Copy LinkXFacebookShare

Ukradli z pola sadzonki borówki i uciekali… furmanką

Dwaj bracia, z których jeden wcześniej ukradł sadzonki borówki z pola, uciekali z miejsca występku furmanką. Gdy zostali zatrzymani okazało się, że powożący miał ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie.

Dyżurny parczewskiej Komendy Powiatowej Policji otrzymał zgłoszenie, że w miejscowości Jasionka mężczyźni, z których jeden wcześniej ukradł z pola sadzonki borówki, oddalili się konnym zaprzęgiem.


– Okazało się, że drewnianym wozem poruszają się bracia. Mieli skradzione sadzonki. 57-latek za kradzież dostał mandat w wysokości 500 złotych – informuje asp. Artur Łopacki, oficer prasowy KPP w Parczewie.

Funkcjonariusze nie zakończyli jednak na tym interwencji, bo ich podejrzenia wzbudził stan trzeźwości woźnicy. Przebadali go alkomatem, który wskazał ponad 1,5 promila alkoholu. 63-latkowi grozi kara aresztu lub grzywny.

Alkohol był też powodem interwencji przeprowadzonej przez policjantów z komendy w Nisku (woj. podkarpackie). Dwaj mężczyźni wykonywali prace budowlane na podwórku, zakrapiając to napojami wyskokowymi. 28-latek zaproponował znajomemu, aby pojechali do lasu… zakopać martwą kurę, która leżała w kurniku.

"Kolega nie chciał z nim jechać, bo wiedział, że ma zakaz kierowania pojazdami. Ostatecznie udali do lasu i zakopali tam martwego ptaka. W drodze powrotnej, na zakręcie, ich opel uderzył w samochód ciężarowy" – relacjonuje niżańska KPP.

Podróżujący nie odnieśli poważniejszych obrażeń. Kierowca opla zadzwonił po żonę i próbował ją namówić, żeby wzięła na siebie winę za spowodowanie stłuczki. Świadkowie wskazali jednak winnego. 28-latek miał ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie. Pasażer jadący obok niewiele mniej.
 

Zobacz nas w Google News

Aktualności

Policjanci odzyskali skradziony ciągnik. Dwie osoby staną przed sądem

Hodowla

Choroba niebieskiego języka. Aż 28 nowych ognisk!