Reklama
ASF to tykająca bomba
asf_trzoda_chlewna_ognisko_choroby
W pierwszym półroczu 2020 r. wypłacono 13 nagród, a 12 z nich dotyczyło ASF. Foto_Remigiusz Kryszewski
Wirus afrykańskiego pomoru świń (ASF) szerzy się coraz bardziej. Stanowi on ogromne zagrożenie nawet dla ferm, które stosują pełną bioasekurację.
Ognisk ASF w Polsce jest coraz więcej. Ich liczba zbliża się do 100. Najwięcej z nich wystąpiło w woj. podlaskim i lubelskim.
Choroba rozprzestrzenia się intensywnie mimo podejmowania szeregu działań mających ochronić trzodę chlewną przed nowymi zachorowaniami.
Marka Siniło, wiceprezesa Podlaskiej Izby Rolniczej w wypowiedzi dla radiowej Jedynki podkreślił, że najbardziej skutecznym sposobem walki z ASF jest całkowita likwidacja stad dzików.
– Głównym wektorem przenoszącym tę chorobę są dziki. Zdaniem Podlaskiej Izby Rolniczej na terenie zagrożonym ASF powinny być one odstrzelone do zera – mówił gość radiowej Jedynki.
Zauważył również, że na Podlasiu dominują mniejsze gospodarstwa, w których hodowanych jest kilkanaście czy kilkadziesiąt sztuk świń, ale są też duże fermy po kilka tysięcy zwierząt i dla nich wirus ASF jest najgroźniejszy.
– Duże fermy stosują pełną bioasekurację, ale żyją na bombie, bo wirus w każdej chwili w ten czy inny sposób może zostać wniesiony do chlewni. Jeśli się to stanie musi nastąpić likwidacja hodowli – przypominał Marka Siniło.
Resort rolnictwa wprowadził program wsparcia finansowego dla rolników, którzy dobrowolnie decydują się na likwidację swoich stad, skorzystało z niego już kilka tysięcy gospodarstw.
– Blisko 2700 gospodarstw w ostatnim czasie skorzystało z programu na dobrowolną likwidację hodowli. Te dane dotyczą całej wschodniej ściany. Z pomocy korzystali mniejsi hodowcy – mówił wiceprezes.
- Książki warte polecenia: Sygnały świń
