długość mojego doprowadzalnika wynosi 13 km i mam obowiązek wycinać go i pogłębiać. Jest poprowadzony przez grunty ok. 200 innych gospodarstw rolnych. W tej sytuacji gospodarstwo powstałe dwieście lat temu melioruje ok. 200 gospodarstw chłopskich na powierzchni dwóch gmin – podkreślała Stachowicz.

Nie ukrywała, że wściekli już rybacy myślą o porzuceniu działalności i np. obsadzeniu terenów stawów borówką. Zwłaszcza w kontekście nowego Prawa wodnego i obarczenia hodowców ryb opłatami za wodę.

– Państwo obciążyło mnie nowym podatkiem od wody, a przecież to ja świadczę usługi w zakresie jej oczyszczania. Ryba nie zużywa wody, ponieważ jej nie pije. Gromadzę wodę i utrzymuję kilometry grobli, rozprowadzam na szerokim obszarze, a później oddaję w czasie, kiedy zaczyna jej brakować – argumentowała Stachowicz


W obronie rekompensat wodno-środowiskowych wystąpił też Andrzej Abramczyk, inny przedstawiciel Związku Producentów Ryb. Jak mówił, reprezentuje troszeczkę odmienną dziedzinę rybactwa – śródlądowe. Prowadzi gospodarstwo rybackie na jeziorach, a to nie jest akwakultura.

– Boję się, że jeżeli zostaną osłabione gospodarstwa akwakultury przez niewypłacenie, bądź ograniczenie w znacznym stopniu pieniędzy z dopłat wodno-środowiskowych, może to pociągnąć za sobą upadek gospodarstw rybackich śródlądowych, dlatego że prawie 80 proc. materiału zarybieniowego pozyskujemy, kupujemy od gospodarstw akwakultury – przestrzegał.

Przedstawiciele ministerstwa gospodarki morskiej zapewniali, iż wszystkie uwagi w tym zakresie są brane pod uwagę.
 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policja w gospodarstwie. Chodziło o utwardzenie podwórka

owiur, eliminacje, olimpiada
Olimpiada

Szczegóły eliminacji okręgowych XLIX edycji OWiUR

PFHBiPM podała wyniki, krowy mleczne, produkcja mleka, PFHBiPM, wydajność krów, ocena użytkowości, hodowla bydła,
Hodowla

PFHBiPM podała wyniki oceny za 2025 rok. Co ze strukturą stad?