Copy LinkXFacebookShare

Rolnicy wyjadą ciągnikami na drogi. Protest w związku z ASF

W piątek, 22 listopada AGROunia planuje serię rolniczych protestów, które mają pokazać niezadowolenie rolników z powodu szerzącej się epidemii ASF. Problemów na drogach można spodziewać się między innymi w Wielkopolsce, Lubuskiem i na Lubelszczyźnie.

Z naszych informacji wynika, że blokad nie będzie, ale i tak w wielu miejscach kierowcy muszą liczyć się z zatorami spowodowanymi przez jadące powoli ciągniki. W całym kraju może być nawet 20 niezależnych od siebie protestów.

– Formy protestu będą bardzo różne. Wszystko zależy od lokalnych koordynatorów na miejscu – wyjaśnia Mateusz Kacperkiewicz z AGROunii. – Domagamy się tego, aby minister rolnictwa wraz z podległymi służbami na serio zabrali się za walkę z ASF, bo dziś widać całkowitą nieporadność w tym zakresie – dodaje.

Kacperkiewicz zwraca uwagę, że rolnicy o godz. 10 wyjadą na drogi w pokojowym proteście. – Nie chcemy utrudniać życia innym, ale zostaliśmy zmuszeni do działania. Liczymy na to, że urzędnicy pójdą po rozum do głowy i rozpoczną prawdziwą walkę z ASF. Nie ma czasu na pozorowane działania, trzeba brać się do pracy – zastrzega młody rolnik z Wielkopolski.

Utrudnień można spodziewać się między innymi w miejscowości Marchwacz (gm. Szczytniki, woj. wielkopolskie). Rolnicy pojawią się na drodze krajowej nr 12. – Planujemy przejazd w kierunku Opatówka i z powrotem – wyjaśnia Mateusz Kacperkiewicz i dodaje, że o proteście została poinformowana policja.

Podobny przebieg będzie miał protest w województwie lubelskim. – To jest akcja ostrzegawcza. Pokażemy nasze niezadowolenie w zakresie walki z ASF i niekontrolowanego  importu produktów rolnych z Ukrainy – mówi w rozmowie z "Dziennikiem Wschodnim" Andrzej Waszczuk, rolnik z Gęsi (gm. Jabłoń, woj. lubelskie).

O godz. 10 rolnicy planują przejechać ciągnikami od Radzynia Podlaskiego w kierunku Kocka (droga krajowa nr 19), a później wjechać na targ rolny w Radzyniu. Gospodarze zwracają uwagę, że w woj. lubelskim nadal jest bardzo duża populacja dzików.

– Ciągle odnajdywane są i odstrzeliwane chore dziki. A cena za tuczniki jest znacząco niższa niż w pozostałej części kraju i nie zanosi się na poprawę sytuacji – podkreśla Waszczuk. – Działania służb w zachodniej Polsce pokazały, że można podejmować bardziej zaawansowane i radykalne metody ograniczania rozprzestrzeniania się choroby.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!