Copy LinkXFacebookShare

Bez spółek wodnych będą kłopoty. Resort obiecuje „narzędzia i finanse”

Szkoda, że zaniedbano przez wiele lat instytucje, jakimi były spółki wodne. Skupiały gminy, związki międzygminne, rolników, dużych posiadaczy hektarów. Wtedy byłoby o wiele łatwiej i szybciej zagospodarować kwestie powodziowe i przeciwpowodziowe – mówił Grzegorz Witkowski, wiceminister infrastruktury.

Podczas posiedzenia sejmowej komisji ochrony środowiska, zasobów naturalnych i leśnictwa polityk przekonywał, że po II wojnie światowej przede wszystkim skupiano się na osuszaniu pól, a teraz trzeba działać w drugą stronę.

– Nie da się tego zrobić w ciągu bardzo krótkiego czasu. Spółki wodne, a obecnie samorządy, jeśli chciałyby tylko współpracować z rządem, to oczywiście zrobilibyśmy to o wiele, wiele szybciej – przekonywał wiceminister.

Według posła Andrzeja Grzyba (KP) popełnione niegdyś błędy teraz się mszczą. Reforma samorządowa z 1990 r. sprawiła bowiem, że kwestia nadzoru nad spółkami wodnymi została wyłączona z samorządów gminnych i do tej pory jest to "kulejąca przestrzeń".

– W moim przekonaniu, bez rozwiązania kwestii powszechnego odtworzenia spółek wodnych, nie da się prawidłowo prowadzić gospodarki wodnej. Są to urządzenia podstawowe, z jednej strony drenarskie, to są rowy szczegółowe, to są również cieki wyższego rzędu, które powinny być nadzorowane właśnie przez spółki wodne – zaznaczał.

W jego ocenie nie została wykorzystana szansa w postaci Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. – Dosyć długo trwał proces podejmowania decyzji o uruchomieniu dofinansowania dla spółek wodnych na ich działalność. Dopiero ostatnio to zostało rozpisane, ale mam sygnały ze strony spółek wodnych, że nie są zainteresowane np. zakupem sprzętu wartości do 1 mln zł, ale są zainteresowane np. inwestycjami w zastawki na otwartych ciekach i sądzę, że ta elastyczność powinna być dochowana – wskazywał Grzyb.


Posłanka Anna Paluch (PiS) pytała, czy jest szansa na wsparcie dla takich spółek w małych miejscowościach, które sobie często nie radzą. – Tam, gdzie gminy mają nad tym pieczę i pomagają im od strony zarządczej przygotowywać projekty, to idzie łatwiej. Niektóre spółki są po prostu trochę zdane same na siebie i nie radzą sobie z tym, więc byłoby dobrze, gdyby Wody Polskie wsparły je w działaniach w zakresie przygotowania projektów, bo będzie to za obopólną korzyścią dla mieszkańców i dla stanu wód, czystości i sposobu ich zagospodarowania – mówiła.

Wiceszef resortu infrastruktury przyznał, że bez współpracy między Wodami Polskimi z zarządami zlewni, nadzorami wodnymi i ze spółkami wodnymi, będą się odbywać tylko debaty na temat stanu ochrony wód i będziemy załamywać ręce nad sytuacjami kryzysowymi, które miały miejsce, a nie pójdziemy dalej.

– Naszym pomysłem jest to, żeby spółkom wodnym dać zielone światło, wyposażyć je w narzędzia, w finanse i we współpracę z samorządami, a najlepiej z rządem i z Wodami Polskimi, które do tego są dedykowane – zapewnił Witkowski.
 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!