Na zakazie też można… zyskać. Chiny czekają na dostawców mięsa
swinie9
Fot. Mirosław Lewandowski/agropolska.pl
– Przyszłość polskich wyrobów mięsnych nie jest w Rosji, a w Chinach – twierdzi wiceszef Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP Piotr Ziemann.
O tym, że rosyjskie embargo nie musi oznaczać rynkowej stagnacji w handlu mięsem pokazują Niemcy. – To oni paradoksalnie czerpią dziś największe korzyści z zakazu – mówi ekspert Informacyjnej Agencji Radiowej. – A wszystko dlatego, że do Chin wysyłają dziesięć razy więcej produktów niż przed wprowadzeniem blokady – dodaje.
Ziemann zauważa, że zapotrzebowanie na kolejnych dostawców w Chinach stale się zwiększa. Wieprzowina jest też tam najchętniej konsumowanym mięsem. To mogłaby być duża szansa także dla polskich producentów i przetwórców.
– Wówczas nie mielibyśmy do czynienia z regresem cen zbytu surowca. Zapotrzebowanie byłoby na stałym poziomie. Przez obecną sytuację, w ostatnich miesiącach cena zmalała o prawie 40 procent – przypomina wiceszef SRiW RP.
Rynek Chin jest dla Polski zamknięty z uwagi na występowanie wirusa ASF. Aby usunąć blokadę konieczne jest zaangażowanie najwyższych władz państwowych bowiem – jak przekonuje Ziemann – tego wymaga tamtejsza kultura negocjacyjna.
Przedstawiciele branży, związków spożywczych oraz minister rolnictwa to za mało. – W mediacjach udział brać muszą dodatkowo: prezydent, premier i szef dyplomacji – dodaje ekspert w rozmowie z IAR.
