Ustawa o ubezpieczeniach nie działa. Firmy lekceważą rolników

Poleć
Udostępnij
Skomentuj
Autor tekstu: (dk) | redakcja@agropolska.pl
08-09-2017,13:10 Aktualizacja: 08-09-2017,13:52
A A A

Firmy ubezpieczeniowe w tej chwili, przy tej składce, po prostu nie chcą ubezpieczać produkcji rolniczej. Jest to główny problem. Ustawa nie zdaje egzaminu - przekonuje starosta złotowski Ryszard Goławski, który apeluje do polityków o zmianę prawa.

Podczas posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa, gdzie omawiano straty po sierpniowych nawałnicach, samorządowiec proponował, by zastanowić, co zrobić z ustawą o obowiązkowym ubezpieczeniu.

- Jeżeli byłaby ona powszechna i obowiązywałaby w całym kraju, to by działała, a dzisiaj nie rozmawialibyśmy o tragedii wielu gospodarstw rolnych - zaznaczał Goławski.

przymrozki, susza, gradobicie, straty w uprawach,  straty w rolnictwie

Ubezpieczenia w rolnictwie mają być powszechne, ale nie obowiązkowe

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi chce, by ubezpieczenia rolne były jak najbardziej powszechne, ale nie obowiązkowe, bo części gospodarstw nie stać na płacenie składki - powiedział wiceminister rolnictwa Jacek Bogucki. Tematem środowego...
Poseł Zbigniew Ajchler (PO) pokazywał na przykładzie, jaki problem związany jest z ubezpieczeniem np. w kwestii deszczu nawalnego. Miał ze sobą oryginały protokołów oględzin i deklaracji, sporządzonych w jednej z firm ubezpieczeniowych.

- Czy wiecie państwo, co tam jest napisane? Napisane jest, że za szkody spowodowane nagromadzeniem się wody z powodu deszczu nawalnego ubezpieczyciel wypłaca odszkodowanie, jeżeli deszcz nawalny powodujący zastoiska wodne wystąpił nie później niż do 15 czerwca roku zbiorów. Jak to do 15 czerwca? Kiedy rolnik ubezpiecza dane ryzyko, to ubezpiecza nie do 15 czerwca, tylko do końca zbiorów - opowiadał Ajchler.

Jak zaznaczał, towarzystwa ubezpieczeniowe interpretują deszcz nawalny w taki sposób, jakby to była jeszcze gorsza sytuacja niż powódź. I trudno wtedy spełniać wyznaczone kryteria. - Robi się to po to, żeby po prostu ściągnąć duże składki, a nie wypłacić odszkodowania - wskazywał poseł.

Ponadto poruszył sprawę pomocy przeznaczonej dla rolników, u których w danym roku kalendarzowym szkody wynoszą co najmniej 30 proc. średniej produkcji rolnej w gospodarstwie.

Kilka tygodni bez deszczu. Zobacz, jak wyglądają warzywa na polach

Producenci warzyw z Mazowsza ze łzami w oczach opowiadają o tym, co ich spotkało. W wielu przypadkach susza zniszczyła nawet 80 proc. upraw, a obiecanej rządowej pomocy nie widać. Obraz kolejnych hektarów pól przygnębia, bo im bliżej...
- Co to znaczy średniej produkcji rolnej z ostatnich trzech lub pięciu lat, w którą wmieszana jest również produkcja zwierzęca? Jeżeli w mieszanej produkcji zwierzęcej nie ma strat, dlatego, że z reguły jest ona niewielka, niewykazywana, a wliczy się ją do produkcji roślinnej, to w żadnym gospodarstwie nie wyjdzie jakakolwiek strata do wypłaty - objaśniał Zbigniew Ajchler.

Jego klubowa koleżanka Dorota Niedziela (PO) zaapelował do ministerstwa rolnictwa o monitoring pięciu firm ubezpieczeniowych, z którymi są podpisane umowy na dotowane ubezpieczenia rolnicze.

- Chodzi mi o monitoring tego, ile firm, które ubezpieczyły zbiory, wypłaciło rolnikom należności. Na ile rolnicy mają trudności w odzyskaniu pieniędzy, w uzyskaniu pieniędzy ze względu na jakieś drobne kruczki prawne, o których mówili posłowie, o których wiedzą, ze względu na zapisy, które kłócą się z nawałnicą lub nawalnym deszczem? Czy są one wykorzystywane w ten sposób? Czy rzeczywiście rolnicy mają wypłacane odszkodowania za uprawy, które zostały ubezpieczone? - dociekała posłanka.

Poleć
Udostępnij
Skomentuj