Copy LinkXFacebookShare

John Deere 8360 RT. Bez kół na pole

Dawniej ciągniki gąsienicowe kojarzyły się głównie z hałaśliwymi i paliwożernymi pojazdami poruszającymi się na ciężkich, stalowych płytkach połączonych sworzniami, które wydawały podczas jazdy metaliczny zgrzyt i pisk. Pojazdy te rzadko osiągały prędkości rzędu kilkunastu kilometrów na godzinę, trudno także było w nich o jakikolwiek komfort pracy. Jednak od tamtej pory trochę się pozmieniało.
 
Ciągnik gąsienicowy wybierają głównie duże przedsiębiorstwa rolne, przede wszystkim z dwóch powodów. Pierwszy to możliwość jak najwcześniejszego wjazdu na pole, kiedy tylko jest to agrotechnicznie uzasadnione. Drugim powodem jest bardzo mały nacisk jednostkowy ciągników z gąsienicowym układem jezdnym na glebę w porównaniu do traktorów kołowych, co podczas zabiegów wykonywanych wczesną wiosną, kiedy gleba jest mokra – pozwala na normalną pracę, pojazd nie grzęźnie i nie niszczy struktury gleby. Ciągniki na gąsienicach poza powyższymi cechami są niesłychanie zwrotne. Bardzo łatwo się nimi skręca, nawet w miejscu. Kolejnym aspektem, dla którego gospodarstwa wybierają ciągniki gąsienicowe, jest szerokość transportowa. W zależności od mocy szerokość ciągnika na gąsienicach nie przekracza 3,4 m, podczas gdy tradycyjny ciągnik kołowy na kołach bliźniaczych przekracza szerokość 4 m, a ciągnik przegubowy ma jeszcze większą szerokość.
 
Siła uciągu – najważniejsza sprawa
 
Dla Janusza Rojewskiego i Mirosława Goździka, współwłaścicieli 1100-hektarowego gospodarstwa w miejscowości Kalinka w okolicy Parczewa w województwie lubelskim, najsilniejszym argumentem za kupieniem ciągnika na gąsienicach była konieczność wczesnego wjazdu na pole w okresie pierwszych prac wiosennych, bez większego ryzyka, że ciągnik ugrzęźnie. – Dotychczas podstawowe prace uprawowe wykonywane były ciągnikami kołowymi. Pomimo że mają one moc grubo ponad 300 KM, to nie są w stanie przenieść tej mocy na koła. Taki system trakcji w naszych warunkach się niestety nie sprawdza. Możliwości każdego ciągnika są uzależnione od uciągu. Jeśli jednak poślizg wygrywa z ciągnikiem, nie ma mowy o wydajnej pracy – kwituje Rojewski. Właściciele gospodarstwa kupili ciągnik gąsienicowy marki John Deere.  – Przed kupieniem gąsienicowego ciągnika John Deere testowaliśmy maszyny innych marek, zarówno kołowe, jak i gąsienicowe. Z uwagi na to, że dla nas najważniejsza jest realna siła uciągu, kołowe traktory w zasadzie nas nie interesowały. Moim zdaniem ciągniki gąsienicowe w tym przedziale mocy mają podobne parametry i komfort obsługi, dlatego o wyborze zielonej marki zadecydowała korzystniejsza oferta – wyjaśnia Rojewski.
 
 
 

 

Moc na pasach z gumy
 
Ciągnik został kupiony w firmie Gravit Agro-Pol w Lublinie i jest w gospodarstwie od sierpnia 2013 r. Od tej pory ma przepracowane około 320 mth. Został on przydzielony do pracy z dwoma agregatami. Jest to brona talerzowa Farmet Diskomat o szerokości roboczej 6 m oraz agregat uprawowy Cultus firmy Väderstad o szerokości roboczej 5 m. W przyszłości ciągnik będzie również pracował z agregatem uprawowo-siewnym Spirit  Väderstad.
 
Ma trzy możliwości pracy z narzędziami i maszynami. Może ciągnąć je za belkę pociągową, za ramiona podnośnika albo pracować z maszynami zawieszanymi, choć taka możliwość jest mało realna. Ciągnik gąsienicowy, z uwagi na dużą siłę uciągu oraz jednocześnie mały nacisk jednostkowy, przeznaczony jest głównie do pracy z narzędziami zaczepianymi i półzawieszanymi. W gospodarstwie w Kalince obrabia on rocznie w zasadzie cały areał. Czasami nawet niektóre kawałki gleby musi uprawiać dwukrotnie.
 
Ciągnik ma silnik John Deere PSX o pojemności 9,0 l i mocy znamionowej 360 KM, osiąganej przy 2100 obr./min. W celu zmniejszenia emisji szkodliwych substancji w spalinach układ wydechowy wykonany jest w technologii EGR, co oznacza, że nie wymaga zastosowania preparatu do redukcji katalitycznej tlenków azotu. Ma natomiast układ recyrkulacji spalin z aktywnym filtrem cząstek stałych (DPF). By zawracał spaliny do ponownego zasysania oraz mieszał je ze świeżym, schłodzonym powietrzem, wyposażono silnik w dwie turbiny, jedną o stałym kącie ustawienia kierownic sterujących strumieniem gazów, drugą – z elementem regulowanym.
 
Przekładnia IVT dozuje konie
 
Ciągnik wyposażony jest w przekładnię w pełni automatyczną IVT (Infinitely Variable Transmission). Jej praca w trybie nastaw fabrycznych polega na takim dostosowaniu prędkości pracy ciągnika (transmisji), aby silnik utrzymywał obroty znamionowe przy priorytecie niskiego zużycia paliwa.
 
Właściciele ciągnika przed zakupem byli zorientowani w zużyciu paliwa przez taki traktor. – Z pewnością taki duży ciągnik musi być odpowiednio obciążony, aby uzyskać dużą wydajność przy rozsądnym zużyciu paliwa, dlatego pracuje z maszynami dopasowanymi do jego możliwości – mówi Rojewski. Podczas pracy maszyny w polu operator włącza w przekładni zakres F1. To zakres prędkości przewidziany do prac polowych, „na pusto” pozwala osiągnąć prędkość do 20 km/h. Ciągnik osiąga w zależności od rodzaju narzędzia i głębokości pracy różne wyniki w konsumpcji paliwa. Zużycie go podczas pracy z talerzówką Farmet Diskomat oscyluje w granicach ok. 6-7 l/ha, przy prędkości pracy od ok. 11 do nawet 16 km/h, w zależności od rodzaju gleby i głębokości pracy elementów roboczych. W przypadku pięciometrowej szerokości narzędzia Cultus firmy Väderstad, stosowanego w gospodarstwie do uprawy bezorkowej, wyniki te są wyższe, gdyż ten agregat pracuje na znacznie większej głębokości, nawet 20-25 cm. W takich warunkach zużycie paliwa przez ciągnik wynosi 10-12 l/ha. Takie zużycie paliwa przez ciągnik John Deere 8360 RT jest pozytywnym zaskoczeniem dla właścicieli.
 
Szersze gąsienice – lepsza trakcja
 
Ciągnik ma założone gąsienice o szerokości 762 mm. Standardowe gąsienice mają szerokość 635 mm, ale właściciele wiedzieli, że jeśli ciągnik ma mieć dobre zaparcie o niełatwy grunt, muszą one być solidne. Producent układu jezdnego wprowadził możliwość regulacji napięcia gąsienic, co jest przydatne także podczas ich wymiany. Element napinający stanowi koło przednie gąsienicy. Regulacja napięcia gumowej taśmy odbywa się poprzez zmianę ciśnienia oleju w zbiorniku z azotem, połączonym z siłownikiem hydraulicznym. Zwiększenie ilości oleju powoduje silniejsze ściśnięcie gazu w zbiorniku i w efekcie silniejsze napięcie gąsienicy. Ciągnik ma system zarządzania poprzez panel GreenStar 3, wyposażony jest także w antenę GPS StarFire 3000 i system AutoTrac, prowadzący ciągnik po liniach równoległych. Przy tak szerokich narzędziach roboczych (5 lub 6 m) wyposażenie ciągnika w system prowadzenia satelitarnego AutoTrac jest czymś niezbędnym, bo przy prowadzeniu takiego zestawu operator zawsze będzie prowadził maszynę na zakładkę, nie uniknie też tzw. omijaków. System ten praktycznie wyklucza takie błędy, gdyż operator wprowadza szerokość roboczą maszyny do systemu, a ciągnik jest tak sterowany, aby nakładki były jak najmniejsze, co wpływa na zwiększenie wydajności pracy (uprawimy więcej powierzchni w danym czasie) oraz mniejsze zużycie paliwa.
 
Ciągnik został wyposażony także w system JDlink. To system bezprzewodowej komunikacji ciągnika z telefonem lub komputerem właściciela oraz serwisem dilera. Dzięki temu Janusz Rojewski może monitorować wydajność i wykorzystanie ciągnika. System taki pozwala także na podejmowanie trafniejszych decyzji dotyczących wykorzystania całego parku maszyn. JDlink także zabezpiecza maszynę przed nieautoryzowanym uruchomieniem czy kradzieżą. Poprzez ten system również serwis może udzielić praktycznych porad w celu jak najlepszego wykorzystania maszyny.
 
Artykuł ukazał się w RPT 12/2013. ZAPRENUMERUJ

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!