Copy LinkXFacebookShare

Tucz kontraktowy nie wpływa na większy import prosiąt?

Prosięta z Danii są najczęściej kupowane przez polskich producentów świń. W ubiegłym roku do naszego kraju trafiło 4,7 mln duńskich warchlaków. Nie jesteśmy największym odbiorcą tych zwierząt, bo więcej kupili ich Niemcy, aż 11,4 mln. Jednak Duńczycy prognozują, że w ciągu najbliższych kilku lat to właśnie Polska zostanie liderem w tym rankingu.

Tucz kontraktowy. To właśnie on jest obwiniany o lawinowo rosnący import prosiąt. Zdaniem przedstawicieli Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej prawda jest nieco inna.

– W ostatnich latach powstało wiele tuczarni na 1000 szt., które stają się już standardem produkcji tuczników w całej Unii Europejskiej. Krajowi rolnicy posiadający takie obiekty nie znajdą w Polsce możliwości ich zasiedlenia z jednego źródła, gdyż w Polsce dominuje rozdrobniona produkcja prosiąt – czytamy w komunikacie KZP-PTCH.

Hodowcy trzody chlewnej mogą skorzystać z dofinansowania pochodzącego z PROW, jednak wspiera ono produkcję prosiąt w stadach do 100 macior, gdzie tygodniowa produkcja tych zwierząt wynosi 50 prosiąt.

– Zasiedlenie tuczarni na 1000 szt. z takiego źródła jest niemożliwe, gdyż okres zasiedlenia wyniósłby 20 tygodni. Żaden rozsądny producent nie odważy się na zasiedlenie swojego obiektu z wielu źródeł, gdyż problemy ze zdrowiem zwierząt pochodzących ze stad o różnym statusie zdrowotnym, nie pozwolą mu na uzyskanie jakiegokolwiek zysku – podkreślają przedstawiciele KZP-PTCH.

Import prosiąt nie jest więc następstwem tuczu kontraktowego, ale poszukiwanie przez producentów tuczników wyrównanych partii prosiąt za granicą. To dla nich jedyny możliwy sposób działania. Wybierają oni najczęściej Danię, ponieważ kraj ten już od wielu lat postawił na ich produkcję.

– Dlaczego nie naśladujemy duńskiego przykładu? Przecież budowanie ferm macior na 100 sztuk jest marnowaniem publicznych pieniędzy. Ci co produkują krajowe prosięta powinni mieć możliwość rozwoju i powiększania swoich stad dostosowując je do potrzeb rynku. Istniejące fermy w cyklu zamkniętym mogłyby przestawić się na produkcję prosiąt. Wymaga to jednak stworzenia odpowiedniego programu i znalezienia środków na jego sfinansowanie. Dużo prościej jest powiedzieć, że wszystkiemu winny jest tucz nakładczy – podsumowują w swoim oświadczeniu przedstawiciele KZP-PTCH.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!