Copy LinkXFacebookShare

Drobiarze alarmują. Tracimy setki tysięcy złotych!

Hodowcy i producenci drobiu znajdują się obecnie w dramatycznej sytuacji. Zarówno właściciele stad zarodowych jak i producenci żywca tracą setki tysięcy złotych. Apelują o pomoc i alarmują, że w czasie pandemii koronawirusa są pozostawieni sami sobie.

– Jesteśmy producentami od ponad 30 lat. Mamy niewielką firmę rodzinną, na której sami pracujemy. Specjalizujemy się w produkcji brojlerów. Produkujemy około 300 ton żywca drobiowego rocznie. Obecnie jesteśmy w dramatycznej sytuacji i nikt nie chce nam pomóc – mówią hodowcy drobiu z woj. śląskiego (nazwisko znane redakcji), którzy zadzwonili do naszej redakcji z apelem o nagłośnienie ich bardzo trudnej sytuacji.

Producenci tłumaczą, że na sprzedaży brojlerów stracą nawet od 90 do 100 tysięcy złotych.

– Cena skupu brojlerów obecnie wynosi 1,7 zł za kilogram żywca. Natomiast jedno pisklę kosztuje 1,8 zł. Nasz jednorazowy wsad wynosi około 17 ts. piskląt – tłumaczą hodowcy.

Cena skupu, która gwarantuje opłacalność dla producentów, powinna być wyższa od 3,2 zł za kg żywca.

– Cena 3-3,2 zł za kg oznacza dla nas wyjście na tzw. zero. Ostatnia sprzedaż, którą mieliśmy w marcu, jeszcze była dla nas opłacalna. Otrzymaliśmy wówczas 3,7-3,8 zł za kg, choć nawet wtedy była ona bardzo loteryjna, w przeciwieństwie do ceny piskląt, która jest w miarę stabilna – mówią rolnicy.

Cykl produkcyjny brojlerów od zakupu piskląt trwa 6-7 tygodni. Rolnicy podkreślają, że za chwilę będą sprzedawać brojlery i wskutek obecnej ceny żywca drobiowego stracą około 100 tys. złotych.

Producenci drobiu ze Śląska zwracają uwagę na fakt, że są oni ostatnim ogniwem, który traci najwięcej.

– My rozumiemy, że wszyscy muszą zarabiać, ubojnie, hurtownie i oczywiście handel. Ale to co się obecnie dzieje przechodzi ludzkie pojęcie. Ostatnio dostałam sms-a z jednej z sieci handlowych, która informuje o swojej promocji na mięso drobiowe. Kilogram udek z kurczaka kosztuje tam 2,45 zł. To jest skandal! Nawet pęczek pietruszki jest teraz droższy. Jak my mamy w takich warunkach wyprodukować kurczaka, żeby to się nam opłacało? – pytają zrozpaczeni hodowcy.

Hodowcy dzwonili w swojej sprawie do ministerstwa rolnictwa do departamentu przetwórstwa i rynków rolnych z prośbą o pomoc oraz po to, aby zaalarmować odpowiednie władze o sytuacji na rynku drobiarstwa.

– To była bardzo nieprzyjemna rozmowa. Dzwoniliśmy z problemem, a druga strona w ogóle nie chciała nas słuchać i prowadziła z nami monolog. Pan nam powiedział, żeby nie dokładać do interesu, nie wstawiać nowych zwierząt. Tymczasem my mamy kredyty, które musimy spłacać. Nie możemy nagle zaprzestać naszej działalności – tłumaczą rolnicy i dodają:

– My jako ostatnie ogniwo produkcji drobiu ponosimy największe straty. Czy mamy zadłużać w nieskończoność nas i nasze dzieci? Ile czasu będziemy musieli wracać do normalności, żeby wyjść na zero? Czy ktoś w ogóle o tym myśli?

Rolnicy podkreślają, że sektor drobiarski został pozostawiony sam sobie.

– Nie mamy żadnych dotacji, nie obowiązuje nas tarcza antykryzysowa. Jesteśmy traktowani jako specjalny dział rolnictwa, któremu nie trzeba pomagać. Tak już jest od wielu lat, tylko nikt o tym głośno nie mówi – tłumaczą hodowcy i dodają:

– Dzwoniłam już chyba wszędzie gdzie się da. Również do organizacji i instytucji drobiarskich. Niestety nikt nam nie pomaga, nikt nie naświetla naszych problemów.

Hodowcy zwracają również uwagę na to, że nie mogą liczyć na pomoc ze strony banków.

– Pomoc banków polega na zamrożeniu kapitału kredytu na 3 miesiące. Musimy jednak płacić odsetki, a rata kapitału i tak później zostanie doliczona do spłaty – mówią rolnicy.

Producenci drobiu ze Śląska ostrzegają, że za chwilę taka sama sytuacja może spotkać stada zarodowe, w efekcie czego na rynku zacznie brakować piskląt do wsadów. A to grozi załamaniem całego rynku drobiarskiego.

– My żywimy naród za darmo, naszym kosztem. Robimy dla konsumentów podarunek w postaci taniej żywność. W tych trudnych czasach jesteśmy dla nich sponsorami. A kto nas będzie sponsorował? Zadłużamy siebie i nasze rodziny na pokolenia. Czy tak powinno to wyglądać – podsumowują zrozpaczeni hodowcy i dodają:

– My mamy zobowiązania i kredyty. Musimy mieć pieniądze na życie. Apelujemy więc o pomoc oraz interwencję, bo za chwilę będzie za późno nie tylko dla nas, ale dla całego polskiego rynku drobiarskiego.



Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci rozpoczęli kontrole rolników. „Nie będzie taryfy ulgowej”

Weterynaryjny Numer Identyfikacyjny, WNI, ARiMR, Inspekcja Weterynaryjna, hodowcy, bydło, trzoda chlewna, drób
Hodowla

Weterynaryjny Numer Identyfikacyjny. Będzie prostsza procedura

VIII Lubuska Konferencja Bydła Mięsnego, hodowla bydła mięsnego, buhaj limousine, żywienie mamek, pierwiastki, selekcja bydła
Hodowla

Lubuska Konferencja Bydła Mięsnego odbyła się po raz ósmy