Ukradli z pola sadzonki borówki i uciekali… furmanką
policja_studnia.jpg_c59c142f
Policjanci z Warki ratowali mężczyznę, który wpadł do studni. Foto_policja_ilustracyjne
Dwaj bracia, z których jeden wcześniej ukradł sadzonki borówki z pola, uciekali z miejsca występku furmanką. Gdy zostali zatrzymani okazało się, że powożący miał ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie.
Dyżurny parczewskiej Komendy Powiatowej Policji otrzymał zgłoszenie, że w miejscowości Jasionka mężczyźni, z których jeden wcześniej ukradł z pola sadzonki borówki, oddalili się konnym zaprzęgiem.
– Okazało się, że drewnianym wozem poruszają się bracia. Mieli skradzione sadzonki. 57-latek za kradzież dostał mandat w wysokości 500 złotych – informuje asp. Artur Łopacki, oficer prasowy KPP w Parczewie.
Funkcjonariusze nie zakończyli jednak na tym interwencji, bo ich podejrzenia wzbudził stan trzeźwości woźnicy. Przebadali go alkomatem, który wskazał ponad 1,5 promila alkoholu. 63-latkowi grozi kara aresztu lub grzywny.
Alkohol był też powodem interwencji przeprowadzonej przez policjantów z komendy w Nisku (woj. podkarpackie). Dwaj mężczyźni wykonywali prace budowlane na podwórku, zakrapiając to napojami wyskokowymi. 28-latek zaproponował znajomemu, aby pojechali do lasu… zakopać martwą kurę, która leżała w kurniku.
"Kolega nie chciał z nim jechać, bo wiedział, że ma zakaz kierowania pojazdami. Ostatecznie udali do lasu i zakopali tam martwego ptaka. W drodze powrotnej, na zakręcie, ich opel uderzył w samochód ciężarowy" – relacjonuje niżańska KPP.
Podróżujący nie odnieśli poważniejszych obrażeń. Kierowca opla zadzwonił po żonę i próbował ją namówić, żeby wzięła na siebie winę za spowodowanie stłuczki. Świadkowie wskazali jednak winnego. 28-latek miał ponad 1,5 promila alkoholu w organizmie. Pasażer jadący obok niewiele mniej.
- Wiesz o ważnym wydarzeniu? Poinformuj nas o tym. Czekamy: redakcja@agropolska.pl
