Copy LinkXFacebookShare

Tysiące jagniąt zostało w kraju. Co z nimi zrobić?

Skup interwencyjny jagniąt z przekazaniem ich do gospodarstw cierpiących z powodu afrykańskiego pomoru świń – to jedna z propozycji Małopolskiej Izby Rolniczej w sprawie pomocy hodowcom owiec.

Wielu gospodarzy z Podhala ma spory problem. Hodowcy deklarowali sprzedaż 16 tys. sztuk owieczek na rynek włoski (przyrządzanie jagnięciny jest tam wielkanocną tradycją), a tymczasem zakontraktowano zaledwie ok. 7 tys. sztuk.

To wynik umiłowania tamtejszych konsumentów do młodziutkiej jagnięciny. A polskie owieczki rodziły się już w styczniu i zdążyły przerosnąć, bo Święta Wielkanocne przypadają w tym roku wyjątkowo późno.

W kraju pozostało zatem około 9 tys. jagniąt. Jak je zagospodarować i tym samym pomóc hodowcom? Rozmawiano o tym podczas posiedzenia Walnego Zgromadzenia Małopolskiej Izby Rolniczej. Wypracowane rozwiązania za pośrednictwem Wiktora Szmulewicza, prezesa Krajowej Rady Izb Rolniczych mają trafić do ministra rolnictwa.

Delegaci MIR postulowali:

  • skup interwencyjny z przekazaniem jagniąt do gospodarstw Polski wschodniej, w których z powodu ASF zaprzestano chowu trzody chlewnej (chów owiec stanowiłby dla wielu gospodarstw alternatywę)
  • zmniejszenie rozbieżności między stawkami dopłat do tzw. "zwykłych owiec", a owcami objętymi pakietami genetycznymi
  • podjęcie działań na rzecz zachęcenia polskiego społeczeństwa do spożywania mięsa owczego z wykorzystaniem środków z funduszu promocji
  • zaktywizowanie radców ds. gospodarczych i handlowych, działających w polskich ambasadach, do wyszukiwania partnerów zainteresowanych zakupem polskiej jagnięciny
  • podjęcie negocjacji z dużymi sieciami handlowymi (szczególnie powołującymi się na większościowy udział polskich towarów w obrocie), mających na celu wprowadzenie do sprzedaży mięsa jagnięcego dostarczanego przez rodzimych hodowców
  • popularyzację spożycia mięsa owczego w mediach państwowych

Członkowie rolniczego samorządu podkreślali też, że pogłowie owiec w Polsce spada, co w rejonach podgórskich i górskich grozi tragedią środowiskową.

"Brak 'żywych kosiarek' prowadzi do zarastania tradycyjnych łąk i hal oraz dewastacji krajobrazu, którego walory mają istotne znaczenie dla rozwoju turystyki, stanowiącej główne źródło utrzymania dla licznej grupy mieszkańców"- brzmi na koniec przesłanie MIR.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!