Copy LinkXFacebookShare

Standardem staje się produkcja tuczników na poziomie tysiąca sztuk

– Nie rozumiem postawy polityków, którzy z jednej strony chwalą się wzrostem eksportu, a z drugiej chcą ograniczać produkcję w dużych gospodarstwach – mówi w wywiadzie Aleksander Dargiewicz, prezes zarządu Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej POLPIG.

– Czy produkcja trzody chlewnej w Polsce ma sens? Patrząc na pogłowie, widać, że coraz więcej rolników ma dość cenowej huśtawki i zmienia profil działalności.
– Produkcja trzody chlewnej jak najbardziej ma sens. Jeżeli spojrzymy na prognozy FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa – red.) do 2030 roku, to wyraźnie widać, że drób i trzoda będą tymi wiodącymi, rozwojowymi sektorami. Szacuje się duży wzrost konsumpcji na świecie, a tym samym zapotrzebowanie na mięso drobiowe i wieprzowe będzie coraz większe. Powinniśmy wziąć to pod uwagę przy formułowaniu planów strategicznych dotyczących naszego rolnictwa.


– W jakich gospodarstwach hodowla trzody chlewnej ma ekonomiczne podstawy?
– Towarzystwo Ekonomistów Polskich wyliczyło, że 400 sztuk jest taką graniczną wielkością, którą należy utrzymywać, aby zachować opłacalność produkcji. Oczywiście chodzi tutaj o gospodarstwa specjalistyczne, a nie wielokierunkowe. Jeżeli ktoś chce rzeczywiście specjalizować się w produkcji trzody chlewnej, musi wszystko dobrze zaplanować i policzyć, bo to zdecydowanie inwestycja na lata.

– Jakie są dziś europejskie trendy, jeżeli chodzi o wielkość produkcji?
– Standardem w wielu krajach Unii Europejskiej jest produkcja tuczników na poziomie tysiąca sztuk. Trendy są jednoznaczne – specjalizacja i zwiększanie produkcji. Zresztą w Polsce również widać, że coraz więcej rolników podąża za tymi trendami, bo jest jeszcze wiele do zrobienia. Jeżeli porównamy zagęszczenie liczby świń w stosunku do powierzchni terytorium naszego kraju, to okaże się, że mamy jedno z najmniejszych w Unii Europejskiej. Polska ma duży potencjał rozwojowy w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej.  

– Z resortu rolnictwa płyną głosy, że nasz kraj nie potrzebuje już dużych gospodarstw towarowych, bo z powodzeniem ich miejsce zajmą mniejsze gospodarstwa rodzinne, a dostarczane produkty będą lepszej jakości. To słuszny kierunek?
– Wydaje się, że takie podejście jest błędne, ponieważ zmniejszając skalę produkcji, osłabimy eksport. Przypomnę tylko, że w 2020 r. polski eksport artykułów rolno-spożywczych przekroczył wartość 34 mld euro i tym samym został pobity kolejny rekord. Czyja to zasługa? Na pewno nie małych gospodarstw, a podmiotów wielkoobszarowych, które z powodzeniem konkurują na światowych rynkach.



– Minister Puda czy komisarz Wojciechowski widzą to jednak zupełnie inaczej…
– Pamiętajmy, że eksport jest kluczowy dla naszej gospodarki i tylko wyspecjalizowane gospodarstwa są w stanie dostarczać kontrahentom produkty w powtarzalnej jakości i dużych partiach. Nie rozumiem postawy polityków, którzy z jednej strony chwalą się wzrostem eksportu, a z drugiej chcą ograniczać produkcję w dużych gospodarstwach.

– Rozdrobniona struktura agrarna polskiego rolnictwa to problem czy zaleta w świetle planów dotyczących nowej Wspólnej Polityki Rolnej?
– Rozdrobniona struktura jest obciążeniem i potwierdzono to w analizie SWOT do Planu Strategicznego. Specjaliści zwrócili uwagę, że jest to problemem polskiego rolnictwa i zastanawiam się, dlaczego struktura, która była przedstawiona w analizie jako słaba strona, ma być kontynuowana. Bardziej powinniśmy stawiać na gospodarstwa rozwojowe, a nie socjalne, które są uzależnione od dotacji.    

– W naszym społeczeństwie występuje dość głęboko zakorzeniony mit drobnych gospodarstw, które mają kury, dwie świnie i krowę jako "zdrowego" fundamentu rolnictwa.
– To patrzenie na polskie rolnictwo przez pryzmat przeszłości. Dziś są zupełnie inne czasy i nie ma powrotu do tego, co było kiedyś. Na szczęście w Polsce jest coraz więcej średniej wielkości gospodarstw, które mają potencjał rozwojowy i warto je wspomagać. Pamiętajmy jednak, że mają potencjał w zaspokajaniu wyłącznie rynków lokalnych, a nie globalnych planów eksportowych.



– Co z cenami żywności?
– Podmioty produkujące lokalnie na pewno nie będą konkurencyjne cenowo. Ich rolę widzę jako dostawców wysokiej jakości mięsa, które siłą rzeczy będzie droższe. Chodzi o to, że im mniejsza skala produkcji, tym większe koszty i w rezultacie konsument będzie musiał za to zapłacić.

– Czy zastąpienie dużych, wyspecjalizowanych gospodarstw przez mniejsze podmioty w perspektywie kilkunastu lat jest w ogóle możliwe?
– Z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że nie jest to możliwe. Wydaje się, że gospodarstwa rodzinne i przedsiębiorstwa rolne powinny działać równolegle z ukierunkowaniem na różne rynki. Zastąpienie jednych drugimi nie wchodzi w grę.

Rozmawiał Krzysztof Zacharuk

* Aleksander Dargiewicz od października 2019 roku jest prezesem zarządu Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej POLPIG. Dargiewicz od ponad 30 lat jest zawodowo związany z sektorem produkcji żywca wieprzowego.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Składki na ubezpieczenie rolników – KRUS wprowadza zmianę

owiur, eliminacje, olimpiada
Olimpiada

Szczegóły eliminacji okręgowych XLIX edycji OWiUR

Ocena użytkowości mlecznej, produkcja mleka, wydajność krów, mleczarstwo, hodowla bydła, rynek mleka, PFHBiPM
Hodowla

Ocena użytkowości mlecznej 2025: pierwsze dane z Polski