Copy LinkXFacebookShare

Żniwa w 2026 r. najtrudniejsze od lat

Tegoroczne zbiory zbóż są dla wielu rolników dużym rozczarowaniem. Fot. Tytus Żmijewski

Wiosenne przymrozki, susza i skwar aż po gwałtowne ulewy. Zmienna pogoda drastycznie uszczupliła tegoroczne zbiory zbóż. O ból głowy przyprawiają rolników również wysokie koszty produkcji i niskie ceny w skupach. Sprawdzamy, jak rolnicy oceniają żniwa 2026 r.

Tegoroczne zbiory zbóż są dla rolników wyjątkowo trudne. Niekorzystna pogoda mocno dała się we znaki uprawom. Najpierw swoje zrobiły wiosenne przymrozki, później długotrwała susza w połączeniu z wysokimi temperaturami. Zdaniem Marka Okupniaka z Mazowsza, niesprzyjająca aura całkowicie zniweczyła dobre zapowiedzi na ten sezon. Jego zdaniem największe szkody wyrządziła czerwcowa fala upałów. – Jesienią miałem nadzieję, że to będą udane zbiory. Wiosną pogoda sprzyjała uprawie pszenicy. Ale początek lata przyniósł upały, które dosłownie „ugotowały zboże”– opowiada rolnik. – Patrząc na obecne niskie ceny zbóż, aż boję się pomyśleć, co to będzie – dodaje.

Podobnego zdania jest Jan Kowalski z Wielkopolski. – Tegoroczne plony są w wielu przypadkach niższe od oczekiwanych. Jęczmienie dają 3-6 t/ha, ziarno jest drobne. Na plony negatywny wpływ miał niedobór opadów – podkreśla rolnik. Jak wskazuje, po fali upałów przyszły ulewne deszcze, które utrudniały rolnikom zbiory.

Opadu deszczu i wysoka wilgotność wymuszają przestoje w pracy. Miejscami zboże zaczyna przerastać, są obawy o jakość ziarna – mówi gospodarz. – Przebieg żniw uzależniony jest od warunków atmosferycznych. Okresowe opady deszczu lokalnie spowalniają prowadzenie prac polowych oraz wpływają na wilgotność ziarna, natomiast wcześniejsze niedobory opadów przyczyniły się do obniżenia plonowania części upraw – podaje Wielkopolska Izba Rolnicza w komunikacie żniwnym z 20 lipca br.

Pogodowy armagedon wpłynął na żniwa 2026 r.

Tomasz Mikołajczyk, gospodarujący na Dolnym Śląsku, opowiada o niszczycielskich skutkach zarówno upałów jak i ulew. Jak zaznacza rolnik, rzepak wyglądał bardzo źle, co potwierdziły pierwsze koszenia przynoszące zaledwie około 2 t/ha przy zaolejeniu poniżej 41 proc. W efekcie, to najgorszy wynik gospodarstwa od wielu lat. – Czerwcowe wysokie temperatury w połączeniu z brakiem opadów „przypaliły” rośliny. Nalewanie nasion zostało przerwane, łuszczyny popękane. Późniejsze ulewy dokończyły dzieła. Aż żal było na to patrzeć. Podczas żniw deszcze uniemożliwiały nam wjazd na pola na czas. W efekcie tak słabych plonów nie mieliśmy od lat – przekazał rolnik.

Słyszałem, że ulewy w niektórych regionach nawet podtopiły niektóre plantacje. Więc nie tylko my mamy powody do narzekania i wyniki dalekie od satysfakcjonujących. Tegoroczne zbiory zbóż pozostawiają wiele do życzenia – dodaje Tomasz Mikołajczyk.

Z kolei na wschodzie kraju odnotowano deficyt opadów. Wiesław Gryn, przewodniczący „Porozumienia Rolników – Zboża – Oleiste – Białkowe” przekazał, że na Lubelszczyźnie brak deszczu przyniósł opłakane skutki: plony pszenicy są znacznie niższe od tych z ubiegłych lat. – Plony katastrofalne, najniższe od co najmniej 20-30 lat. Wynoszą od 4 do 6,5 t/ha. Dla porównania, w zeszłym roku było 10 t/ha – opowiada Wiesław Gryn. Podkreśla jednak, że miłym zaskoczeniem jest rzepak. – Plony rzepaku wcale nie będą takie niskie. Może będą niższe niż w ubiegłym roku czy dwa lata temu, ale od takich z wielolecia średnia nie będzie dużo niższa – podkreśla.

Trudne zbiory zbóż i rzepaku. Plony poniżej oczekiwań

O tym, że tegoroczne zbiory rzepaku nie napawają optymizmem przekonywały Krajowe Zrzeszenie Producentów Rzepaku i Roślin Białkowych oraz Polskie Stowarzyszenie Producentów Oleju. Z ich szacunków wynikało, że krajowe zbiory rzepaku w Polsce wyniosą 2,8-3,2 mln ton. To wynik znacząco niższy od tego z ubiegłego roku (3,6 mln ton według obliczeń GUS). Już w kończącym się sezonie branża olejarska alarmowała o deficycie surowca i w tym nadchodzącym problem może się jedynie pogłębić paraliżując opłacalność krajowego przetwórstwa rzepaku – czytamy w komunikacie wystosowanym przez KZPRiRB i PSPO.

Powierzchnia uprawy rzepaku niestety została istotnie, bo o ok. 100 tys. ha, ograniczona do ok. 1 mln ha, co nie wynikało w głównej mierze ze świadomej rezygnacji rolników z tego gatunku w płodozmianie, ale przede wszystkim z niezwykle trudnego okresu wegetacyjnego. Sytuacja pomiędzy poszczególnymi regionami jest niezwykle zróżnicowana. Tym niemniej dominują niestety przypadki, gdzie ograniczona pokrywa śnieżna lub wręcz jej brak nie zapobiegła stratom w obsadzie. A wiosenna susza uniemożliwiła praktycznie prawidłowy rozwój plantacji. W związku z tym szacujemy, że średni plon będzie oscylował wokół 3 ton, co niestety może się okazać także wariantem optymistycznym – twierdzi Juliusz Młodecki, Prezes Zarządu KZPRiRB. Ta sytuacja budzi obawy przetwórców, którzy z ogromnym niepokojem obserwowali aktualną sytuację na polach i na rynku. Problematyczne zbiory zbóż mogą być dopiero początkiem wielu problemów.

Krajowe tłocznie z deficytem rzepaku

Przerób w krajowych tłoczniach w 2025 r. już spadł w porównaniu do roku 2024 r. o ponad 100 tys. ton. Zbiory w najgorszym scenariuszu mogą być niższe od tych ubiegłorocznych nawet o 800 tys. ton nasion. Oznaczałoby to zwiększenie deficytu surowca nawet do 1,3 mln ton w stosunku do potencjału przerobowego branży wynoszącego 4,1 mln ton. To dla nas tragedia. Dlatego konieczna jest weryfikacja zakazu importu rzepaku z Ukrainy, który mógłby potencjalnie uzupełnić choć pewną część tego gigantycznego niedoboru. Oczekujemy w tym kontekście podjęcia przez Ministra Finansów i Gospodarki Andrzeja Domańskiego szybkich decyzji. Zakaz ten nie służy bowiem bynajmniej polskim rolnikom. Służy on de facto ukraińskim tłoczniom, które zwiększają przerób i w konsekwencji eksport gotowego oleju do UE, w tym Polski – uważa Mariusz Szeliga, Prezes Zarządu PSPO.

Dotychczas przez wiele lat Polska była trzecim największym producentem rzepaku w UE. Niestety, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w 2026 r. straci tę pozycję na rzecz Rumunii, w której areał uprawy rzepaku systematycznie wzrasta rok do roku, a prognozowane są również bardzo dobre plony. Taka sytuacja dobitnie pokazuje, że z uprawą rzepaku w Polsce dzieje się coś niedobrego. To w pełni uwidacznia problemy, z jakimi w zakresie permanentnego deficytu surowca muszą od lat zmagać się krajowe tłocznie – podsumowuje Arkadiusz Gasidło, Wiceprezes Zarządu PSPO.

Rolnicy będą musieli dołożyć do produkcji?

Tegoroczne zbiory zbóż są dla wielu rolników dużym rozczarowaniem. Trudne sytuację pogłębiają niekorzystne uwarunkowania rynkowe, w tym wysokie koszty produkcji przy jednoczesnych niskich cenach w skupach. Wielkopolska Izba Rolnicza w komunikacie żniwnym poinformowała, że sytuacja na rynku zbóż pozostaje stabilna pod względem możliwości sprzedaży, jednak wielu gospodarzy czeka na lepsze ceny. – Punkty skupu prowadzą odbiór ziarna na bieżąco, jednak producenci rolni wskazują, że ceny są niższe od oczekiwanych, a dodatkowo skupy stosują potrącenia za podwyższoną wilgotność oraz parametry jakościowe ziarna. Część gospodarstw decyduje się na magazynowanie ziarna z oczekiwaniem na korzystniejsze warunki rynkowe – czytamy w komunikacie WIR.

– W tym momencie sytuacja wydaje się bardzo trudna, nie ma bowiem ani ceny, ani plonu. A jak wiadomo koszty produkcji rosną. Wystarczy wymienić drożejące nawozy, paliwo, środki ochrony roślin czy usługi. Obawiam się, że bardzo wiele gospodarstw ucierpi z tego powodu – uważa Tomasz Mikołajczyk. Czy będzie trzeba dołożyć do produkcji? – Trudno mi teraz odpowiedzieć na te pytanie. Ale wydaje mi się, że w niektórych przypadkach może tak być. Choć nikomu tego nie życzę. Niższe plony oznaczają jedno. Zarobimy mniej niż w poprzednich latach – twierdzi rolnik. – Pszenica przy niskich tegorocznych plonach nie pokryje kosztów produkcji. W zeszłym roku zbieraliśmy 9-10 t/ha, to była prawie norma. Można było więc sprzedawać i po niskiej cenie. Dzisiaj jak zbieramy 5-6 t/ha przy obecnych niskich cenach to jest problem. Trzeba będzie czekać ze sprzedażą ziarna na wyższą cenę, pytanie tylko, czy my się jej doczekamy – mówi Wiesław Gryn.

Przeczytaj również: Żniwa trwają, ale rolnicy już się martwią, czy będzie za co zasiać

Źródło: miesięcznik „Przedsiębiorca Rolny” – wydanie sierpień 2026 r.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Nie zdjął hederu. Zarzut dla kombajnisty po śmiertelnym wypadku

Aktualności

Tragedia na wąskiej drodze. Przygnieciony traktorzysta zmarł