Reklama

Maszyny do zbioru zielonek firmy Pöttinger
maszyny_pottinger
Andrzej Żukowski praktycznie wszystkie narzędzia, poza prasą, którą wynajmuje, ma z gamy sprzętu firmy Pöttinger. Okazuje się, że kupując różne maszyny tego samego producenta, nie zawiódł się na ich działaniu. fot_Tomasz Towpik
Jeśli sprzęt się sprawdza, to zaczynamy ufać marce. Czy ta reguła sprawdza się w praktyce w przypadku sprzętu zielonkowego?
Andrzej Żukowski, który wraz z żoną gospodaruje na ponad 50 ha w miejscowości Jatwieź Mała w województwie podlaskim, po zakupie używanej przyczepy samozbierającej Pöttinger zaufał tej austriackiej marce. Jednak po kilku latach zdecydował, że czas na sprzęt nowszy i wydajniejszy. Dobrze służąca przyczepa Profi trafiła w kolejne ręce, a w gospodarstwie pojawiła się nowsza i wydajniejsza, także firmy Pöttinger. Jak przyznaje rolnik z Jatwiezi, zakup w firmie Adler Agro przyczepy Faro 4000 poprzedziło nabycie kosiarek i zgrabiarki jednokaruzelowej EuroTop 421 N też z logo koniczyny. Następnie rolnik uzupełnił linię maszyn do zbioru zielonek austriackiej firmy w gospodarstwie o przetrząsacz Hit 470. Maszyny te przygotowują paszę dla stada 35 sztuk krów dojnych oraz ponad 30 sztuk młodzieży.
NovaCat i NovaDisc
Po co rolnikowi na 35 ha łąk zestaw kosiarek? Po to, aby kosić wydajnie i zamknąć silos z sieczką z traw w ciągu dwóch dni. Jak mówi Andrzej Żukowski: – Przy pierwszym pokosie muszę zwozić sieczkę dwa dni, tylko przy mniejszych pokosach, ale i tak rzadko udaje się skosić i przywieźć skoszoną trawę na silos w ciągu jednego dnia. Choć wydaje się, że dwie kosiarki, w dodatku zawieszane na jednym ciągniku, to za dużo, ale tak jak w przypadku żniw, tak w przypadku zbioru zielonki do zakiszenia o sukcesie decyduje szybkość i tempo zbioru.
Dlatego Andrzej Żukowski w 2008 r. nabył zestaw kosiarek: przednią dyskową NovaCat Alpha Motion o szerokości roboczej 3 m i tylną NovaDisc 261 o szerokości koszenia 2,6 m.
Rolnik używa zakupionego w tym samym czasie New Hollanda T6020 o mocy nominalnej 112 KM. Choć na pierwszy rzut oka ciągnik wydaje się duży, to podlaski rolnik wyjaśnia, iż przy 112 KM wyposażony jest w opony 600/65 R38. Przekłada się to na małe ugniatanie runi łąkowej. Jednak z drugiej strony moc 112 KM nie jest duża i dlatego obie kosiarki nie są wyposażone w spulchniacze.
Przednia i tylna kosiarka mają mechaniczne blokady do transportu. Aby odblokować przednią, trzeba wysiąść z kabiny i przestawić jedną dźwignię. Tylną standardowo odblokowuje się poprzez pociągnięcie za sznurek. Andrzej Żukowski kosi z prędkością ok. 11 km/h. Jak z uśmiechem przyznaje: – Mógłbym szybciej, ale sprzętu szkoda i przy 11 km/h mogę spokojnie kontrolować pracę kosiarek.
Bez zatrzymania
Zestaw kosiarek przedniej czołowej i tylnej pojedynczej sprawia, że jak twierdzi rolnik, wykonywanie skrętów w prawo musi być jak najłagodniejsze, gdyż mogą zostawać pasy nieskoszone. Dlatego najczęściej, jeśli na łące musi skręcać w prawo, to kończy przejazd prosto i cofa nieco, a następnie rozpoczyna po skręcie koszenie ponownie na wprost. Pomaga mu w tym możliwość podniesienia kosiarek tylko do pozycji uwrociowej. Nie musi zastanawiać się, ile czasu trzymać dźwignię złącza hydrauliki, tylko jednym pociągnięciem podnosi kosiarkę, a mechaniczna blokada nie pozwala podnieść jej za wysoko. Oczywiście do składania trzeba zwolnić tę blokadę.
Ze względu na specyfikę pracy zestawu kosiarek Andrzej Żukowski jest przekonany, że akurat w takiej sytuacji bębnowe kosiarki nie miałyby kłopotu. Jednak mimo wszystko dyskowe wymagają mniej mocy.
Kosiarka czołowa układa pokos między kołami ciągnika i zdaniem Andrzeja Żukowskiego nie ma problemu z najeżdżaniem kołami na świeży pokos. Jedynie przy cofaniu rolnik nauczył się, aby kosiarkę przednią przy cofaniu podnosić, gdyż kilka razy zdarzyło mu się zgiąć tarczę zawężającą pokos.
Z obsługą obu kosiarek nie trzeba się długo zaznajamiać. Producent pomyślał o kilku szczegółach, które znacznie ułatwiają użytkowanie. Dobrym przykładem może być np. napinanie pasa przenoszącego napęd na listwę tnącą w tylnej kosiarce. Na pierwszy rzut oka przykręcona pokrywa oznacza mozolne odkręcanie tylko po to, aby pas naciągnąć. Jednak wcale tej pokrywy odkręcać nie potrzeba. Przy sprężynie napinającej mamy wskaźnik pokazujący prawidłowy naciąg i jeśli na skutek wyciągnięcia pasów musimy poprawić naprężenie, robimy to bez zdejmowania pokrywy, za pomocą śruby przy sprężynie. Ponadto płozy ślizgowe pod listwą tnącą są mocowane za pomocą dwóch śrub. Dlatego w razie ich wytarcia lub zgubienia możemy każdą wymienić indywidualnie.
Najpierw Hit, potem Top
Andrzej Żukowski mówi, że przetrząsa tylko pierwszą, najbliższą łąkę po skoszeniu tej części łąk, z których sieczka posłuży do zamknięcia jednego silosu. Jak tłumaczy, tylko ta pierwsza część musi być wspomożona w doschnięciu. Następne łąki, których przyczepa zabiera pokos, już nie wymagają wspomagania podsuszania poprzez przetrząśnięcie. Jednak mimo wszystko nie wyobraża sobie, aby w ogóle zrezygnować z przetrząsacza.
Stąd decyzja o zakupie przetrząsacza czterokaruzelowego, a nie sześciokaruzelowego, jak pierwotnie chciał uczynić rolnik z Jatwiezi Małej. Poziome karuzele z możliwością regulacji intensywności przetrząsania sprawiają, że rolnik zauważa to, iż skoszona masa jest szybciej przygotowana do zgrabienia dzięki lepszemu zerwaniu przez palce warstwy woskowej na liściach. Różna długość palców umożliwia czyste podbieranie masy. Hit 470 ma cztery karuzele i zdaniem rolnika nawet nie ma co porównywać jakości jego pracy do wcześniej posiadanej przetrząsaczo-zgrabiarki gwiazdowej. Praca, która kiedyś zajmowała znacznie więcej czasu, a i tak czasami trzeba było poprawiać ręcznie rozrzucenie, teraz kończona jest praktycznie w jednym przejeździe.
To samo dotyczy jednokaruzelowej zgrabiarki EuroTop 421 N o szerokości zgrabiania 4,2 m. Jak podkreśla Andrzej Żukowski: – Zbiera czysto i szybko, ale jakbym miał wybierać, to wiem, że pewnie zdecydowałbym się na dwukaruzelową. Rolnik tłumaczy to tym, że przyczepa samozbierająca poradzi sobie bez problemu z większym wałkiem pokosu, a przy dwukaruzelowej byłoby jednak o połowę mniej przejazdów. Jest to o tyle ważne, że przyczepa zabiera materiał dość szybko, a zgrabiarka znacznie wolniej go przygotowuje. Dlatego bywa, że czasem przyczepa dogania zgrabiarkę i trzeba poczekać na przygotowanie wałków do zbioru.
Takiego problemu Andrzej Żukowski nie ma na części łąk, z których przygotowuje siano. Ponadto EuroTop jest dla rolnika znacznie łatwiejszy w obsłudze i transporcie. Szybkie wyjmowanie ramion i osadzanie na miejscach do transportu, możliwość regulacji wysokości karuzeli nad łąką oraz tandemowe koła kopiujące teren przekładają się na, jak podkreśla rolnik, czystą paszę.
Faro kończy zbiór
Przyczepa Faro 4000, od której zaczęła się praca z nowymi maszynami austriackiej firmy dla Andrzeja Żukowskiego, ma pojemność 40 m3. Rolnik wybierał ją pod kątem maksymalnej objętości przy jak najmniejszym nacisku na glebę. Dlatego na tandemowej osi znajdują się koła z oponami o rozmiarze 600/44 R22,5. Jednak nawet tak szerokie ogumienie nie uchroniło go przed kilkoma trudnymi sytuacjami. Teren, gdzie położone są łąki, bywa zalewany, dlatego czasem na naturę nie ma siły. Inną specjalnością tej przyczepy są trzy wały rozdrabniające. Standardowo austriacki producent oferuje dwa takie wały. Jednak jak zauważył rolnik, przy dwóch wałach było konieczne dodatkowe rozgarnięcie i wyrównanie masy w silosie. Trzy wały rozrzucają wyładowywaną masę na tyle równomiernie, że bezpośrednio po przywiezieniu można silos ugniatać.
Dzięki prostemu panelowi sterowniczemu obsługa przyczepy z kabiny ciągnika nie przyprawi o zawrót głowy. Podobnie jeśli chodzi o konserwację. Punkty smarowania są czytelnie opisane, a pod klapą, gdzie schowane są elektrozawory, mamy dokładnie rozpisane, który zawór odpowiada za którą funkcję. Dzięki temu szybko możemy zlokalizować potrzebny elektrozawór, jeśli któraś z funkcji odmawia posłuszeństwa. Jak na razie Andrzej Żukowski nie miał okazji, aby sprawdzić, czy łatwo znaleźć zawór niedziałającej funkcji, gdyż przyczepa przepracowała już sześć lat bez awarii. Natomiast regularnie korzysta z listy punktów do smarowania, co jak podkreśla, daje pewność, że maszyna nie zawiedzie. Faro współpracuje z tym samym New Hollandem T6020. Zdaniem rolnika taki zestaw jest optymalny dla jego potrzeb pod względem stosunku mocy ciągnika do pojemności przyczepy.
Artykuł ukazał się w RPT 9/2014. ZAPRENUMERUJ
