Copy LinkXFacebookShare

ASF: bez oczyszczania kraju z dzików nie pokonamy tej choroby

Afrykański pomór świń (ASF) od lat pozostaje największym zagrożeniem dla polskiej produkcji trzody chlewnej. W walce z chorobą pojawia się jednak wiele barier, od biurokracji, przez konflikty z ochroną przyrody, po niewykorzystany potencjał badań genetycznych.

O problemach i szansach w zwalczaniu ASF mówi lekarz weterynarii Maciej Perzyna.

Według eksperta obecny system raportowania przypadków ASF u dzików nie sprzyja skutecznej walce z chorobą.

– Obecnie kilka padłych dzików znalezionych w promieniu nawet dwóch kilometrów może być raportowanych już jako jedno ognisko. W rzeczywistości powinny być one rozpatrywane jako pojedyncze ogniska – zauważa Perzyna.

Problemem jest także brak szczegółowych danych w raportach. Jeszcze kilka lat temu publikowano informacje o wieku, płci i stanie rozkładu tusz.

Ochrona przyrody kontra zwalczanie choroby

Kolejną barierą są ograniczenia administracyjne.

– W Parku Narodowym "Ujście Warty" zakazano przeszukiwań z psami, mimo że dynamicznie rozwijał się tam ASF u dzików. Pod hasłami o płoszeniu zwierzyny zakazano tych działań, podczas gdy zespoły poszukiwawcze z psami we Wrocławiu czy Kwidzynie pracują w sposób bezpieczny dla fauny – tłumaczy Perzyna i dodaje:

– W efekcie wirus rozprzestrzenił się na sąsiednie tereny.

Jak podkreśla lekarz weterynarii, w Polsce brakuje także systemowego podejścia do badań genetycznych szczepów ASF.

– Moim zdaniem należałoby wprowadzić pełne sekwencjonowanie wirusa z tzw. hotspotów, czyli miejsc, w których wybucha nowe ognisko lub pojawia się po długiej przerwie – mówi.

Jego zdaniem to pozwoliłoby identyfikować i klasyfikować jego szczepy.

– Z tego co wiem, takie badania są prowadzone, ale na małą skalę – dodaje.

Wspomina też przypadek z miejscowości Szabda (woj. kujawsko-pomorskie), gdzie badania genetyczne wykazały powiązania szczepu z innymi regionami.

– Można sobie wyobrazić sytuację, że ktoś podrzucił truchło z innego województwa. Niestety w Polsce nikt nie bada dzików, a populacja tych zwierząt jest zróżnicowana – zaznacza Perzyna.

Zapora na granicy to niewykorzystany potencjał

Według eksperta bioasekuracja to ważny element, ale nie wystarczający.

– Jeżeli presja wirusa w środowisku jest wysoka, to ryzyko wniknięcia na każdą fermę jest znaczące, także dużą i profesjonalną. Bioasekuracja jest ważna, ale na drugim miejscu po uwolnieniu kraju od rezerwuaru, czyli trucheł padłych dzików – wyjaśnia.

Podkreśla, że potrzebny jest rzetelny program oczyszczania gmina po gminie, powiat po powiecie.

– Bez tego nie uwolnimy kraju od ASF, choć jest to możliwe – mówi Perzyna.

Jednym z argumentów przeciw radykalnym działaniom jest ryzyko powrotu ASF zza wschodniej granicy.

– Od czasu budowy fizycznej zapory na granicy z Białorusią, to ryzyko znacząco się zmniejszyło. Ta zapora może nie powstrzymuje ludzi idealnie, ale dziki zatrzymuje skutecznie – dodaje.

Więcej informacji na temat hodowli i produkcji trzody chlewnej znajdziesz w magazynie "Hoduj z Głową Świnie".

Nasz magazyn można zaprenumerować w tradycyjnej formie TUTAJ oraz w e-prenumeracie TUTAJ

 



 

 


 



 

 

 


 

 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!