Stosowanie pasz bez GMO oznacza znacznie droższą żywność
drob_21b7e38d
Ewa Lech, wiceminister rolnictwa przekonuje, że Polska nie jest gotowa, by produkować taką ilość pasz bez GMO, która jest nam potrzebna do hodowli zwierząt.
O cztery lata dłużej, czyli do 1 stycznia 2021 r., będzie można karmić zwierzęta paszami zawierającymi śrutę genetycznie modyfikowanych roślin oleistych. Decyzja rządu jest spowodowana brakiem na polskim rynku rodzimych pasz białkowych.
– Będziemy wprowadzać pewne rozwiązania, działania muszą być wielokierunkowe. Będziemy znakować paszę oraz żywność wolną od GMO, by zachęcić producentów do uprawiania takich roślin i jednocześnie przekonywać klientów, gdyż zainteresowanie żywnością wolną od GMO jest coraz większe. Jeżeli popyt będzie wzrastał, to i producenci będą bardziej zainteresowani, żeby hodować zwierzęta bez udziału pasz GMO – przyznała wiceminister rolnictwa na antenie Radia Dla Ciebie.
Lech dodała, że przez ostatnie lata Polska stała się pierwszym w Europie producentem drobiu. – Jesteśmy bardzo konkurencyjni, ponieważ nasz drób jest o około 30 procent tańszy. Zapotrzebowanie na paszę sukcesywnie więc wzrastało, dlatego musieliśmy rozpatrzyć wszystkie za i przeciw. Uwzględniliśmy też argumenty producentów zwierząt. Przy zakazie stosowania pasz GMO ceny byłyby bardzo niekonkurencyjne, a żywność zdrożałaby o około 20-30 procent – podkreśliła.
– Byliśmy zmuszeni przesunąć zakaz stosowania GMO w paszach do 2021 roku. Ten okres będzie wykorzystany, ponieważ dajemy sobie czas na prowadzenie programów badawczych, które mają wyjaśnić, jak efektywnie wykorzystać krajowe źródła białka – powiedziała na koniec Lech, która była gościem RDC.
Źródło RDC
