Kolejny trudny sezon dla sadowników. Konsumenci dostaną po kieszeniach
sad3
Według MRiRW w rolnictwie w Polsce pracuje sezonowo ok. 500 tys. osób w ciągu roku. Foto_Tytus Żmijewski
Rosyjskie embargo, brak pracowników sezonowych, konkurencja ze strony producentów z Ukrainy, nierówne relacje z przemysłem przetwórczym i niekorzystna pogoda – to największe problemy, z którymi zmagają się sadownicy.
– Ceny owoców w hurcie są w tym roku zdecydowanie wyższe. W ubiegłym roku sadownicy sprzedawali większość gatunków poniżej kosztów wytworzenia. Teraz są dużo droższe, ale niestety, straty poniesione w sadach są jeszcze większe niż wzrost cen, dlatego jest to kolejny bardzo trudny sezon dla sadowników – mówi agencji Newseria Biznes Mirosław Maliszewski, prezes Związku Sadowników RP.
Ekspert dodaje, że już poprzedni sezon był dla sadowników bardzo trudny, ponieważ większość gatunków cechowała się wysokim urodzajem. Ceny – począwszy od owoców jagodowych, skończywszy na jabłkach – były dramatycznie niskie i nie zrekompensowały kosztów produkcji i zbioru.
– Rok 2019 zapowiada się już klęskowo, ale z innego powodu. Mianowicie mieliśmy wczesnowiosenne przymrozki, które znacznie zredukowały plony w wielu gospodarstwach i praktycznie we wszystkich gatunkach. Obserwujemy wyższe ceny, ale niestety z punktu widzenia sadowników i tak nie rekompensują strat – mówi szef ZS RP.
Związek już na początku maja zwrócił się do ministra rolnictwa z prośbą o uruchomienie instrumentów pomocowych w związku z silnymi przymrozkami, które dotknęły rejony sadownicze i spowodowały straty w niemal wszystkich gatunkach owoców.
Pogoda generalnie nie rozpieszczała w tym roku sadowników: wiosenne przymrozki, a po nich susza, obfite opady i majowe powodzie spowodowały, że według wstępnych danych zbiory owoców będą niższe o 30 proc.
[WIDEO] Mówi Mirosław Maliszewski, prezes zarządu Związku Sadowników RP
– Stosunkowo najlepsza sytuacja była i jest na rynku truskawek. One najmniej ucierpiały na skutek przymrozków, znaczna ich część była przykrywana folią. Natomiast maliny, porzeczki, borówka amerykańska, czereśnia, nie wspominając już o jabłkach zostały bardzo mocno zredukowane przez przymrozki. Spodziewamy się, że w wielu gatunkach straty sięgają nawet ponad 50 proc. Na konsumentów przekłada się to zwyżką cen, ale i tak, choć muszą zapłacić trochę więcej niż w zeszłym roku, to wciąż mniej niż konsumenci w innych krajach – mówi Maliszewski.
Prezes Związku Sadowników RP podkreśla, że cała sektor sadowniczy jest w trudnej sytuacji w związku z trwającym od lat rosyjskim embargo na owoce i warzywa. Przed jego wprowadzeniem do Rosji kierowano ok. 60 proc. eksportu jabłek.
Branża przez lata dostosowywała produkcję do wymogów rosyjskiego rynku, który obecnie przejmują producenci m.in. z Białorusi czy Kazachstanu.
– Każdy dzień trwania embarga powoduje, że ponosimy straty, a rozwija się sadownictwo i nasza konkurencja w krajach Europy Wschodniej, które nie są objęte restrykcjami. To jest cały blok wschodni, Białoruś, Mołdawia, a nawet Kazachstan, Uzbekistan i Serbia. Te kraje są dzisiaj w fazie ogromnych inwestycji w produkcję sadowniczą. Im dłużej będzie trwało embargo, tym warunki będą lepsze dla nich, bo oni mogą eksportować bezpośrednio – przekonuje ekspert.
Brak siły roboczej to kolejne wyzwanie dla branży, która przez lata wygrywała z konkurencją na europejskim rynku dzięki stałemu dopływowi pracowników sezonowych z Ukrainy. Obecnie wybierają oni lepsze oferty m.in. od pracodawców ze Słowacji czy Czech, które otworzyły dla nich swoje rynki.
– Aby polskie sadownictwo mogło nadal konkurować i żebyśmy mieli dochód, a gospodarka się rozwijała, musimy otworzyć się na pracowników także z innych krajów, np. z Azji, tak jak to robią nasi konkurenci. Oni będą przyjeżdżali do Polski, podejmowali pracę, trzeba tylko stworzyć dla nich preferencyjne warunki prawne, żeby mogli to robić na prostych zasadach – mówi Mirosław Maliszewski.
Jak podkreśla, kolejna potrzeba dotyczy ułożenia relacji z przemysłem przetwórczym i zapewnienie środków finansowych na to, aby branża mogła rozwijać się technologicznie. Bez nich polscy sadownicy przegrają konkurencję chociażby z producentami z Ukrainy, którzy eksportują na polski rynek.
– W ostatnich latach najbardziej dokucza nam niewątpliwie import z Ukrainy, szczególnie owoców jagodowych, ale także jabłek, które zostały pozbawione kontyngentów ilościowych, opłat celnych i dzisiaj dość swobodnie wjeżdżają w obszar celny Unii Europejskiej, zwłaszcza do Polski – podkreśla na koniec prezes ZS RP.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
