Copy LinkXFacebookShare

Brakuje zapraw. Chemizacja wzrasta nawet ośmiokrotnie

– Brak zapraw skutkował kilkukrotnymi zabiegami na całym polu, co powodowało jesienią wytrucie pszczół. Były mszyce, na których była spadź rzepaku, więc gdy pojawiły się pszczoły nastąpiło ich zatrucie. Czy o to chodzi pszczelarzom i Greenpeace? Chyba nie – mówił prof. dr hab. Marek Mrówczyński.

Dyrektor Instytutu Ochrony Roślin-Państwowego Instytutu Badawczego podkreślał podczas jednego z ostatnich posiedzeń sejmowej komisji rolnictwa, że problem braku zapraw nasiennych na różne uprawy, w tym bobowate czy rzepak, istnieje i będzie istniał. To konsekwencja decyzji Unii Europejskiej.

– Tylko zaprawianie nasion i na szkodniki, i na choroby ma sens, a nie opryskiwanie – przekonywał naukowiec. Chwalił też decyzję ministra rolnictwa z lipca ub.r. o zezwoleniu na używanie na okres 120 dni 3 zapraw nasiennych. To pozwoliło ograniczyć chemizację do jednego, dwóch zabiegów nalistnych.

– Co się działo, gdy zapraw nie było? Dam przykład z Centralnego Ośrodka Badania Odmian Roślin Uprawnych. W trakcie badań stwierdzono, że gdy były stosowane zaprawy, w stacjach COBORU stosowano pół zabiegu ochronnego nalistnego. A gdy zapraw nie było, stosowano nawet cztery zabiegi, czyli chemizacja wzrosła aż osiem razy. Czy o to nam chodzi? Dlatego lepsze są tzw. derogacje zapraw niż opryskiwanie roślin, które stwarza większe zagrożenie dla środowiska – wskazywał szef IOR-PIB.

– Okazuje się, że to, co byłoby tańsze i skuteczne jest przez Unię wycofywane. Jesteśmy karmieni najdroższymi, najbardziej, można powiedzieć, nowoczesnymi, ale jakże kosztownymi środkami ochrony roślin, nawet w przedziale roślin bobowatych. Tak po prostu jest ze wszystkim – skomentował Aleksander Zaręba z NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność".


Jego zdaniem do tematu należałoby podejść bardziej pragmatycznie, a przede wszystkim w bardziej narodowy, polski sposób.

– W ramach pracy w COPA COGECA zderzamy się z propozycjami odejścia od stosowania zapraw. Ciągle jest walka organizacji pozarządowych o to, żeby dbać o środowisko. A z drugiej strony wychodzi szydło z worka, czyli ci ludzie po prostu są opłacani przez jakiś nieznany kapitał, żeby zwiększyć obroty poszczególnych firm w sprzedawaniu środków na następnym etapie prowadzenia danej uprawy – stwierdził Mirosław Borowski, wiceprezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Celina Jankowska z rolniczej "Solidarności" również wytykała wzrost chemizacji, jako efekt wycofywania zapraw. Według niej odbywa się w ten sposób prymitywizacja stosowania środków ochrony roślin na plantacjach.

– Był taki moment, że na trzy albo na cztery lata wycofano wszelkie środki przeciwko szkodnikom, przede wszystkim na kwieciaka w uprawie truskawek i malin, tak jakby na pierwszy zabieg w sezonie. Pozostawiono same pyretroidy, a to było zaproszenie na naszą plantację przędziorka i roztocze. Potem nie można ich zwalczyć nawet w 3-, 4- i 5-krotnych zabiegach – przekazywała Jankowska.
 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci rozpoczęli kontrole rolników. „Nie będzie taryfy ulgowej”

Weterynaryjny Numer Identyfikacyjny, WNI, ARiMR, Inspekcja Weterynaryjna, hodowcy, bydło, trzoda chlewna, drób
Hodowla

Weterynaryjny Numer Identyfikacyjny. Będzie prostsza procedura

Aktualności

Śmiertelne zderzenie z ciągnikiem. 69-latek zginął na miejscu