Reklama
Miało być limousine, ale jest charolaise
charolaise_welnica_bydlo_miesne_odsadki_3
Marcin Krzewiński z Wełnicy w woj. wielkopolskim hodowlą bydła charolaise zajmuje się od 17 lat. Foto_Remigiusz Kryszewski
Rolnik z Wielkopolski od 17 lat zajmuje się hodowlą bydła mięsnego rasy charolaise. W jego planach był zakup limousine, ale z perspektywy czasu uważa, że podjął dobrą decyzję.
Marcin Krzewiński z Wełnicy koło Gniezna hodowlę bydła mięsnego rozpoczął wraz ze swoim ojcem w 2003 r.
Gospodarz planował kupić jałówki rasy limousine, ale po wizycie w gospodarstwie Jerzego Magowskiego z Będzitowa w woj. kujawsko-pomorskim zdecydował się na rasę charolaise.
Z perspektywy czasu stwierdził on jednak, że był to dobry wybór, ponieważ bydło charolaise jest spokojniejsze i mniej agresywne niż limousine, co ułatwia i poprawia bezpieczeństwo obsługi zwierząt.
Rolnik dodatkowo wydzierżawił oddalone o kilka kilometrów gospodarstwo położone w miejscowości Miaty, gdzie znajdowały się stare chlewnie. Wykonał tam modernizację budynków i dobudował wybieg.
Obecnie jego stado liczy 80 krów mamek, a gospodarz wyspecjalizował się w produkcji materiału hodowlanego oraz w opasie buhajów.
W gospodarstwie znajduje się mało nieużytków więc musiał on zakładać pastwiska na gruntach ornych, co wiązało się ze sporymi kosztami.
Dodatkowo zimą przygotowywał on paszę dla krów w wozie paszowym, co pochłaniało kolejne pieniądze. Po wykonaniu kalkulacji okazało się, że podobne zyski osiągnie jak zmniejszy stado podstawowe.
Tak więc od listopada 2019 r. przez kolejne dwa miesiące prowadził on ostrą selekcje krów. Gospodarz zmniejszył stado o połowę i w rezultacie zostawił 40 najlepszych mamek.
Rolnik w tym samym roku po raz pierwszy sprzedał także odsadki. Po raz kolejny po przeliczeniu zysku stwierdził, że ze względu na specyfikę jego gospodarstwa bardziej mu się to opłaca niż utrzymywanie zwierząt do wagi ciężkiej.
Tym samym hodowca pozostawił 40 mamek, które zimą przebywają w oborze, gdzie mają stały dostęp do wybiegu. Latem cały dzień spędzają na pastwisku, a na noc wracają do obory.
Dzięki temu hodowca ma możliwość codziennego przeglądu stada. Dodatkowo w budynku umieścił poskrom, który w razie konieczności ułatwia złapanie krowy czy cielęcia, co jest bardzo trudne na pastwisku.
Mamki codziennie rano przed opuszczeniem obory dostają po 1 kg paszy treściwej. Pod koniec sezonu pastwiskowego lub gdy traw jest niewiele, zwierzęta są dokarmiane sianem.
Do ich dyspozycji jest 60 ha pastwiska, podzielonego na mniejsze kwatery. Zewnętrzne ogrodzenie zostało wykonane z trzech rzędów drutu stalowego zawieszonego na słupkach i podłączonego pod elektryzator.
Urodzone w gospodarstwie buhajki ważą 35-40 kg, z kolei jałówki są o około 5 kg lżejsze. Pozostają one przy mamkach do wieku 6-8 miesięcy i wagi 250-300 kg.
Następnie gospodarz przy użyciu wygrodzeń oddziela młode od mamek, przepędza je do drugiego budynku, gdzie są sortowane według płci.
Jałówki, które przejdą selekcję pozostają na remont stada, a pozostałe sztuki trafiają na sprzedaż.
Więcej informacji na temat gospodarstwa Marcina Krzewińskiego znajdziesz w magazynie "Hoduj z Głową Bydło"(nr 6/2020). ZAPRENUMERUJ
- Książki warte polecenia: Sygnały racic|Rozród – Praktyczny przewodnik zarządzania rozrodem (Cow Signals)

