Walka z ASF słono nas kosztuje. Gospodarka traci setki milionów
poczta_5
Janina Poczta produkuje tuczniki, w sumie 4,5 tysiąca sztuk rocznie. Hodowczyni sama kupuje warchlaki za pośrednictwem firmy, która sprowadza je z Danii. Foto_Mirosław Lewandowski
Maksymalne ograniczenie populacji dzików i zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa ASF, zabezpieczenie granicy przed kolejnymi zakażeniami i bioasekuracja gospodarstw – to priorytety w walce z chorobą.
Pod koniec lutego pojawiło się w Polsce 108. ognisko ASF u trzody chlewnej. Rolnicy, którzy ponoszą straty w produkcji, składają pierwsze wnioski o rekompensaty finansowe.
– Po dwóch latach negocjacji udało nam się przekonać KE, żeby przyjąć polski program pomocy finansowany w całości ze środków krajowych, rekompensujący straty w dochodach gospodarstw z terenów, na których wystąpił ASF i gdzie rolnicy ponoszą straty w produkcji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Bogucki, wiceminister rolnictwa.
– Od stycznia mamy rozporządzenie Rady Ministrów w tej sprawie. Hodowcy składają już pierwsze wnioski. Co kwartał będą mogli robić to ponownie. Jeden z najistotniejszych dla gospodarzy problemów mamy rozwiązany. Borykaliśmy się z nim przez dwa lata, uruchamiając nadzwyczajną pomoc czy jednorazowe mechanizmy wsparcia – dodaje polityk.
Walka z wirusem kosztowała już gospodarkę ponad 140 mln zł. Jak podaje Główny Inspektorat Weterynarii, ASF powoduje bardzo straty ekonomiczne w przemyśle mięsnym oraz hodowli, powodowane upadkami świń, kosztami likwidacji ognisk choroby, a także wstrzymaniem obrotu i eksportu świń, mięsa wieprzowego oraz przetworów.
Od lutego Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa prowadzi nabór wniosków o przyznanie pomocy finansowej dla producentów trzody chlewnej z terenów objętych afrykańskim pomorem świń.
– Kolejny aspekt to uruchomienie pomocy dla rolników, którzy na obszarze całej Polski będą wprowadzać zasady bioasekuracji lub zawieszać czasowo hodowlę świń. O taką pomoc wystąpiliśmy do Komisji Europejskiej. Projekt rozporządzenia w tej sprawie jest już na etapie uzgodnień międzyresortowych – mówi Bogucki.
Umożliwienie skuteczniejszej walki z ASF miała na celu także specustawa podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę w grudniu ubiegłego roku. Zakłada m.in. uśmiercanie odłowionych dzików i budowę ogrodzenia na wschodniej granicy, która ma zapobiegać migracji zwierząt i rozprzestrzenianiu się wirusa.
– Spośród do tej pory sześciu obszarów, w których wybuchała choroba, pięć ma pierwotne źródło w migracji dzików przez granicę. To mamy potwierdzone i udowodnione. Niestety, w obszarze pierwotnego zakażenia, a więc tam gdzie mieliśmy pierwsze ognisko w 2014 roku (pow. sokólski, woj. podlaskie) przez 1,5 roku nie mieliśmy żadnego przypadku choroby u dzików ani świń. W tym roku ponownie wirus pojawiła się tam przez migrację zwierząt – informuje wiceminister.
[WIDEO] Mówi Jacek Bogucki, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Resort przygląda się poczynaniom Czechów, którzy na terenach leśnych wygrodzili teren, gdzie pojawił się ASF. – Mamy nadzieję, że ta metoda się sprawdzi. Będzie to dowód na to, że budowa ogrodzenia granicy ma sens i że jeśli pojawiają się ogniska w obszarach niezurbanizowanych, można zastosować taką metodę. My nie mamy takiej możliwości, choćby tu pod Warszawą, dlatego jedynie redukcja populacji dzików jest rozwiązaniem tego problemu – wiceszef resortu.
Bogucki ocenia, że gdyby zapora stanęła na granicy 4-5 lat temu, dzisiaj afrykański pomór świń nie stanowiłby już problemu dla hodowców i gospodarki. Natomiast w tej chwili najistotniejsze w walce z ASF jest maksymalne ograniczenie populacji dzików i zatrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa w środowisku, zabezpieczenie granicy przed kolejnymi zakażeniami wtórnymi i bioasekuracja gospodarstw.
– Kolejny element to działania służb na granicy, które nie pozwalają, aby przewożona była potencjalnie zakażona żywność, aby wirus w inny sposób nie dostawał się w różne części kraju. To jest duże wyzwanie, do tej pory żadnemu krajowi Europy nie udało się zwalczyć ASF w krótkim czasie. W Polsce – mimo, że choroba przesuwa się, a jej zasięg się zwiększa – to przebiega to w o wiele wolniej niż w innych krajach – kończy wiceminister.
- Książki warte polecenia: Sygnały świń
