Polska może przyjąć euro najwcześniej za kilkanaście lat
morawiecki_euro.jpg
Mateusz Morawiecki nie zwolennikiem szybkiego wejścia Polski do strefy euro. Foto_PAP/Rafał Guz
Przyjęcie unijnej waluty można rozważyć za 10-20 lat, gdy Polska będzie bardziej podobna do krajów strefy euro pod względem wielu parametrów makro- i mikroekonomicznych – przekonuje Mateusz Morawiecki, wicepremier, minister rozwoju i finansów.
Dziennikarze chcieli, by wicepremier odniósł się do wywiadu Jarosława Kaczyńskiego, szefa PiS dla "Rzeczpospolitej", który m.in. odpowiadał na pytanie, czy nie nadszedł czas o powrót do dyskusji o wejściu Polski do unii walutowej.
Morawiecki podkreślił, że Polska nie jest jeszcze podobna pod względem struktury gospodarczej, branżowej, poziomu rozwoju i wynagrodzeń czy swobody przepływu usług między Polską, Francją, Niemcami, Holandią, do państw strefy euro.
– Jak będziemy za 10-20 lat bardziej podobni co do wielu parametrów makro- i mikroekonomicznych, to oczywiście można to rozważyć – zauważył.
Uznał, że takie rozważanie nie stoją w sprzeczności ze zobowiązaniami akcesyjnymi Polski, istnieje natomiast sprzeczność z zapisem polskiej konstytucji, która mówi, że środkiem płatniczym w Polsce jest złotówka.
– Więc też musielibyśmy w referendum rozstrzygnąć. To naprawdę jest temat wielowątkowy. Przestrzegałbym przed uproszczeniami takimi, jakie robi opozycja – "szybciutko wejdźmy teraz do strefy euro". Tak szybko jak byśmy weszli, tak szybko możemy tego żałować – zaznaczył.
Podkreślił, że jedną z przyczyn ostatniego kryzysu były nierównowagi – w tym nierównowaga handlowa i nierównowaga w bilansie rachunku bieżącego – pomiędzy południową a północną częścią strefy. – Południe Europy cierpi na niemożność dewaluacji własnej waluty, na brak możliwości emisji obligacji we własnej walucie, brak kontroli nad polityką monetarną i polityką stopy procentowej – wskazał Morawiecki.
