Wielka wycinka bez kontroli. Gminy nie wiedzą, ile drzew zniknęło
wycinkadrzew_26aa9b0f
Nowe regulacje dotyczące wycinki drzew wzbudzają wiele emocji. Foto_Dariusz Kucman
Gminy nie miały dostatecznej kontroli nad wycinką drzew i krzewów, a częste zmiany prawa potęgowały chaos – wynika z opublikowanego właśnie raportu Najwyższej Izby Kontroli.
Izba wzięła pod lupę 30 organów – marszałków województw, starostów, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast – i zbadała, jak się wywiązywali z zadań związanych z usuwaniem drzew i krzewów oraz zagospodarowaniem drewna.
Jak informuje "Rzeczpospolita" lista zaniedbań jest bardzo długa. Od 2015 r. do maja 2018 r. zbadane urzędy wydały 17 tys. zezwoleń na usunięcie 330 tys. drzew i 133 tys. mkw. krzewów. W 2017 r. liczba wniosków i zezwoleń spadła niemal o połowę.
Powodem była słynna liberalizacja ustawy o ochronie przyrody, nazwana „lex Szyszko" od nazwiska Jana Szyszki, ówczesnego ministra środowiska. Pozwoliła wyciąć drzewa na własnej posesji bez zezwolenia (na cele niezwiązane z działalnością gospodarczą).
Raport NIK dobitnie pokazuje, że w efekcie gminy nie wiedzą, ile drzew przez ok. pół roku zniknęło. Tylko w 17 z 525 urzędów (3 proc.), oszacowano skalę wycinki w tym czasie. W blisko połowie wydawano zezwolenia mimo niekompletnych wniosków.
Luki miały również protokoły z oględzin, w których nie wpisywano np. gatunków i wymiarów drzew. Z kolei wydane decyzje nie określały np. terminu wycinki lub pełnej nazwy gatunku. Do tego, w co trzecim urzędzie błędnie wyliczono opłaty za wycinkę – wylicza dziennik.
- Agrobiznes bez tajemnic. Zamów prenumeratę miesięcznika "Przedsiębiorca Rolny" już dziś
źródło: "Rzeczpospolita"
