Copy LinkXFacebookShare

Profilaktyka drogą do sukcesu w hodowli bydła mięsnego

Hodowla bydła mięsnego w Polsce przeżywa obecnie dobry czas. Powstaje coraz więcej stad, a ceny skupu opasów ustabilizowały się na dobrym poziomie. Nadal jednak musimy pracować nad efektywnością, ponieważ ta pozostawia wiele do życzenia.

– Bydło mięsne jeszcze kilka lat temu było po prostu marginesem w hodowli bydła mlecznego. Na szczęście to się zmienia, ale mamy jeszcze dużo do zrobienia. Musimy przede wszystkim nauczyć Polaków jeść wołowinę, bo za chwilę spożycie gęsiny będzie wyższe – mówił Ryszard Kamiński, dyrektor Kujawsko-pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie podczas szkolenia dla hodowców i producentów bydła mięsnego. Odbyło się ono 25 stycznia.

– Krowy mamki w pogłowiu bydła ogółem, które wynosi 1 mln sztuk, stanowią zaledwie 23-24 tysiące. Mamy również problem z powtarzalną produkcją na wysokim poziomie. Rzeczywiście mięso wołowe pochodzi jeszcze w dużej mierze od bydła ras mlecznych, ale na szczęście to się już zmienia – mówił Jacek Zarzecki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego.

Profilaktyka w stadach mięsnych jest podstawą do tego, aby uniknąć problemów zdrowotnych bydła. To również najtańsza metoda zapobiegania chorobom. Czy jednak hodowcy są tego świadomi?

– Hodowca chce, aby jego zwierzęta były zdrowe. Z kolei lekarz weterynarii, przynajmniej ten współczesny chce, aby jego wizyta w gospodarstwie nie kończyła się zawsze leczeniem chorych sztuk, ale polegała na kontroli. Dlatego niezbędna jest profilaktyka. Ta w stadach mięsnych, ale również mlecznych dość mocno kuleje – zauważył lekarz weterynarii Wojciech Wójcik.

Hodowcy, zdaniem Wojciecha Wójcika powinni więc przygotowywać lekarzowi weterynarii przynajmniej buty na zmianę. To ograniczy przenoszenie patogenów między gospodarstwami.

Hodowla bydła mięsnego może być dofinansowana z PROW 2014 – 2020. Jeżeli wykonujemy inwestycję budowlaną zwróćmy uwagę na jej etapowanie. Są to bowiem zazwyczaj duże projekty, nawet przekraczające nawet 1,5 miliona złotych.

– Ja podzieliłem inwestycję na dwa etapy. Najpierw wykonałem i rozliczyłem modernizację budynków. Następnie kupiłem wyposażenie jak wóz paszowy czy poskromy. Dzięki temu wydłużyłem sobie okres, w którym mogłem powiększyć stado o mamki. Jeśli miałbym wydać dodatkowe 200 tysięcy na zakup krów w pierwszym etapie, pewnie nie byłoby to możliwe – tłumaczył Jacek Zarzecki, prezes PZHiPBM.

– Od 23 sierpnia 2017 roku cała Polska wchodzi pod obszary OSN czyli szczególnie narażone na zbyt duże nawożenie azotem pochodzenia rolniczego. Płynne odchody czyli gnojówka i gnojowica muszą być przechowywane w zbiornikach przez sześć, a nie cztery miesiące – dodał Stanisław Pater z KPODR w Minikowie.

Rola przeżuwaczy jest taka, że tylko one są w stanie wykorzystać potencjał produkcyjny pasz objętościowych produkowanych na trwałych użytkach zielonych. Mówił o tym prof. dr hab. Roman Łyszczarz z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy.

– W Polsce mamy około 3 mln ha trwałych użytków zielonych. Zdecydowana większość z nich leży na glebach słabszej jakości w stosunku do gruntów ornych. Naturalny potencjał produkcyjny stanowisk łąkowych jest więc niższy. Kolejny czynnik decydujący o tym potencjale to istotne znaczenie wody. Trawy i zbiorowisko łąkowe mają ogromne zapotrzebowanie, które niemal w żadnym roku nie zostaje zaspokojone – tłumaczył prof. Łyszczarz.

 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!