Copy LinkXFacebookShare

Rolnictwu potrzeba mniej polityki, a więcej racjonalności

Branżowe organizacje rolnicze narzekają na brak dialogu z rządem w najważniejszych sprawach i apelują o jak najszybsze zebranie okrągłego stołu, przy którym usiądą wszyscy zainteresowani.

Zdaniem rolników, szerokie forum umożliwiłoby nie tylko omówienie problemów, ale również ich szybkie rozwiązanie. Uwagi w tym zakresie przedstawiono podczas debaty dotyczącej funkcjonowania gospodarstw towarowych w Polsce, którą 25 maja, w formie wideokonferencji, zorganizował multiportal Agropolska.pl i miesięcznik "Przedsiębiorca Rolny".

– Wiele osób powinno wyjść z piaskownicy i spojrzeć na problemy po męsku. Musimy usiąść na kilka tygodni przy okrągłym stole i ustalić, jakie chcemy mieć rolnictwo w Polsce. Nie wyobrażam sobie, żeby w tych rozmowach nie uczestniczyły wszystkie organizacje branżowe, włącznie z samorządem rolniczym – mówił Rafał Mładanowicz, prezes Krajowej Federacji Producentów Zbóż.

Podkreślał, iż zdaje sobie sprawę z tego, że to pewne marzenie, ale – jak się wyraził – "ludzie bez marzeń są bardzo ubodzy". W ocenie Mładanowicza, środowisko rolnicze powinno wreszcie pokazać jedność i udowodnić, jaką ma siłę. – W czasach kryzysu ludzie mogą sobie wiele odmówić, ale nie odmówią jedzenia i ciepła w domu. To są dwie rzeczy najważniejsze i pandemia powinna uświadomić, że rolnicy mają do wykonania szalenie ważną pracę – zauważył.

Stabilność to podstawa

O przywrócenie merytorycznej debaty zaapelował także Franciszek Nowak, prezes Polskiego Towarzystwa Rolniczego, który zwracał uwagę, że wiele spraw jest dziś bardzo zaognionych.

– Należy jak najszybciej spotkać się, żeby wypracować pewnego typu metody działania – podkreślił. Zwrócił przy tym uwagę, że minister Jan K. Ardanowski prowadzi grę polityczną, nie oglądając się na ekonomię i przyszłość dobrych gospodarstw towarowych. – Myślę, że powinniśmy doprowadzić także do dyskusji z komisarzem Januszem Wojciechowskim, ponieważ jesteśmy w przededniu podjęcia szeregu ważnych decyzji w UE – przypomniał Nowak.

W podobnym tonie wypowiadał się również Mariusz Olejnik, p.o. prezesa Federacji Związków Pracodawców-Dzierżawców i Właścicieli Rolnych. – Zapewnienie stabilizacji funkcjonowania gospodarstw towarowych powinno być jednym z priorytetów. Opowiadamy się za tym, aby jak najściślej współpracować z organizacjami branżowymi, żeby wspólnie wyjść frontem do ministra rolnictwa. Należy wrócić do normalnych zasad dialogu społecznego – zaapelował Olejnik.

Przypomniał, że minister Ardanowski w grudniu 2019 r. zlikwidował Radę Dialogu Społecznego w Rolnictwie, którą w 2016 r. powołał Krzysztof Jurgiel. – Nie należało likwidować, ale reformować – powiedział Mariusz Olejnik i wysunął pomysł utworzenia zespołów składających się z przedstawicieli organizacji łączących wszystkich uczestników łańcucha dostaw danego produktu, czyli od rolnika, poprzez kupujących i przetwórców, hurtowników, aż po detalistę.

WIDEO Podczas debaty rolnej poruszono wiele tematów – od Europejskiego Zielonego Ładu, przez dzierżawy państwowych gruntów, aż po stabilność gospodarstw towarowych

– Musi być jednak wola polityczna rządu. Jeżeli cała branża na coś się zdecyduje, to powinno powstać odpowiednie prawo, a nie decydować inaczej – wyjaśnił szef Federacji ZPDiWR. – Gwarancja stabilności prowadzenia gospodarstwa towarowego to podstawa bez której nie sposób wyobrazić sobie przyszłości – zauważył Juliusz Młodecki, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych.

Politycy rozdają karty

Rafał Mładanowicz zwrócił uwagę, że duże gospodarstwa towarowe mają złą prasę i politycy chętnie to wykorzystują. – Do społeczeństwa trafia przekaz mówiący o tym, że duże gospodarstwa trują, wylewają gnojowicę czy hałasują kombajnami po nocach. Wielu konsumentów jest przekonanych, że towarowa produkcja jest niepotrzebna – tłumaczył Mładanowicz. – To pokazuje słabość organizacji branżowych. Politycy cały czas rozdają karty i w ważnych sprawach nie biorą naszego głosu pod uwagę. Wezwał do lepszego zorganizowania i konsolidacji w obronie tego, co ważne.

– W grupie siła, a nie w pojedynczych wystrzałach liderów poszczególnych organizacji. Jeden się pokaże z ministrem, a później kolejny i co z tego? – dopytywał Rafał Mładanowicz. Apelował o zjednoczenie w fundamentalnych sprawach i precyzyjne argumentowanie swoich postulatów.

Zgodził się z nim Mariusz Olejnik, który zachęcał do pogłębionej współpracy. – Gdy sytuacja w kraju pozwoli na normalne spotkania należy wypracować plany i strategie na przyszłość, a nie doraźne działania – zaznaczył.

Od pola do upadku

Ogromne emocje budzą zaprezentowane przez Komisję Europejską strategie na rzecz bioróżnorodności oraz "Od pola do stołu". Zakładają, że w ciągu 10 lat wyłączone spod produkcji rolnej będzie 10 proc. ziemi (ochrona krajobrazu), a kolejnych 25 proc. pól zostanie przeznaczone pod uprawy ekologiczne. W planach jest także znaczne zmniejszenie stosowania środków ochrony roślin czy nawozów mineralnych.

– To jest pewna propozycja, punkt odniesienia. Musimy włączyć się w debatę prezentując swoje stanowisko, bo w przeciwnym razie górę weźmie stanowisko niekoniecznie nam przychylnych osób, a to znacznie utrudni gospodarowanie – ostrzegł Juliusz Młodecki. Zwrócił uwagę, ze należy wypracować pewne definicje. – Czym jest produkcja ekologiczna i zdrowa żywność, o której tyle się mówi? Daliśmy sobie narzucić pewien schemat, bo czy to, co dziś produkujemy jest niezdrowe? – pytał retorycznie Młodecki.

Zgodził się z nim Rafał Mładanowicz, który zwrócił uwagę, że obrano pewien kierunek i odejście od założeń Europejskiego Zielonego Ładu wydaje się już praktycznie niemożliwe. – Wiele osób myślało, że wszystko zostanie przesunięte w czasie, a tu nagle zostaliśmy zaskoczeni – zauważył Mładanowicz i wyjaśnił, że uprawy ekologiczne są dobrym kierunkiem, ale nadal jest zbyt mało danych na temat ewentualnego zbytu i opłacalności produkcji.

– Problemem jest niewątpliwie wprowadzanie systemu zerojedynkowego dla wszystkich rolników. To po prostu bezsensowne – przyznał i opowiedział się za tym, aby oszacować potencjał poszczególnych gospodarstw i na tej podstawie podejmować konkretne decyzje o wyłączeniach.

– Należy wypracować założenia, kto powinien wchodzić w nowe regulacje, a kto na razie poczeka. Gospodarstwa towarowe powinny być wewnętrznie podzielone i nie można narzucać im odgórnych regulacji. Zanim cokolwiek zaczniemy, trzeba się dobrze przygotować, szczególnie w przypadku produkcji zwierzęcej – podkreślił Franciszek Nowak. – Być może warto wytypować gospodarstwa, czy obszary kraju, które jako pierwsze podejmą wyzwanie, a inne ruszą ich śladem – zastanawiał się.

Uczestnicy debaty zgodzili się z tym, że w Polsce nie ma jeszcze wystarczającego rynku zbytu na produkty ekologiczne. – Wszystko dopiero raczkuje, a ludzi, których stać na droższą żywność jest nadal niewielu – zauważył prezes Polskiego Towarzystwa Rolniczego. W jego ocenie, nowe strategie nastręczą największych kłopotów dużym gospodarstwom towarowym. – Zmuszanie do wyłączania gruntów i produkcji ekologicznej w taki sposób, w jaki się to dziś proponuje, to nieporozumienie – grzmiał Franciszek Nowak.

Przedstawiciele organizacji branżowych zgodzili się, że ministerstwo rolnictwa powinno zająć jasne stanowisko, w którym weźmie w obronę rodzime gospodarstwa. – Zrozumiałbym wyłączenie etapami, ale tutaj ma być wszystko naraz – oburzał się Mariusz Olejnik i zwracał uwagę, że rynek żywności ekologicznej w Polsce jest śladowy.

Juliusz Młodecki wyraził zdziwienie, że w prezentacji założeń nowych strategii nie uczestniczył komisarz ds. rolnictwa Janusz Wojciechowski. – To zły znak – zauważył.

– Pan Wojciechowski dostał stanowisko komisarza, ale ile zrobi dobrego lub złego, tego nie wie nikt – podsumował dotychczasową pracę Polaka w Komisji Europejskiej Franciszek Nowak i zarzucił mu brak neutralności: – Powinien być otwarty na wszystkie gospodarstwa, tymczasem jest inaczej.

Dalsza część artykułu na kolejnej stronie >>

 

Stop populizmowi w rolnictwie

Podczas dyskusji pojawił się temat zagospodarowania ziemi. – Krótkotrwałe dzierżawy to jest coś zabójczego dla ziemi i funkcjonowania gospodarstw towarowych – powiedział Juliusz Młodecki, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych.

Jednocześnie zaapelował do KOWR o przedłużanie umów dzierżawy nie na rok czy 2 lata, ale znacznie dłuższe okresy.

– Sprawy dzierżaw państwowych gruntów nie można traktować arbitralnie – zauważył Młodecki i jasno dał do zrozumienia, że sprzeciwia się populistycznym hasłom, które pojawiają się co chwilę, a dotyczą konieczności wyłączania kolejnych hektarów dzierżawionych gruntów przez duże gospodarstwa na rzecz rolników indywidualnych. – Trzeba być w tej sprawie bardzo ostrożnym – namawiał prezes KZPRiRB i zwracał uwagę, że odbierając co pewien czas ziemię dobrze zorganizowanym podmiotom, niszczy się ich strukturę. Jednocześnie nie poprawia się istotnie sytuacji małych gospodarstw, które dzięki dodatkowym 10 czy 15 hektarom nie staną się bardziej konkurencyjne.

Ustawa pokłóciła wieś

Z głosem Młodeckiego zgodzili się pozostali uczestnicy debaty, którzy zwracali uwagę, że powstałe na początku lat 90. gospodarstwa wielkoobszarowe, na przestrzeni lat, oddały często nawet ponad 40 proc. dzierżawionych gruntów. – Zmuszanie do kolejnych wyłączeń należy odczytywać jako chęć ich likwidacji – powiedział Mariusz Olejnik, p.o. prezesa Federacji Związków Pracodawców-Dzierżawców i Właścicieli Rolnych.

Franciszek Nowak, prezes Polskiego Towarzystwa Rolniczego zauważył z kolei, że polskie rolnictwo szło w dobrą stronę do września 2011 r., gdy uchwalono nowelizację ustawy o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa. – Wszystko co złe zaczęło się od ministra Sawickiego i ustawy o 30-procentowych wyłączeniach – zaznaczył Nowak i zarzucił byłemu ministrowi z PSL wmieszanie wsi w walkę polityczną, która trwa do dziś.

– Co się wydarzyło, że sąsiad sąsiadowi nie podaje ręki, nie chce z nim rozmawiać? Ktoś za to odpowiada, czyli politycy, którzy wprowadzają bałagan prawno-administracyjny i skłócają rolników – podkreślił. W jego ocenie, swój udział w skłócaniu mieszkańców wsi ma również obecny minister rolnictwa Jan K. Ardanowski, którego określił mianem "oprawcy".

– Likwiduje towarowe gospodarstwa rolne zatrudniające tysiące pracowników – tak uzasadniał swoje ostre słowa Nowak i zaapelował o zmianę kursu. Prezes PTR przyznał, że wiele dobrze prosperujących gospodarstw drży na samą myśl o tym, co stanie się w niedalekiej przyszłości. Obawiają się, że dalsze odbieranie dzierżawionych gruntów doprowadzi do utraty płynności finansowej, a tym samym uniemożliwi bieżące regulowanie zobowiązań kredytowych. O bezczynność w tej sprawie Franciszek Nowak oskarżył samorząd rolniczy, który – jego zdaniem – robi zbyt mało, aby walczyć o produkcję towarową w Polsce.

PROW dla każdego

– Należy zrobić wszystko, aby utrzymać dobrze zorganizowane spółki, które zainwestowały miliony złotych. Brak przedłużenia umów dzierżawy doprowadzi do potężnych kłopotów nie tylko rolnictwo, ale również całą gospodarkę – alarmował Mariusz Olejnik. – Ważne jest to, aby państwo utrzymało pewną ciągłość w restrukturyzowaniu gospodarstw i nie zapominało o danych przed laty dzierżawcom obietnicach – zauważył.

Prezes Federacji ZPDiWR zaapelował o zmiany w nowym Programie Rozwoju Obszarów Wiejskich. – Trzeba przemodelować program, żeby nie oszukiwał. Nie może być tak, że wszystkie działania PROW są dla małych gospodarstw, a ci, którzy mają potencjał nie mogą z programu skorzystać. Trzeba realnie wspierać grupy producentów i spółdzielczość, a dziś jest tylko udawanie. Należy oddzielić gospodarstwa socjalne od tych, które produkują na rynek – przyznał Olejnik i dodał: – Mimo mniejszych pieniędzy można osiągnąć lepsze efekty, ale trzeba wprowadzić zasadnicze korekty do PROW.

Rafał Mładanowicz, prezes Krajowej Federacji Producentów Zbóż zwrócił uwagę, że jako przewodniczący powiatowych struktur izby rolniczej i delegat woj. pomorskiego na szczeblu krajowym dostrzega problemy, jakie pojawią się w sytuacji, gdy do Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa wracają tysiące hektarów gruntów od dzierżawców, którym kończą się umowy. – Politykom nie zależy na zgodzie. Im bardziej jesteśmy społeczeństwem podzielonym, tym łatwiej się nas rozgrywa – powiedział Mładanowicz i wyjaśnił, że temat zwrotu gruntów z gospodarstw, które nie wyłączyły tzw. trzydziestek jest złożony.

W jego ocenie, część gospodarstw przed 2011 r. wydała ok. 30 proc. czy nawet więcej dzierżawionych gruntów i nie mogła podjąć decyzji o kolejnych wyłączeniach z powodów ekonomicznych. Są jednak i takie gospodarstwa, które wyłączeń nie dokonały z premedytacją przed i po 2011 r. Jedne i drugie – z mocy prawa – nie mogą mieć przedłużonych umów dzierżawy.

WIDEO Podczas debaty rolnej poruszono wiele tematów – od Europejskiego Zielonego Ładu, przez dzierżawy państwowych gruntów, aż po stabilność gospodarstw towarowych

Czy należy traktować je tak samo, a może dobrym pomysłem jest abolicja? – Powinno się wprowadzić abolicję, ale tylko i wyłącznie pod warunkiem opracowania kompleksowego planu restrukturyzacji. Należy jasno określić, co dany dzierżawca zrobi w przyszłości, jeżeli otrzyma nową umowę. Jeżeli nie zrealizuje założeń zawartych w planie restrukturyzacji z automatu straci dzierżawę – zaproponował Rafał Mładanowicz.

– To dobry pomysł, z tym, że umowa powinna być zawierana na 10 lub 15 lat, a nie na 2 czy 3 lata – odpowiedział Mariusz Olejnik. – Uważam, że jeżeli ktoś podjął złą decyzję, czyli ustawodawca w 2011 r. wprowadził przepisy dewastujące nowoczesną produkcję w gospodarstwach, należy się z tego wycofać i nie brnąć dalej. Dopóki nie ma jednak zmiany ustawowej należy tworzyć ośrodki produkcji rolniczej – dodał.

W każdej sytuacji – zdaniem Olejnika – bardzo ważny jest plan restrukturyzacji oparty o wyliczenia ekspertów np. z wyższych uczelni, a nie uznaniowość urzędników. Prezes Federacji Związków Pracodawców – Dzierżawców i Właścicieli Rolnych powiedział, że wniosek o przedłużenie umowy dzierżawy powinien być składany nie na 3 miesiące przed jej zakończeniem, ale co najmniej 2 lata wcześniej, szczególnie w przypadku produkcji zwierzęcej.

Poza tym dzierżawca musi być pełnoprawnym uczestnikiem przetargu na nową dzierżawę bez konieczności likwidacji hodowali, a nie jak dziś, gdy musi startować w przetargu na puste obiekty. – To jest nieracjonalne i szkodliwe – zauważył Olejnik.

Dzierżawa na 30 lat

Juliusz Młodecki przyznał, że przy przedłużaniu umów dzierżawy konieczne jest rozróżnienie sytuacji każdego gospodarstwa. W przypadku tych podmiotów, które nie wydały 30 proc. gruntów abolicja musiałaby oznaczać wyłączenie nie tylko trzydziestek, ale dodatkowo np. 5-10 proc. gruntów. Prezes KZPRiRB przyznał, że ustawa z 2011 r. była przez środowisko rolnicze traktowana zbyt łagodnie, tymczasem widać dziś, że przyniosła niezwykle poważne konsekwencje. – W takich strategicznych momentach potrzebna jest dobra współpraca organizacji branżowych – zauważył.

Franciszek Nowak przypomniał, że w ostatnich latach były prezentowane różne propozycje dotyczące gospodarstw, które nie wyłączyły 30 proc. dzierżawionych gruntów. Rada Dialogu Społecznego w Rolnictwie specjalną uchwałą zaproponowała abolicję pod warunkiem 40-procentowych wyłączeń, ale żaden z ministrów rządu PiS się tym nie zainteresował.

– Z kolei, jeżeli rolnik wywiązuje się się ze wszystkich zobowiązań prawnych i finansowych, nie widzę problemu, żeby przedłużyć umowy dzierżawy na okres 15 czy nawet 30 lat – podkreślił Nowak. – Nie może być tak, że rząd bawi się w Janosika i odbiera ziemię dużym gospodarstwom i oddaje małym. Potrzeba więcej zdrowego rozsądku i odpowiedzialności także za pracowników, którzy w przypadku likwidacji gospodarstw towarowych, stracą pracę – zaznaczył i od razu dodał: – O wszystkim powinna decydować ekonomia i opłacalność produkcji, a nie polityka.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!