Reklama

Nakładki Marathon Väderstad. Długodystansowe dłuta
stanislaw_symonowicz
Obecne nakładki są założone przed sezonem i przepracowały 500 ha. Zdaniem właściciela Cultusa przepracują spokojnie jeszcze jeden sezon. fot_Tomasz Bujak
Stosowanie droższych, ale i trwalszych elementów roboczych narzędzi uprawowych, mimo istotnie wyższej ceny zakupu w porównaniu do części standardowych, niesie ze sobą znaczne korzyści.
Kilka lat temu firma Väderstad rozpoczęła stosowanie nakładek o nazwie Marathon, z ostrzami napawanymi węglikiem wolframu. Te elementy robocze różnią się od obecnie stosowanych drugiej generacji m.in. kształtem ostrzy i sposobem nałożenia węglika. Występują one w kilku wersjach: Marathon o szerokości 50 mm, 80 mm i podcinacze boczne typu Marathon. Elementy te mają zastosowanie do agregatów: Cultus, TopDown i Swift (dla ostatniej grupy agregatów nowa wersja Marathonów jest produkowana dopiero od końca 2013 r.). Dostępne są także nakładki o zupełnie odmiennej konstrukcji, do zamontowania na agregatach uprawowych NZA.
Czas na wagę złota
Od kilku lat użytkownikiem nakładek z węglikiem wolframu Marathon jest Stanisław Symonowicz z miejscowości Modgarby w powiecie kętrzyńskim. W jego 500-hektarowym gospodarstwie uprawiane są m.in. buraki, pszenica oraz rzepak – od kilkunastu lat bezorkowo. Symonowicz uprawia glebę m.in. 4,2-metrowym agregatem Vaderstad Cultus. To właśnie do niego zamontował nakładki Marathon o szerokości 80 mm. – Do utwardzonych nakładek namówił mnie przedstawiciel firmy Väderstad. Zużywają się one znacznie wolniej w porównaniu do nakładek standardowych. Nakładki Marathon pierwszej generacji zużywały się w tym samym czasie co 2,5-3 komplety standardowych – czyli u mnie po 500 ha. Wtedy ich cena była porównywalna do ceny trzech kompletów standardowych elementów roboczych. Jednak oszczędziłem dużo czasu na ich wymianę, bo ostrza zamiast trzech razy wymieniałem tylko jeden raz – mówi Symonowicz. Czas w gospodarstwie w Modgarbach jest najważniejszy, szczególnie dlatego, że okres wegetacji w tej części kraju później się zaczyna, a plony wcześniej dojrzewają i schodzą z pola. – Gdy mamy rzepak i po nim pszenicę albo po pszenicy siejemy rzepak, to nie ma wiele czasu na uprawę, o wymianie nakładek nie wspominając. Poza tym mamy dość ciężkie gleby, a w uprawie często przeszkadzają nam deszcze. Dlatego trzeba się spieszyć – wyjaśnia rolnik.
Długość bez zmian
Nowe nakładki robocze Marathon pojawiły się w 2013 r. Wcześniej Stanisław Symonowicz otrzymał od firmy Väderstad w ramach testowania komplet nakładek Marathon pierwszej generacji. Rolnik po niedługim czasie zauważył, że w przeciwieństwie do standardowych utrzymują one zadaną głębokość roboczą. – Okazało się, że węgliki spiekane są tak twarde, że gleba nie wyciera dłut na długość, a raczej na grubość, co sprawia, że utrzymują one głębokość roboczą praktycznie przez cały okres pracy. Oczywiście każdy rok jest inny i po rodzaju zużycia się ostrzy mogę stwierdzić, czy był suchy czy mokry. Gdy jest bardzo sucho, to bardziej zużywają się ostrza na długość, a gdy w sezonie są umiarkowane opady, to ostrza robią się z kolei coraz cieńsze, bo wycierają się równomiernie – wyjaśnia rolnik. – To daje znaczną przewagę agrotechniczną tak wyposażonych narzędzi, bo przez cały czas mamy zachowaną jednakową głębokość roboczą, nie trzeba korygować ustawień narzędzia – omawia Maciej Matuszewski z Väderstad Polska. Potwierdzają to wyniki testu wykonanego w Niemczech w 2009 r. Po około 500 ha ostrza o długości 28 cm utraciły odpowiednio 7,6 cm i 0,3 cm długości. Z kolei po przepracowaniu łącznie ok. 1300 ha wartości te wynosiły dla nakładek standardowych 8 cm i dla nakładek Marathon – zaledwie 0,8 cm.
Nowy Marathon
Nakładki Marathon drugiej generacji mają nową odkuwkę, która jest grubsza od poprzedniej wersji. Ponadto nowe nakładki są odlewane, a nie są elementami wykonywanymi z płaskownika i mają ostrza w trzech częściach, w kształcie pazura. Dotychczas były to elementy zaostrzone w formie grotu strzały. Takie rozwiązanie powodowało duże opory pracy nakładki, z kolei nowa ma element dzielony, co po zsumowaniu daje mniejszą powierzchnię styku dłuta z glebą i mniejszy opór. Inaczej jest również umieszczony sam węglik spiekany. Jest on umocowany punktowo, na trzech osobnych pazurach, jakby palcach. Poza tym nakładka ma nałożony węglik od czołowej, górnej i dolnej strony. W porównaniu do poprzednich nakładek – gdzie nie było węglika od strony spodniej – ta nie ściera się o dno tworzonej dłutem bruzdy. – Nakładka dzięki temu jest cały czas zabezpieczona przed zużyciem poprzez ścieranie, a także zmianą długości – mówi Tomasz Wasilewski, regionalny inżynier serwisu Väderstad.
Dodatkowo nakładki nowej generacji są grubsze w miejscu największego naporu „przepływającej” gleby. Dzięki temu utrzymują optymalny kąt natarcia na glebę. W przypadku standardowych elementów roboczych zmiana długości wskutek ścierania skutkowała, poza utratą głębokości, także zmianą kąta pracy elementów roboczych, co powodowało wzrost oporów pracy narzędzia i wzrost zużycia paliwa. Według niemieckich naukowców przeprowadzających test nakładek Marathon można założyć, że minimalny wzrost zużycia paliwa przez ciągnik, będący wynikiem zmiany kąta pracy elementów roboczych wskutek ich wytarcia, wynosi 5%. Zważywszy na to, że ciągnik Stanisława Symonowicza zużywa ok. 20-22 l oleju napędowego na 1 ha podczas pracy z Cultusem, łatwo jest policzyć, że uprawienie z takimi dłutami może skutkować zwiększeniem zużycia paliwa o 1 l/ha, co w gospodarstwie 500 ha przekłada się na 500 l ON na rok. To przekonujący argument.
Obecne nakładki założone zostały na Cultusie przed sezonem w 2013 r. i przepracowały dopiero 500 ha. Na razie wcale nie wyglądają na zużyte. – Wydaje mi się, że nowe zastąpią do sześciu kompletów zwykłych nakładek, czyli wytrzymają dwa sezony. Opłaca mi się rzadziej zmieniać droższe nakładki niż częściej tańsze. Warto zapłacić za oszczędność czasu, którego nie mam za wiele. Ponadto agrotechnicznego znaczenia równomiernej pracy agregatu nie da wyrazić się w pieniądzach – podsumowuje Stanisław Symonowicz.
Artykuł ukazał się w RPT 1/2014. ZAPRENUMERUJ
