Zamiast produkować, rolnicy toną w papierach. Kiedy to się skończy?
teczka_dokumenty
Stosy dokumentów do wypełnienia to zmora polskich rolników. Foto_Krzysztof Zacharuk
W resorcie rolnictwa będą szukać uproszczeń np. w aplikacjach o unijne dotacje dla gospodarzy. Jak jednak zaznaczył wiceminister Ryszard Zarudzki, nie da się wyeliminować całej biurokracji w sposób stuprocentowy.
Wnioski o dopłaty, wnioski o rekompensaty, załączniki, dodatki, dokumentacje – współczesny, aktywny rolnik może rzeczywiście utonąć w papierach.
Niektórzy tworzą już w swoich domach specjalne pokoje "biurowe", gdzie te stosy można odkładać i uzupełniać.
O to, by wreszcie skończyć z papierologią apelował do posłów z sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz reprezentantów resortu rolnictwa Waldemar Wojciechowski, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych.
– Proszę mi wierzyć, że jako rolnik doskonale wiem, co mam robić we własnym gospodarstwie, aby poprawiać warunki bytowe własnej rodziny. Nie jestem rolnikiem od tego, aby wypełniać sterty dokumentów do agencji restrukturyzacji. Nie jestem rolnikiem od tego, aby słuchać, że za moment nie będzie mi wolno wpuścić do obory pieska, kotka albo jaskółki. Jestem od tego, aby produkować zdrową polską żywność i to robię. A rząd jest od tego, aby zadbał o zbyt tej żywności za godziwą dla mnie cenę – wskazywał Wojciechowski.
Podkreślał, że rolnicy cały czas borykają się z brakiem miejsc zbytu, a jednocześnie toną w stertach dokumentów.
– Jeżeli ja, rolnik z gminy Kocierzew w powiecie łowickim, mam 34 ha ziemi i przykładowo roczna dopłata wynosi 800 zł, to naprawdę nie trzeba być fenomenem, żeby to szybko policzyć. Proszę was, skończcie z papierologią, bo to jest nikomu niepotrzebne. A jeżeli ciocia Unia tego wymaga, to może zachowajmy się tak, jak Wielka Brytania i po prostu wyjdźmy z UE, bo ona nam nic dobrego nie zrobiła poza tym, że nas skłóciła – wzywał działacz OPZZRiOR.
Według posła Jana Krzysztofa Ardanowskiego (PiS) rolnik może sobie poradzić tylko z niektórymi sprawami na poziomie pojedynczego gospodarstwa. Ale już nie z infrastrukturą techniczną czy regulacjami związanymi z przyrodą.
– A więc stwierdzenie "nie przeszkadzajcie nam, pozwólcie nam pracować" jest absolutnym niezrozumieniem tego, co się w tej chwili dzieje w rolnictwie i wokół rolnictwa. Twierdzenie, że rolnik ma produkować i nie zajmować się niczym innym może było dobre w okresie głębokiego komunizmu czy w czasach, kiedy na produkcję rolniczą było ogromne zapotrzebowanie – przekonywał poseł.
– W tej chwili kwestia, jak ustawić produkcję i jak sprzedać produkcję jest równie ważna, jak wyprodukowanie towaru. To musi interesować również rolnika – dodał parlamentarzysta.
Wiceminister rolnictwa Ryszard Zarudzki zaznaczał, że jako praktyk wie czym jest "nieszczęsna" biurokracja.
Zapewniał, że m.in. po każdym zakończonym naborze wniosków o wsparcie w ramach PROW będą sprawdzane biznesplany, instrukcje do wniosku czy sam wniosek pod kątem ewentualnych uproszczeń.
Nie ukrywał jednak, że nie da się wyeliminować całej biurokracji w sposób stuprocentowy. – Raczej potrzebny jest dobry, tani, bezpośredni, przemyślany i dobrze zorganizowany system doradztwa, żeby rolnik czuł, że nie musi się zajmować papierologią, bo ktoś za niego to zrobi – wyjaśniał wiceminister.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
