Copy LinkXFacebookShare

Hangary pełne maszyn, krowy słuchające muzyki. PGR ma się dobrze

Krowy słuchają tam muzyki, a o ich dietę dba komputer. Tak jest w ostatnim w Polsce PGR, który w Kietrzu na Opolszczyźnie obronili pracownicy na czele z ówczesnym dyrektorem, któremu chcieliby… wznieść pomnik.

– Jak naszemu papieżowi, tak dyrektorowi Marszałkowi! – mówią Wirtualnej Polsce na dawnym osiedlu pracowniczym. Działający wciąż PGR nie pozostawił bowiem po sobie biedy i beznadziei, jak większość zlikwidowanych.

PGR w Kietrzu od początku istnienia wyróżniał się na tle innych. Nie tylko wynikami, które osiągał, ale też technologiami, jakie wprowadzał. Działo się tak za sprawą ówczesnego dyrektora, Aleksandra Marszałka.

– Prawdziwy fachowiec! Kierownik to się u niego nic nie liczył. Pracownik był najważniejszy – wspomina go jeden z byłych podwładnych. Przyszedł jednak czas, gdy nad PGR nadeszło widmo prywatyzacji. Ale na to nikt nie zamierzał się godzić.

– Wiadomo, jak to z prywatnymi jest. Przyjdą i pozwalniają wszystkich – mówi kolejny z pracowników. Urządzili więc referendum, w którym jednogłośnie opowiedzieli się przeciwko prywatyzacji. Pismo przekazali na ręce ministra, który zgodził się na to. PGR nie trafił więc w prywatne ręce, lecz pozostał własnością państwa. Zachował nawet dawną nazwę: kombinat.

Nie przypomina jednak już dawnego PGR. W hangarze stoją nowoczesne maszyny, a krowy mają nowoczesną oborę, w której słuchają muzyki. Stan zdrowia zwierząt monitoruje komputer, który dobiera też odpowiednią dietę.
 

źródło: Wirtualna Polska

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!