Copy LinkXFacebookShare

Wirus ASF dostał się do chlewni wraz z człowiekiem

Ognisko afrykańskiego pomoru świń nr 34, które pojawiło się w gospodarstwie utrzymującym pięć świń położonym w gminie Sarnaki w powiecie łosickim było spowodowane przez człowieka – informuje TVP 1.

Rolnik, który utrzymywał pięć sztuk trzody chlewnej wniósł wirusa afrykańskiego pomoru świń do chlewni albo z lasu albo z pobliskiej łąki – informuje TVP 1.

Wirus ASF jest obecny w lasach czy na łąkach na obszarze zagrożonym. To ostrzeżenie nadal przez wielu nie jest do końca poważnie traktowane. Skutki widzimy w ostatnich dniach. To już 11 ognisk ASF.

– Apelujemy jeszcze raz do hodowców, do właścicieli prywatnych małych gospodarstw żeby unikali takich sytuacji, żeby nie skarmiali świń tą zielonką, pokrzywami, trawą z pastwisk na których przebywają dziki – mówił dla TVP 1 Krzysztof Niemczuk, główny lekarz weterynarii.

Gospodarstwa leżące wzdłuż granicy z Białorusią są najbardziej narażone na wirusa ASF. Białoruskie służby weterynaryjne wciąż oficjalnie przyznają, że nie mają problemów z chorobą więc z nią nie walczą. Prawda jest jednak zupełnie inna.

Dziki z Białorusi przyniosły do Polski wirusa i wciąż go szerzą. Zdaniem myśliwych w pasie 50 kilometrów przy wschodniej granicy kraju odstrzelono już ponad 10 tysięcy tych zwierząt. To jednak wciąż za mało, o czym piszą w swojej petycji do ministra rolnictwa organizacje branżowe. Więcej informacji na ten temat można znaleźć tutaj.

Producenci tuczników, którzy przestrzegają zasad bioasekuracji w strefach zagrożenia występowania ASF nie mogą spać spokojnie. Jeśli bowiem przez nieuwagę bądź nierozsądne zachowanie sąsiada w ich pobliżu wybuchnie ognisko ASF to w promieniu 3 kilometrów wszystkie gospodarstwa będą musiały zostać zlikwidowane.

Służby weterynaryjne apelują do rolników utrzymujących kilka świń aby ci zrezygnowali z dalszej produkcji tych zwierząt w zamian za rekompensaty. W przeciwnym razie nie poradzimy sobie z wirusem ASF.

– Zarówno ministerstwo jak i główny inspektorat będą prowadzili takie działania. One już były prowadzone tylko musi być większa skala odbioru z drugiej strony od rolników i hodowców bowiem to od nich zależy w jaki sposób będą postępowali. To są trudne decyzje o naturze społeczno-ekonomicznej, natomiast muszą być podjęte i będą wdrażane – mówił dla TVP 1 Krzysztof Niemczuk z Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach.

Książki warte polecenia: Sygnały świń

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!