Copy LinkXFacebookShare

Gruber Mandam KUS w teście RPT

W 2015 roku postanowiliśmy przetestować w pracy najmniejszy i najprostszy agregat podorywkowy rodzimej marki Mandam. Poligon dla gliwickiego narzędzia o nazwie KUS 2,2 S stanowiło ściernisko po pszenicy z pozostawionymi na polu pociętymi i rozrzuconymi resztkami pożniwnymi.

 

Wzięty pod lupę agregat to najmniejsza obecnie w ofercie Mandamu jednostka do podorywki o szerokości roboczej 2,2 m. Wcześniej dostępny był jeszcze agregat w rozmiarze 1,8 m. Producent jednak zaniechał już jego wytwarzania.

Głównym zespołem roboczym kultywatora są rozmieszczone w dwóch rzędach zęby. Przy modelu KUS 2,2 S jest ich pięć. W dolnej części zębów zamontowane są obsady dla elementów biorących udział w podcinaniu ścierniska i przemieszczaniu przechwyconego materiału. W środkowej części zęba przykręcone są dłuta o szerokości 8 cm. Podcięty przez nie fragment gleby z pozostałościami roślinnymi jest kierowany po łuku ku górze na przedłużenie.

Zarówno dłuto, jak i odkładnia przymocowane są do wspornika za pomocą tylko jednej śruby. Natomiast ich obracaniu się zapobiega wzajemne klinowane połączenie. Słupice wzbogacone są ponadto w boczne skrzydła. Wszystkie elementy robocze tworzą tzw. łapę odpowiedzialną przede wszystkim za intensywne mieszanie resztek z glebą.

Warto zauważyć, że odkładnie przy skrajnych zębach mają odmienny kształt od pozostałych. Ich powierzchnia jest wyraźnie zwiększona i zakrzywiona ku środkowi agregatu. Graniczne przedłużenia przypominają wyglądem napięty żagiel na wietrze. Rozwiązanie to ma zabezpieczyć przed wydostawaniem się gleby poza pas roboczy danego przejazdu. Naszym zdaniem pomysł ten zdaje egzamin i w większości przypadków powinien wystarczyć. Testowany agregat był wprawdzie wyposażony w opcjonalne talerze obrysowe, dedykowane specjalnie do ochrony przed wyrzucaniem gleby poza granice zagonu, jednak ich udział wydawał się w tej roli zbyteczny.

 

Litera na końcu nazwy modelu informuje o zastosowanej ochronie zębów przed przeciążeniem. Agregat KUS 2,2 S legitymuje się automatycznym mechanicznym bezpiecznikiem w postaci sprężyny spiralnej. Dostępny jest wariant jedno- i dwuelementowy. Za ten drugi trzeba dopłacić. Dostarczony do sprawdzianu kultywator wyposażony był w opcjonalną podwójną sprężynę. To rozwiązanie na cięższe gleby. W warunkach naszego testu wystarczyłyby pojedyncze bezpieczniki.

Gwintowane końcówki goleni sprężyn pozwalają na bezstopniową regulację ich wstępnego naciągu, a zarazem siły wyzwalającej. Czynność tą wykonujemy oczywiście indywidualnie dla każdego zęba. Co ciekawe, producent w instrukcji obsługi nawet nie wspomina o tej możliwości. Na gleby ze sporadycznie pojawiającymi się kamieniami oferowany jest kultywator z zębami zaopatrzonymi w śruby ścinane.

Pochwała firmie Mandam należy się za duży prześwit pod ramą wynoszący 80 cm. Nasze warunki nie były szczególnie wymagające dla KUS-a. Usłane resztkami po pszenicy ściernisko mieszaliśmy na głębokość 8-10 cm. Według nas agregat nie powinien się jednak zapchać także w mniej sprzyjających okolicznościach.

Producent podaje, że maksymalna dopuszczalna głębokość pracy KUS-a to 15 cm. Regulacja tego parametru tradycyjnie jest związana ze zmianą położenia wału doprawiającego względem zębów. Wał przymocowany jest do ramy przegubowo poprzez śruby.

Końcówki jego ramion wsporczych mają nawiercone po trzy otwory. Dzięki nim możemy zmieniać odległość wału doprawiającego od pozostałych elementów roboczych. Fabrycznie ustawiony jest zawsze najkrótszy dystans, który przy naszym zadaniu w zupełności zdawał egzamin.

Więcej przeczytasz w RPT 2/2016 – ZAPRENUMERUJ

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!