Kaczki i gęsi zamiast hodowli świń?
drob_kaczki
Fot. Mirosław Lewandowski
Trwa dyskusja, w jakim kierunku mogłyby pójść gospodarstwa, które m.in. w związku z afrykańskim pomorem świń (ASF) i kosztami związanymi z obowiązkową bioasekuracją, musiały lub będą musiały zaprzestać produkcji trzody chlewnej. Jedną z alternatyw miałaby być hodowla kaczek lub gęsi.
Co prawda na pierwszym miejscu w tym względzie Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – Państwowy Instytut Badawczy – a wraz za nim resort rolnictwa – stawiają hodowlę bydła ras mięsnych, ale są też wskazywane inne drogi.
Dyrektor IERiGŻ-PIB prof. dr hab. Andrzej Kowalski podczas lutowego posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa podkreślał, że jeśli chodzi o rynek krajowy kur niosek i jaj, to jest on nasycony. Kolejne gospodarstwa w tej specjalizacji pogłębiłyby już w pewnym sensie istniejącą, wyniszczającą konkurencję polsko-polską.
W opinii specjalistów z Instytutu w zakresie drobiu najbardziej opłacalną, przyszłościową i zagrożoną najmniejszym poziomem ryzyka jest hodowla kaczek lub gęsi. I mogą być one z powodzeniem hodowane w sposób naturalny w tych województwach, gdzie wystąpiły ogniska ASF.
– Hodowla nie wymaga dużych nakładów kapitałowych, co też jest bardzo ważne. Pamiętamy, że te województwa nie są najbogatszymi pod względem dochodów ludności rolniczej – wyjaśniał prof. Kowalski.
Przestrzegał z kolei przed "pakowaniem" gospodarzy w produkcję drobiarską prezes Polskiego Związku Zrzeszeń Hodowców i Producentów Drobiu Andrzej Danielak.
– Chodzi o rolników, którzy nigdy nie prowadzili przemysłowej produkcji drobiarskiej na większą skalę, która ewentualnie dawałaby jakieś gwarancje zapłaty chociażby za pracę. Produkcja drobiarska jest tak mocno rozkręcona, że każde kolejne gospodarstwo, które będzie wchodziło na rynek bez zapewnienia systemowych możliwości zbytu, gwarantujących opłacalność, jest skazane na porażkę – wytykał Danielak.
Jak stwierdził, rynek gęsi jest "płytki" i bardzo konkurencyjny, a jednocześnie mało opłacalny, choć czasem daje się na nim zarobić.
– Jeśli chodzi o kaczki, to zgodziłbym się, że być może dałoby się trochę pokusić o ich hodowlę, bo rynek kaczek rozwija się, ale również nie gwarantuje żadnych opłacalnych cen. Tak więc prosiłbym o głębokie zastanowienie się przed pchaniem rolników, którzy nie mają zielonego pojęcia o drobiarstwie w tę dziedzinę gospodarki – apelował Andrzej Danielak.
Wątpliwościami w tym temacie podzielił się również Aleksander Zaręba, przedstawiciel NSZZ Rolników Indywidualnych "Solidarność".
– Proszę mi powiedzieć, skąd w skali kraju wziąć materiał wyjściowy do produkcji gęsi, jeśli producenci, którzy już dzisiaj to robią – a mój syn to robi – mają problemy? Cały czas chęci syna są obcinane poprzez to, że nie ma piskląt, nie ma stad zarodowych, bo przecież była ptasia grypa. W jej wyniku liczebność stad zarodowych została poważnie nadszarpnięta – zauważył Zaręba.
Jego zdaniem na produkcji kaczek nie da się zarabiać. – Z doświadczenia rodzinnego mogę powiedzieć, że jest to przelewanie z pustego w próżne. To taka satysfakcja, że ktoś się narobi i jak to się mówi, przysłowiowego gnoju się nawącha – podsumował działacz rolniczej "Solidarności".
- Książki warte polecenia: Sygnały brojlerów |Sygnały kur nieśnych
