Żywienie bydła na pastwiskach ma swoje zalety
bydlo_na_pastwisku
Zielonka pastwiskowa dostarcza energii i białka o najniższym koszcie jednostkowym. Foto_Krzysztof Zacharuk
Świeże powietrze, promienie słoneczne i zielona trawa to dla krów naturalne środowisko. I nie powinno się o tym zapominać – przekonuje Zenon Kubicki, rolnik z powiatu ciechanowskiego na Mazowszu, który od lat praktykuje żywienie pastwiskowe bydła mlecznego i ma efekty.
Łąki pełne krów od wiosny do jesieni to już w Polsce odległa przeszłość. Wielu hodowców bydła zrezygnowało lub ograniczyło do minimum żywienie pastwiskowe. Dlaczego? Jest kilka powodów.
Przede wszystkim – co potwierdziły badania – w porównania do karmienia TMR-em, żywienie pastwiskowe przyczynia się do kilkuprocentowego spadku mleczności. A to oczywiście dla hodowców problem.
Poza tym obecnie utrzymywane stada są zdecydowanie liczniejsze niż kiedyś. Bardzo trudno je przepędzać na położone w oddali łąki. W dodatku pędzenie luzem jest solą w oku kierowców narzekających na utrudnienia na drogach i coraz częściej proszących o interwencje policji w tej sprawie.
Do tego dochodzi jeszcze uciążliwe transportowanie wody dla krów i inne kłopoty logistyczne. A w grę wchodzi jeszcze poświęcony na to czas.
Mimo trudności nie wszyscy producenci mleka zrezygnowali z karmienia pastwiskowego. Zenon Kubicki nadal wykorzystuje je w hodowli, choć nie ukrywa, że duży wpływ na tę decyzję miał fakt posiadania pastwisk w pobliżu obory i siedliska.
– Obecnie całe moje stado liczy 41 zwierząt. Nie wszystkie, z powodów zdrowotnych i sugestii weterynarza, ale większość przeganiamy na pastwisko urządzone na tyłach zabudowań. Zostawiłem tu grubo ponad 3 ha. Pozostałe łąki mam trochę dalej, ale można pędzić gruntową drogą, dlatego nie muszę wiązać krów do ciągnika – wyjaśnia rolnik.
I przekonuje, że skarmianie pastwiskowe ma wiele zalet. – Krowy natura tak ukształtowała, że świetnie się czują na pastwisku. Przede wszystkim są na świeżym powietrzu, po drugie mają dostęp do słońca. Dzięki temu rzadziej chorują, bo są odporniejsze – zaznacza nasz rozmówca.
Zwraca też uwagę na kwestię ruchu. W oborze jest bardzo ograniczony, a na pastwisku jest oczywiście zupełnie inaczej. To także, zdaniem hodowcy, przyczynia się do zdrowotności bydła, m.in. w kwestii racic.
Rolnik zapewnia, że nie odczuwa zmniejszenia wydajności mlecznej stada podczas żywienia pastwiskowego. Ale też ma swoje wypracowane przez lata sposoby.
– Przed wypuszczeniem krów na łąkę przez kilka dni daję im dużo siana, czyli tej suchej masy. Inaczej mają kiepskie trawienie. Poza tym przez cały czas już w oborze dokarmiam niewielkimi ilościami paszy ze zbóż, czyli treściwej. Jak na razie system się sprawdza – podsumowuje Kubicki.
Książki warte polecenia: "Choroby bydła" | "Sygnały żywienia
