Niewidzialne mniej słyszalne
img_0958
Jak uzyskać paszę objętościową dobrej jakości omówił Krzysztof Białoń z firmy AdiFeed
Okazją do przedstawienia projektów i badań związanych z funkcjonowaniem elektrowni wiatrowych była zorganizowana 27 i 28 maja w Serocku pod Warszawą, już po raz dziewiąty, konferencja Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Jednym z jej punktów była prezentacja dotycząca percepcji hałasu powodowanego przez turbiny. Tematem tym zajmują się naukowcy z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Chcą określić nowe kryteria oceny dokuczliwości hałasu generowanego przez turbiny, a także zweryfikować i zaktualizować metody jego pomiaru oraz prognozowania.
– Staramy się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ten stosunkowo cichy hałas może być odbierany jako dokuczliwy. W efekcie chcemy wypracować normy lepiej dostosowane do specyfiki turbin wiatrowych oraz rozwiązania pozwalające na zmniejszenie dokuczliwości i zwiększające akceptację dla tego typu obiektów – wyjaśniła prof. Anna Preis z Instytutu Akustyki UAM.
Neutralny lub pobudzający
Profesor przytoczyła dane dotyczące hałasu turbin, które generują przeciętnie około 40 dB, czyli tyle, ile domowa lodówka. Nie ma więc mowy o ich szkodliwym wpływie na organizm. Grozi on dopiero w przypadku oddziaływania na człowieka (przez osiem godzin dziennie) dźwięku o poziomie przekraczającym 85 dB. Prof. Preis zwróciła też uwagę na to, że w przypadku elektrowni wiatrowych niezwykle istotna jest interakcja wzrokowo-słuchowa, bo na każdego z nas oddziałują różne zmysły. Ponieważ nie mamy wpływu na stałe przetwarzanie informacji dźwiękowej w korze mózgowej, hałas może być neutralny lub pobudzający emocjonalnie. Jego percepcja zależy więc nie tylko od parametrów, ale również od samego człowieka, jego nastawienia oraz upodobań.
Identyczna dawka, różne reakcje
Dźwięk turbin może natomiast wiązać się z dokuczliwością. Zgodnie z podejściem tradycyjnym, odpowiada za niego jeden czynnik – LDWN, czyli dzienno, wieczorno, nocny roczny równoważny poziom dźwięku, będący typowym elementem, przy pomocy którego mierzymy poziom hałasu. Istnieje jednak podejście środowiskowe, w myśl którego o dokuczliwości decydują także inne elementy jak: głośność, ostrość, chropowatość i siła fluktuacji. Z ich znaczenia zdają sobie sprawę specjaliści pracujący nad normami dla hałasu turbinowego, którzy w normie PN–EN 61400-11 (dotyczącej procedury pomiarowej) proponują wprowadzenie poprawek ze względu m.in. na infradźwięki, niskoczęstotliwościowy hałas, impulsowość i niskoczęstotliwościową modulację.
Z LDWN wiąże się pojęcie tzw. miary dawki hałasu i miary reakcji na różny poziom hałasu, czyli procenta mieszkańców oceniających go jako dokuczliwy. Po ich zestawieniu i analizie okazuje się, że różne poziomy dawki hałasu generują podobne poczucie uciążliwości. Tyle samo ludzi twierdzi, że dokuczliwy jest hałas lotniczy na poziomie 53 dB, hałas samochodowy na poziomie 60 dB i hałas szynowy na poziomie 65 dB. Prof. Preis zaprezentowała najnowsze badania uwzględniające hałas turbiny wiatrowej i stacji rozrządowej. Przy analogicznej dawce na poziomie 50 dB najbardziej dokuczliwy okazał się hałas tej drugiej, potem turbiny, dalej lotniczy, przemysłowy, samochodowy i na końcu szynowy. Hałas przemysłowy dla poziomu 45 dB wywołał jednak ocenę „skrajnie dokuczliwy” tylko u około 3% ludzi, podczas gdy ten sam poziom hałasu w przypadku turbin wiatrowych oceniło analogicznie aż 6% mieszkańców. – Paradoksem jest to, że zarówno hałas przemysłowy, jak i turbiny należą do tej samej grupy i obowiązują dla nich te same wartości dopuszczalne. Z drugiej strony warto zauważyć, że na przykład dla hałasu lotniczego, choć jest on odbierany jako bardziej dokuczliwy od przemysłowego, obowiązują dziś wartości wyższe. Jest to niekonsekwencja, nad którą chcemy popracować – dodała.
Ekspert podkreśliła rolę elementów wpływających na subiektywną ocenę postrzegania hałasu turbin jako uciążliwego. Wyróżniła wśród nich m.in. czynniki akustyczne, w tym niskoczęstotliwościowe słyszalne fluktuacje amplitudy (tzw. modulację amplitudową).
Cena spokoju
W ramach grantu poznańscy badacze chcą wypracować nowy sposób mierzenia tych fluktuacji, które – występując w hałasie turbin przy relatywnie niskim poziomie LAeqT – są najbardziej prawdopodobną przyczyną ich dokuczliwości. Oprócz nich prof. Preis podkreśliła znaczenie czasu ekspozycji (40% ludzi twierdzi, że turbiny są głośniejsze w nocy) oraz czynników nieakustycznych. Są nimi: zysk ekonomiczny (osoby, które otrzymują gratyfikację, nie narzekają na hałas, chociaż słyszą go tak samo jak ci, którzy się na niego skarżą), wpływ wzroku (ludzie, którzy widzą turbiny, narzekają bardziej niż ci, którzy ich nie widzą), przewidywalność i kontrola (ludzie, którzy narzekają na hałas turbiny, nie mają wpływu na informacje dotyczące czasu jej pracy, szczególnie w nocy) oraz nastawienie społeczności. – Nowe urządzenie, odbierane jako nieprzyjazne dla środowiska, wywołuje reakcję negatywną. Ale jeśli wprowadzenie turbin jest konsultowane z ludźmi, wtedy ich reakcja się zmienia. Postępowanie typu „montujemy tyle turbin, ile tylko można”, zwykle kończy się fiaskiem i kłopotami z mieszkańcami – oceniła prof. Preis.
Czarny PR dotyka wiatraki
Najnowsze doświadczenia w praktyce przed- i powykonawczych monitoringów dla farm wiatrowych oraz badania związane z aspektem ornitologicznym zaprezentował z kolei prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, współautor projektu „Wytycznych dotyczących oceny oddziaływania elektrowni wiatrowych na ptaki”. Profesor rozwiał wiele mitów na temat szkodliwości tego typu instalacji. – Czy tego chcemy, czy nie, idealny świat nie istnieje. Żeby żyć, potrzebujemy energii, bo takie jest prawo fizyki. I każdy sposób jej pozyskiwania wpływa na środowisko, bez względu na to, czy chodzi o energię konwencjonalną, czy niekonwencjonalną – przekonywał. – Negatywne konsekwencje mają, na przykład, olbrzymie inwestycje hydroenergetyczne, choć są one uważane za „zieloną” energię. Na tym tle zaskakuje niezwykle czarny PR dotykający farmy wiatrowe, który nie wiąże się z ich realnym wpływem na środowisko, lecz z pewnymi zaszłościami wynikającymi z tego, że nauka w dużej mierze reaguje na to, co było kiedyś.
Minimalna kolizyjność
Prof. Tryjanowski wyjaśniał, że wiedzę o wpływie turbin na ptaki czerpiemy z prac powstałych przed 20 lub 30 laty, bazujących na zupełnie innych rozwiązaniach. O ile pierwsze turbiny, stawiane np. w Hiszpanii czy Kalifornii, miały rzeczywiście niekorzystną lokalizację, przecinały szlaki migracyjne i powodowały zwiększoną kolizyjność, o tyle zagrożenia tego typu minimalizuje współczesna energetyka wiatrowa, będąca jedną z najbardziej innowacyjnych branż na świecie.
(red)
Więcej z tej kategorii
„Energia dla Wsi” – wnioski o wsparcie na 1,7 mld zł
Uwaga, ważny nabór wystartował. Gospodarstwa mogą pozyskać środki na inwestycje w OZE
„Mój Prąd” właściwie wyczerpany, nabór na „Energię dla wsi” też może być skrócony
