
Jazda automatyczna ciągnikiem. Oszczędności liczone w hektarach
jazda_automatyczna_ciagnikiem_8
Ciągnik rolniczy doposażony w urządzenia pozwalające na jego jazdę automatyczną wspomaganą nawigacją satelitarną pozwala ograniczyć nakładki podczas pracy polowej do minimum (fot. firmowe)
Kiedy kupujemy maszyny rolnicze jednym z najważniejszych parametrów jest ich szerokość robocza. Czy zastanawialiśmy się jednak, kiedy tak naprawdę wykorzystujemy ją w pełni? Odpowiedź jest szokująca, bo w przypadku szerokich maszyn uprawowych brzmi: prawie nigdy. Jest jednak sposób, aby zmienić odpowiedź na: prawie zawsze.
Zakładki to norma
Dlaczego w praktyce polowej nie udaje się pracować z pełną szerokością roboczą agregatu uprawowego? Po pierwsze zawsze każdy operator pracuje na zakładkę, której szerokość zależy od jego umiejętności. Nikt nie pozwala sobie na pozostawienie omijaka, bo to zemści się w czasie kolejnej uprawy i po prostu źle wygląda – stracimy w oczach sąsiadów lub co gorsza usłyszymy naganę od szefa. Dlatego zakładki to norma.
Zagony zamykane na chybił-trafił
Tak naprawdę tylko przejazdy maszyną w środku pola, kiedy nie pracujemy obok uprawionego wcześniej pasa gleby, bo zakładamy nowy zagon, odbywają się na jej pełną szerokość roboczą.
Przyjrzyjmy się bliżej pracy w systemie zagonowym, która jest przecież najlepszym sposobem szybkiego pokonywania uwroci i w efekcie wydajnej pracy. Niestety w tym przypadku również nie ma możliwości wykonania ostatniego przejazdu zamykającego zagon bez nakładek.
Często taka nakładka to prawie cała szerokość robocza maszyny. Nie pomogą tutaj najlepsi operatorzy ciągników rolniczych, bo utrzymywanie przejazdu równoległego na całej długości pola jest bardzo trudne. Wystarczy nawet wąski omijak niezerwanego ścierniska i zmuszeni jesteśmy wykonać cały dodatkowy przejazd!
Straty liczone w hektarach
Wyliczono, że nakładki w zależności od kształtu pola wynoszą powszechnie od kilku do kilkunastu procent. Oznacza to, że niepotrzebnie uprawiamy na każdym hektarze przyjmijmy średnio 0,1 ha. W 100-hektarowym gospodarstwie jest to 10 hektarów!!! Dotyczy to jednej uprawki i oczywiście w przypadku wykonania kolejnej straty wzrastają o kolejne 10 ha.
Bez dotykania kierownicy
Jest jednak sposób, aby ciągnikiem rolniczym pracować z centymetrową dokładnością i to bez dotykania jego kierownicy. Pozwala na to jazda automatyczna – popularnie nazywana nadal GPS-em. Właściwie należy używać określenia jazda automatyczna (równoległa) wspomagana nawigacją satelitarną.
Działa ona na podstawie rożnych sygnałów, co przekłada się dokładności wynoszące od +/- 30 do +/-2 cm. Dostępne sygnały to m.in. GNSS (Global Navigation Satellite System), który wykorzystuje dane z satelitów amerykańskiego systemu GPS i rosyjskiego GLONASS.
Ciągnik jedzie sam
Aby ciągnik rolniczy wykonywał jazdę automatyczną wspomaganą nawigacją satelitarną, która pozwala ograniczyć nakładki podczas pracy polowej do minimum, musi być doposażony w odpowiednie urządzenia. Wielu producentów oferuje je jako wyposażenie fabryczne. Można także zamontować je na dowolnym starym ciągniku.
Na rynku oferowane są różne rozwiązania jazdy automatycznej. Wśród nich wyróżniają się dwa. Pierwszy oparty jest na kierownicy elektrycznej, a drugi na elektrozaworach sterujących pracą hydraulicznego układu kierowniczego. Oczywiście różnią się one zależnie od producenta. Nie ulega jednak wątpliwości, że działają niezawodnie i sprawdziły się w praktyce rolniczej.
Więcej na temat tych rozwiązań można będzie usłyszeć podczas konferencji:
"Jazda automatyczna ciągnikiem rolniczym zamyka zagon z centymetrową dokładnością", która odbędzie się 29 marca o godz. 12.00 w Kielcach podczas targów AGROTECH – hala E, sala konferencyjna E1 (wejście po schodkach na antresolę).
ZAPRASZAMY – redakcja RPT
