Copy LinkXFacebookShare

Mały błąd wystarczy. Łatwo „wnieść” ASF do gospodarstwa

Z gałęziami, sianem, czy z pola kukurydzy – takimi drogami rolnicy wprowadzali wirus afrykańskiego pomoru świń (ASF) do swoich gospodarstw. Mała niefrasobliwość w takich przypadkach kończy się ogromnymi stratami.

O zwalczaniu ASF mówiono podczas niedawnego posiedzenia działającego przy wojewodzie kujawsko-pomorskim Zespołu Doradczego ds. Wsi i Rolnictwa.

Jerzy Dymek, wojewódzki lekarz weterynarii podał przykłady sytuacji, w jakich wirus pojawił się w stadach hodowlanych.

– Na terenie woj. lubelskiego rolnik miał świetnie zabezpieczone gospodarstwo, miał wyłożone maty i wszystko było w porządku. Tylko postanowił sobie dorobić i pracować w lesie przy tzw. gałęziówce. Przywiózł tę gałęziówkę do gospodarstwa, złożył obok chlewa. No i wiadomo, przeniósł te gałęzie nogami do chlewni i miał wirusa – mówił Dymek.

W innym przypadku rolnik orał kukurydzę. A ponieważ była wysoko ścięta, a miejscami nawet w ogóle nie ścięta, zahaczała mu się o pług. Gdy wrócił z pola do gospodarstwa, akurat prosiła się maciora i został szybko do niej wezwany. Postawił traktor z tym pługiem i w tym samym obuwiu poszedł prosto do maciory. Niedługo potem okazało się, że jest tam następne ognisko ASF.

– Trzeci przypadek to siano przywiezione dla bydła ze strefy Biebrzy, gdzie były dziki. Nie było rozgrodzenia bydła od świń, tak zaraziły się świnie – podawał wojewódzki lekarz weterynarii.

Te przykłady pokazują, jak skrupulatnie trzeba przestrzegać zasad bioasekuracji w gospodarstwach. Pojawienie się wirusa ASF w chlewni oznacza likwidację całego stada i nerwowe oczekiwanie, czy zostanie wypłacone odszkodowanie. Zresztą w wielu przypadkach rolnicy nawet z taką państwową rekompensatą na koncie nadal znajdowali się w trudnej sytuacji – bez świń i z pytaniem: co dalej?

Na wspomnianym posiedzeniu wojewódzkiego zespołu poinformowano także m.in. o grodzeniu przejść dla zwierząt wokół dróg szybkiego ruchu, by zniechęcić dziki do migrowania. To jedno z działań podjętych, by w woj. kujawsko-pomorskim nie pojawił się ASF.

Z różnego rodzaju rolniczych spotkań wynika, że przez wirusem drżą też hodowcy w innych regionach: w Łódzkiem, na Podkarpaciu, Pomorzu oraz w Wielkopolsce, czyli liderze jeśli chodzi o produkcję trzody chlewnej w kraju.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!