ASF wychodzi ze „skrzynki”? Chłodnie na tusze dzików stały otworem
dziki
Fot. Tytus Żmijewski
W walce z ASF każde potencjalne źródło rozprzestrzeniania się wirusa jest bardzo groźne. Na jedno z nich, którego zresztą nikt by się nie spodziewał, zwrócił na posiedzeniu sejmowej komisji rolnictwa Marcin Bustowski, szef Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej "Solidarni".
Chodzi o chłodnie na tusze martwych dzików, z których pobiera się próbki do badań laboratoryjnych. – Osobiście na Podlasiu otworzyłem dwie chłodnie, bo nie są zabezpieczone przez myśliwych. Można wejść i pootwierać lodówki bo klucze leżą wszędzie. Mam na to dowody, bo zrobiłem dokumentację zdjęciową. Można wziąć ASF ze skrzynki – przekazywał.
Jak zapewniał problem dotyczy całego kraju. – Weźmy panią minister od ochrony środowiska i przejedźmy się po Polsce. Mogę wam pokazać lodóweczki, które można pootwierać. Jak wożone są dziki, gdzie leje się krew i rozlewa się po ulicach – mówił działacz.
– Chłodnie są zabezpieczane przed dostępem dzikich zwierząt, a nie przed tym, by człowiek tam nie wchodził. Żadne zamknięcie przed włamywaczem ich nie zabezpieczy. Jeśli ktoś jest włamywaczem i wchodzi w miejsce, do którego wchodzić nie powinien, to podlega karze, a więc nie bardzo mogę to zrozumieć – odpowiadał Jacek Bogucki, wiceminister rolnictwa.
Bustowski jednak nie odpuszczał i wyraził nadzieję, że resort zgłosi sprawę do prokuratury. – Drzwi były otwarte. A ja wysyłałem zdjęcia do pana jako dowód – powiedział na koniec związkowiec.
- Książki warte polecenia: Sygnały świń

