Tradycyjne gorzelnie umierają. Potrzebna pomoc państwa
gorzelnia_wikipedia.jpg_c018ba9c
W Polsce pozostało zaledwie kilkanaście tradycyjnych gorzelni rolniczych. Foto_wikipedia
Tradycyjnych gorzelni, które jeszcze parę lat temu w krajobrazie wiejskim wyróżniały się budynkiem z czerwonej cegły z wysokim kominem, zostało kilkanaście i w większości nie prowadzą już działalności – informuje Józef Inorowicz.
Przedstawiciel Biura Zarządu Związku Gorzelni Polskich (ZGP) we Wrocławiu w serwisie informacyjnym organizacji opisuje sytuację w branży.
Podkreśla, że do likwidacji typowych gorzelni rolniczych, produkujących kiedyś rocznie średnio 1,5 mln l destylatu, doprowadziły: pogarszająca się opłacalność produkcji z uwagi na niskie ceny na rynku, okresowy brak zbytu oraz niedostosowane prawo podatkowe, akcyzowe i ochrony środowiska.
To dlatego w ich miejsce pojawiły się wielkie przemysłowe fabryki etanolu, wytwarzające destylaty z surowców rolniczych w zupełnie innej technologii.
"Szansą na przetrwanie gorzelni było włączenie jej w system produkcji energii w ramach biogazowi rolniczej, w którym wykorzystywano by wywar jako jeden z substratów. Tworzenie takich centrów energetycznych, które propagował ZGP w kilku ubiegłych latach, został już zahamowany m.in. z powodu likwidacji samych gorzelni" – pisze Inorowicz.
W ocenie związku propozycje przekwalifikowania gorzelni w destylarnie produkujące niewielkie ilości napojów spirytusowych, nie zdołają ich uratować. Takie zakłady mogłyby stanowić konkurencję na rynku alkoholi konsumpcyjnych.
"Typowa gorzelnia rolnicza powinna przetwarzać w pierwszej kolejności uboczne produkty skrobiowe z produkcji rolnej i produkować wywar jako cenny materiał, paszowy m.in. w hodowli bydła mięsnego. Destylat rolniczy, zwany popularnie spirytusem surowym lub surówką, o mocy powyżej 90 proc., był dobrym surowcem do produkcji bioetanolu, czyli spirytusu odwodnionego dopóty, dopóki nie powstały w Polsce duże zakłady przemysłowe, które były w stanie sprzedawać bioetanol w cenach konkurencyjnych w stosunku do gorzelni rolniczych" – wskazuje przedstawiciel biura ZGP.
Gdy gorzelnie – aby utrzymać się na rynku – zaczęły produkować destylat z pełnowartościowych surowców rolniczych (żyta, pszenicy, kukurydzy i ziemniaków), okazało się, że bardziej opłacalnym rozwiązaniem była jednak sprzedaż ich na rynku niż przetwarzanie na destylat.
Dlatego większość z pozostałych jeszcze gorzelni rolniczych zmniejszyło swoją produkcję do wręcz symbolicznej wielkości.
"Jesienią 2018 r. Związek Gorzelni Polskich usiłował zainteresować sytuacją zrzeszonych gorzelni rolniczych ministra rolnictwa i przewodniczącego sejmowej komisji rolnictwa. Wysłane propozycje spotkania w wytypowanej gorzelni nie spotkały się z żadnym zainteresowaniem ze strony resortu rolnictwa" – przekonuje Józef Inorowicz.
Według gorzelników, trudno o pozytywne nastroje w branży.
"Przygotowany program 50 Plus zakłada wciąż uratowanie przynajmniej 50 gorzelni rolniczych w Polsce. Nie nastąpi to jednak bez bardzo konkretnej pomocy państwa, ale inicjatywa w tym względzie powinna wyjść przede wszystkim z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi" – podsumowuje reprezentant ZGP.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
