Rolnik musi dbać o pszczoły. Powstaną specjalne komisje?
pszczoly_ule_2_0545c552
Opryski w uprawach zawsze najlepiej wykonywać wieczorem, po oblocie pszczół. Foto_Krzysztof Zacharuk
Media pełne są w ostatnich miesiącach historii o śmierci tysięcy pszczół zatrutych nieprawidłowo stosowanymi przez rolników środkami ochrony roślin. Stąd pomysł propagowany m.in. przez środowisko pszczelarskie, by w każdej gminie tworzyć specjalne komisje społeczno-urzędowe ds. tych owadów.
Podczas jednego z czerwcowych posiedzeń sejmowej komisji rolnictwa podkreślano jednak, że procedura w kwestii pszczół nie powinna mieć charakteru stricte społecznego, lecz musi być zinstytucjonalizowana. Dlatego ogromną rolę powinna tu pełnić Państwowa Inspekcja Ochrony Roślin i Nasiennictwa.
Jej szef, Andrzej Chodkowski nie negował jednak idei powstawania gminnych komisji. Bo o ile administracja rzeczywiście ustali przyczyny i stwierdzi, czy doszło do zatrucia pszczół oraz postara się ujawnić sprawcę, o tyle szacowanie ekonomicznych skutków takiego zdarzenia wykracza już poza kompetencje zarówno PIORiN, jak i inspekcji weterynaryjnej.
– Poza tym wydaje mi się, że wprowadzenie elementu niezależnej wyceny strat byłoby bardzo wskazane i pomocne, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę ewentualne procesy sądowe i dochodzenie odszkodowania za poniesione straty – stwierdził Chodkowski.
Według ówczesnego wiceministra rolnictwa Zbigniewa Babalskiego (zrezygnował z funkcji 26 czerwca) wszelkie tego rodzaju instytucje społeczne, jak przywołane komisje, muszą składać się także z rolników.
– Ale inspekcje robotniczo-chłopskie to relikt czasów dawno minionych i nie chciałbym, aby powoływane komisje działały w taki sposób, jak kiedyś tamte inspekcje. Wydaje mi się, że powinniśmy docierać do świadomości producentów rolnych – mówił Babalski.
W jego opinii, mimo wiedzy kiedy należy stosować opryski i środki ochrony roślin, niestety nie każdy rolnik przestrzega zasad. I kary powinny być za to dotkliwsze niż obecnie.
– Nie chciałbym w tym momencie obrażać rolników, ale trochę znam polską wieś i doskonale wiem, że czasami jest tak, że to pogoda determinuje pryskanie. Rolnicy dłużej nie czekają, wjeżdżają na pola, a w konsekwencji już blisko do różnorakich sporów i nieporozumień – przekonywał Babalski.
Dyrektor Instytutu Ochrony Roślin – Państwowego Instytutu Badawczego w Poznaniu prof. Bożena Łozowicka zwracała natomiast uwagę, że brakuje dla pszczelarzy informacji o toku postępowania w przypadku stwierdzenia zatrucia pszczół. Dlatego często dzwonią oni laboratoriów z pytaniem, co mają robić.
Natomiast w przypadku powoływaniu wspomnianych komisji należałoby zdaniem prof. Łozowickiej ustalić, kto powinien wchodzić w jej skład, kiedy powinna ona pobierać próbki oraz kto powinien odpowiadać za przesłanie tej próbki do badań laboratoryjnych.
– Jeśli pszczelarz będzie posiadał pełny raport i ekspertyzę, może wystąpić o odszkodowanie, oczywiście jeśli nikt nie podważy prawidłowości procesu próbkobrania. A to się zdarza, ponieważ pszczelarze potrafią pobrać samodzielnie próbkę i jeszcze przetrzymać ją przez kilka dni w lodówce albo nawet poza nią, co sprawia, że próbka nie ma już żadnej wartości – przestrzegała szefowa IOR-PIB.
Inny pomysł niż powoływanie komisji – bo nie ma gwarancji, iż zawsze będzie ona organem wewnętrznie zrównoważonym i nie będzie reprezentować interesów którejś strony – zgłosiła prof. Magdalena Popowska, dyrektor Instytutu Mikrobiologii na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.
– Sprawa wydaje się być bardzo prosta. Dlaczego rolnik, który przecież wie, że ma w sąsiedztwie pasiekę, nie zawiadomi o planowanym opylaniu? Wystarczy wprowadzić obowiązek powiadamiania pszczelarzy lub hodowców innych owadów zapylających o planowanych opryskach – sygnalizowała prof. Popowska.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
