Sadownicy znów wyszli na drogi. Chcą pełnych rekompensat

Poleć
Udostępnij
Skomentuj
Autor tekstu: PAP, (em) | redakcja@agropolska.pl
18-11-2014,12:35 Aktualizacja: 19-11-2014,15:25
A A A
W Annopolu na drodze krajowej nr 74 (Kielce-Kraśnik) oraz w Leokadiowie na drodze krajowej nr 12 (Puławy-Zwoleń) pikietują sadownicy, którzy co pewien czas blokują przejazd. Domagają się od rządu rozwiązania problemu nadwyżki owoców na rynku. 
 
Protestujący sadownicy chodzą przez pewien czas, np. 20-30 minut po przejściu dla pieszych, a następnie umożliwiają przejazd. W proteście w Annopolu bierze udział ok. 100 osób, a droga jest blokowana w pobliżu mostu na Wiśle. 
 
- Na czas blokady policjanci zatrzymują także ruch po drugiej stronie mostu - poinformował PAP rzecznik prasowy komendy policji w Kraśniku Janusz Majewski.
 
W Leokadiowie w pikiecie bierze udział ok. 50 osób. - Są utrudnienia w ruchu. Policjanci wyznaczyli trasy umożliwiające objazd blokady - poinformował rzecznik prasowy Komendy Policji w Puławach Marcin Koper.
 
Sadownicy domagają się podjęcia działań, które ustabilizują sytuację na rynku owoców, po wprowadzeniu rosyjskiego embarga. Chcą wycofania z rynku setek tysięcy ton jabłek oraz wypłaty rekompensat w wysokości kosztów produkcji.
 
- Eksport w ubiegłym roku do Federacji Rosyjskiej to było 800 tys. ton. W tej chwili możemy mówić o zdjęciu kilkuset ton czy kilku tysięcy ton, nie więcej - powiedział wiceprezes Związku Sadowników RP Tomasz Solis.
 
Jak tłumaczył, sytuacja kryzysowa na rynku owoców trwa od początku sierpnia, a wszystkie dotychczasowe działania nie przyniosły oczekiwanych efektów. Solis przypomniał, że z budżetu europejskiego na zarządzanie kryzysami przeznaczono 120 mln euro, które były do dyspozycji w Unii Europejskiej, ale w Polsce z tych pieniędzy "wykorzystano niewielki procent, głównie dlatego, że polskie instytucje np. ARR czy ministerstwo rolnictwa, były mocno niewydolne".
 
- Uważamy, że po pierwsze nie w tym kierunku ta pomoc idzie, a po drugie, że była po prostu nieudolna. Ryczałtowe wycofanie z rynku 30 ton z hektara przy plonach 90 ton z hektara, nie rozwiązuje problemu - dodał Solis.
 
Podkreślił, że nadwyżka owoców na rynku spowodowała drastyczny spadek cen jabłek (za kilogram deserowych sadownicy mogą otrzymać 35-45 groszy), podczas gdy koszt wyprodukowania kilograma owoców waha się od 80 groszy do 1 zł.
 
Sadownicy domagają się lepszej współpracy z instytucjami takimi jak Agencja Rynku Rolnego czy Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, przy uzyskiwaniu rekompensat ze środków unijnych.
 
- Domagamy się żeby te środki, które są do wykorzystania w najbliższym czasie - a mamy nowy budżet, który przewiduje w Unii Europejskiej kolejne 400 mln euro na zarządzanie kryzysami - żeby te środki były sensownie wykorzystane, żeby to przyniosło efekt - powiedział Solis.
 
Jak dodał, w poprzednim naborze wniosków o rekompensaty prowadzonym przez ARR była możliwość wycofania nadwyżki owoców do biogazowni rolniczych. - To się doskonale sprawdziło, ale następny nabór już te biogazownie wykluczył, co znów ogranicza możliwości wycofania nadwyżki jabłek z rynku - zakończył.
 
Podobny protest w Warszawie oraz na drodze krajowej w Annopolu sadownicy prowadzili na początku listopada.
Poleć
Udostępnij
Skomentuj