Copy LinkXFacebookShare

Z jajami będzie jak z masłem? Ceny biją kolejne rekordy

Resort rolnictwa potwierdził to, co klienci sklepów widzą na co dzień; ceny jaj gwałtownie pną się w górę. W okresie od 9 do 15 października ceny podskoczyły aż o blisko 30 procent, a na tym na pewno nie koniec.

Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi podkreśla, że w ciągu tygodnia jaja spożywcze klasy S w zakładach pakowania podrożały dokładnie o 28 procent.

Średnie krajowe ceny sprzedaży wzrosły z 28,90 zł do 37,00 zł za 100 sztuk.

O ponad 13 procent wzrosły również ceny jaj spożywczych XL: 47,00 do 53,30 zł za 100 sztuk. O kilka procent podrożały również jaja wagi L i M – informuje TVN24 BiS.

Na domiar złego w dużych sieciach handlowych zaczyna brakować jaj. Dlaczego tak się dzieje? Krajowi producenci otrzymują wyższe stawki za towar od zagranicznych podmiotów i wstrzymują dostawy do naszych sklepów.

– Polscy producenci za jedno jajo klasy M, czyli średniej wielkości, otrzymują od zagranicznych kontrahentów 45, a nawet 50 groszy. Tymczasem cena detaliczna takiego samego jaja oferowanego w sieciach handlowych wynosi 37-39 groszy, co oznacza, że do hodowcy trafia nie więcej niż 33 grosze. Nie można się więc dziwić, że przy ogromnym popycie zagranicznym wolą sprzedawać produkty drożej – tłumaczy Mariusz Szymyślik, dyrektor Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.

Bardzo duży popyt na jaja w całej Europie wiąże się z wykryciem fipronilu na fermach niosek w Europie Zachodniej, przede wszystkim w Belgii, Holandii i Niemczech. Spora część producentów z tych krajów musiała wybić stada lub zaprzestać dostaw na rynek. Problemy z podażą jaj są także następstwem grypy ptaków we Włoszech, które są jednym z czołowych producentów w Europie.

– Spiralę cenową nakręcają także przemysłowi odbiorcy, czyli na przykład firmy spożywcze, chemiczne czy kosmetyczne. Jaja przeznaczone do przetwórstwa zawsze były zdecydowanie tańsze niż konsumpcyjne. Jednak w ostatnich dniach sytuacja się odwróciła. To szok dla całej branży – mówi Szymyślik.

Dyrektor KIPDiP zwraca uwagę, że zawirowania na rynku, z którymi mamy obecnie do czynienia dzieją się w najgorszym możliwym momencie, czyli tuż przed sezonowym szczytem popytowym rozpoczynającym się zwykle kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem.

– Jeśli nie zdarzy się coś niezwykłego, możemy mieć do czynienia z sytuacją bez precedensu – z brakami jaj, po raz pierwszy po 1989 roku – alarmuje ekspert.

Wygląda więc na to, że jaja niebawem będą towarem deficytowym, którego ceny mogą być astronomicznie wysokie, jak stało się to z masłem. W niektórych sklepach za kostkę masła trzeba dziś zapłacić nawet 10 zł.

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!