Copy LinkXFacebookShare

Kawa i herbata w puszce prosto z automatu. W Japonii to norma

Uwagę turystów w Japonii zwraca ogromna liczbę automatów z napojami. Maszyny są dosłownie wszędzie, niemal na każdym rogu.

Zapewniają spory wybór produktów: napoje gazowane, soki, napoje energetyczne i izotoniczne, woda (chociaż nie we wszystkich automatach można ją znaleźć, w przeciwieństwie do zielonej herbaty), zielona herbata, kawa a nawet zupy w puszkach.

Każda większa firma produkująca napoje ma swoją własną sieć automatów. Jest to świetne rozwiązanie, mało kiedy chodziłem po ulicach Tokio spragniony. Ceny w automatach na tej samej ulicy, leżących względnie niedaleko (w odległości 300 metrów), mogą się różnić nawet o kilkadziesiąt jenów (od dwóch do trzech złotych).

Automaty mają też tę ważną cechę, że utrzymują różne produkty w odpowiednich temperaturach. Zamówiona puszka z japońskim odpowiednikiem oranżady będzie zimna, podczas gdy kupiona w tej samej maszynie puszka z kawą będzie ciepła.

Pomimo że w Japonii jest mnóstwo automatów, to nie ma tam takich, które wydają gorące napoje w kubkach. Właśnie dlatego bardzo popularne jest sprzedawanie kawy w puszkach.

W supermarketach można tez dostać ten napój w butelkach (zdarzają się butelki dwulitrowe i większe!). Japończycy nie są wielbicielami kawy. Ciężko spotkać na ulicach Tokio kawiarnię w stylu europejskim (za wyjątkiem obecnych na całym świecie sieciówek, takich jak Starbucks).

Mieszkańcy stolicy żyją w ciągłym biegu i nie mają czasu na delektowanie się kawą prosto z filiżanki. O wiele prościej jest gdzieś po drodze do pracy kupić puszkę.

W przeciwieństwie do kawy, herbata ma się świetnie. W Japonii zielona herbata jest nazywana po prostu herbatą, czasami tez japońską herbatą (co nie do końca jest zgodne z prawdą, ponieważ została zaczerpnięta z Chin).

Japończycy wyróżniają kilkadziesiąt gatunków zielonej herbaty. Miałem okazję spróbować kilku i niestety nie wyczułem pomiędzy nimi żadnej różnicy. Zielona herbata nigdy nie przypadła mi do gustu, w przeciwieństwie do całej gamy słodyczy o smaku zielonej herbaty.

W większości restauracji klient otrzyma darmową filiżankę herbaty jeszcze zanim zdąży zamówić danie. Jeśli jesteśmy już przy restauracjach, to warto wspomnieć o innym ciekawym zjawisku.

Dużo lokali w Europie wystawia przed wejściem kartę dań, aby klient przed wejściem mógł zapoznać się z ofertą danej jadłodajni. Japończycy idą o krok dalej – na witrynach restauracji ustawiają makiety dań. Dzięki temu każdy wie, jak wygląda dana potrawa, jakiej jest wielkości i z czego się składa. W Tokio jest nawet ulica (Kappabashi-dori), która słynie ze sprzedaży sztucznego jedzenia na wystawy.

Jeśli chodzi o alkohole, to na pewno wszyscy słyszeli o sake. Należy pamiętać, że to nie jest wódka ryżowa, a raczej dość mocne wino (12-20 proc.). Tradycyjnie sake sprzedaje się w dużych beczułkach, o pojemności kilkunastu litrów. Alkohol podaje się na ciepło w małych porcelanowych czarkach.

Sake można też kupić w puszkach albo kartonikach ze słomką (tak jak soki w Polsce). Desperaci zainteresują się zapewne winem w plastikowych butelkach. Warto spróbować, chociażby po to, aby uzmysłowić sobie, że Japończycy nie mają głowy do alkoholi.

Sake dla mnie smakowało jak mieszanka owocowego wina z odrobiną spirytusu (ja jednak piłem na zimno, możliwe że na ciepło smakuje o wiele lepiej). Podobnie sprawa ma się z piwem.

Dwie najsłynniejsze marki, Asahi i Sapporo, nie wyróżniają się niczym szczególnym i są gorsze od typowego piwa z polskiego supermarketu. W dziale z mocniejszymi trunkami dominują zagraniczne produkty.

Uśmiech na twarzy wywołały u mnie dwa polskie akcenty: tradycyjna Żubrówka z trawą i spirytus rektyfikowany z Polmosu. Ten pierwszy alkohol jest w Japonii popularny i znany od dawna, istnieje nawet oddzielne słowo oznaczające Żubrówkę właśnie (Zuburokka).

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!